Miałam nadzieję, że mój mąż, choć w obecności moich rodziców, nie będzie urządzał scen, ale niestety się pomyliłam. Moja mama i tata ledwo weszli do nas do kuchni, kiedy Adam zaczął narzekać, że przygotowałam mu kiepskie śniadanie, bo jajecznica z serem już mu się znudziła. Moi rodzice siedzieli zszokowani, a Adam zaczął im mówić, że przeżyli całe życie, a oprócz pomidorów nie mogą nic dać swojej córce. Obrażeni, wyszli. Później tata powiedział mi przez telefon, że mama płakała. Teraz nie wiem, co robić
Jeszcze w piątek moi rodzice zadzwonili i zapytali, czy mogą w sobotę przyjechać w odwiedziny.
– Córeczko, przyjedziemy na godzinkę, bo jedziemy na targ. A przy okazji przywieziemy ci trochę pomidorów, bo dobrze obrodziły i nie mamy co z nimi zrobić – powiedziała mama.
Chętnie przyjęłabym rodziców, ale mieszkam w mieszkaniu mojego męża, a on ostatnio zachowuje się jakby się zerwał z łańcucha. Po prostu go nie poznaję. Dlatego też nie chciałam, żeby moi rodzice przyjechali i zobaczyli to na własne oczy, boję się o nich, zwłaszcza o mamę, która ma chore serce i bardzo się o mnie martwi.
Od początku mojej relacji z Adamem mama była przeciwna temu, żebym za niego wychodziła, i to z kilku powodów. Nie spodobał się jej jako osoba. Niepokoiło ją również to, że Adam był już rozwiedziony i z poprzedniego małżeństwa miał dziecko.
Jednak byłam tak zakochana, że nie słuchałam mamy, bo Adam obiecywał mi złote góry.
Nie urządzaliśmy wesela, po prostu wzięliśmy ślub cywilny. Na początku mieszkaliśmy u rodziców Adama, ale z jego matką nie dogadywałam się od samego początku.
Teściowa nawet po rozwodzie syna była przychylna jego pierwszej żonie. Poza tym bardzo kochała swojego wnuka i żałowała, że syn odszedł z tamtej rodziny.
Chociaż nie miałam nic wspólnego z rozwodem Adama, bo poznaliśmy się później, jego matka mnie nie polubiła, wierząc, że gdyby nie ja, Adam wróciłby do swojej pierwszej żony.
Mieszkanie z teściową było bardzo trudne, już nie wytrzymywałam. Na szczęście Adam odziedziczył niespodziewanie mieszkanie po swojej babci. Szybko zrobiliśmy tam remont i się przeprowadziliśmy. Byłam przeszczęśliwa, myślałam, że w końcu wszystko się ułoży. Ale to dopiero był początek.
Bardzo chciałam mieć dziecko, uważałam, że to dopełniłoby naszą rodzinę. Adam raz chciał, raz nie chciał, zmieniał zdanie co chwilę. Prawda była taka, że martwił się, co powie jego mama, bo miała na niego ogromny wpływ.
Ostatnio Adam bardzo się zmienił, wraca późno do domu i prawie zawsze jest podpity. Mi to nie odpowiada, a on uważa, że to nic złego. Poza tym nie ma stałej pracy, pracuje dorywczo.
Kiedyś się pokłóciliśmy, gdy był pijany, i pojechał na noc do rodziców. Rano wrócił do domu. Za drugim razem znowu się pokłóciliśmy, znowu był pijany, pojechał w nocy i nie zadzwonił, dopóki sama nie zadzwoniłam. Potem powiedział, że wróci po swoje rzeczy, bo uprzedzał mnie, że mam być “prostsza”.
Jest egoistyczny, zachowuje się, jakby wszyscy byli mu coś winni. Nie wiem, co robić. Kocham go, ale traktuje mnie źle, lubi mną rządzić – podaj, przynieś, nalej, wyprasuj. Rozumiem, że może to normalne, ale chcę, żeby mnie też traktował z szacunkiem.
Miałam nadzieję, że przy moich rodzicach nie będzie robił scen, ale niestety. Moi rodzice ledwo weszli do kuchni, a Adam już zaczął narzekać, że przygotowałam kiepskie śniadanie, bo jajecznica z serem mu się znudziła.
Moi rodzice siedzieli zszokowani, a Adam zaczął im mówić, że całe życie przeżyli, a oprócz pomidorów nic swojej córce nie dali.
Obrażeni, wyszli. Mama później płakała, tata mi to powiedział przez telefon.
Jego syn poprosił o pieniądze, Adam nic mi nie powiedział, a dał mu (chociaż mamy wspólny budżet, a ja zarabiam więcej). Nie mogę sobie nawet kupić dodatkowej bluzki, a swojemu synowi wysyła pieniądze oprócz alimentów.
Za wszystko mnie wini: raz mu przeszkadzałam i przez to się potknął, innym razem go rozśmieszyłam (chociaż siedziałam cicho, a on śmiał się z kolegą i się zakrztusił).
Ma samochód, ale jak mnie trzeba gdzieś zawieźć, to narzeka: “Co, nogi ci odpadną?” A sam nie umie sobie zrobić nawet herbaty.
Niedawno Adam wrócił do domu i powiedział mi wprost, że mnie nie kocha. Potem poszedł spać. Rano przepraszał, mówił, że to nie on mówił, że tak naprawdę mnie kocha i że mu na mnie zależy.
Nie wiem, co robić, może powinnam go puścić wolno? Wciąż go kocham, ale nie wiem, czy powinnam z nim zostać, czy uciekać, póki jeszcze nie mamy wspólnych dzieci.
Teraz siedzę i zastanawiam się, czy ratować małżeństwo, czy się rozwieść.
