Tak się stało, że mając dwoje dzieci, nie mam już nikogo, kto mógłby mi pomóc. Czy o takiej starości marzyłam? Przecież, dopóki miałam siły, bardzo pomagałam swoim dzieciom. Ale one tego wcale nie doceniły. Mam 67 lat i niedawno wróciłam z Wielkiej Brytanii, gdzie pracowałam prawie 16 lat. Zostałabym tam dłużej, bo chciałam jeszcze doprowadzić do porządku mój dom, ale nie zdążyłam, ponieważ zdrowie zaczęło mnie zawodzić na tyle, że musiałam wrócić do domu. To właśnie wtedy moje dzieci pokazały, jakie naprawdę mają do mnie podejście
– Dzieci, mam krzywy płot, trzeba byłoby przyjechać i go naprawić – mówię najpierw do córki. Ona z zięciem przyjeżdżają do mnie częściej, bo mieszkają bliżej.
– Dlaczego ciągle dzwonisz tylko do mnie? Dlaczego mój mąż, który jest dla ciebie tylko zięciem, ma wszystko robić, skoro masz syna? Dzwoń do Michała, niech on coś wreszcie zrobi – odprawiła mnie córka.
Dzwoniłam do syna kilka razy, ale nie odbierał ode mnie telefonu i nawet nie uznał za stosowne oddzwonić.
Tak się stało, że mając dwoje dzieci, nie mam nikogo, kto mógłby mi pomóc. Czy o takiej starości marzyłam? Przecież, dopóki miałam siły, bardzo pomagałam swoim dzieciom. Ale one tego wcale nie doceniły.
Mam 67 lat i niedawno wróciłam z Wielkiej Brytanii, gdzie pracowałam prawie 16 lat. Zostałabym tam dłużej, bo chciałam jeszcze doprowadzić do porządku mój dom, ale nie zdążyłam, bo zdrowie zaczęło mnie zawodzić na tyle, że musiałam wrócić do kraju na leczenie.
Ale przez te lata wiele zdążyłam zrobić. Kupiłam córce i synowi mieszkania, bo nie chcieli zostać na wsi. Pomogłam im z remontami, z meblami, praktycznie wszystko sama im urządziłam.
Nigdy nie odmawiałam, kiedy dzieci prosiły o pieniądze na mniejsze czy większe wydatki, nawet pomogłam im kupić samochody.
Choroby dopadły mnie w bardzo niewygodnym momencie, bo właśnie postanowiłam, że będę odkładać pieniądze na remont domu, który stoi w takim stanie, w jakim go zostawiłam.
Niestety nie zdążyłam tego zrobić, bo zachorowałam i musiałam wrócić do domu. Nogi mnie bardzo bolą, więc będę musiała zapomnieć o dalszej pracy za granicą. A teraz nie mam nawet za co żyć.
Pieniądze, które przywiozłam ze sobą, wydałam na leczenie. Poczułam się lepiej, więc pomyślałam, że trzeba coś zrobić latem, bo nie wiem, czy będę mogła zimować w swoim domu.
Zawołałam dzieci, mówiąc, że potrzebuję zrobić remont, niech pomogą.
Im się ten pomysł nie spodobał, ale w końcu złożyli się i zrobili kosmetyczny remont, tak to nazwijmy, tylko odświeżyli, choć do ideału było daleko. Ale to i tak lepsze niż nic.
Syn i córka wydali na to co najwyżej po tysiącu złotych, bo wszystko, co zrobili, to pomalowali ściany. A zachowują się, jakby mi dom kupili. Teraz nawet nie można ich poprosić o pomoc. Naprawa płotu czy zebranie plonów z ogrodu – lepiej ich o to nie pytać.
– Mamo, odkąd wróciłaś z tej Anglii, ciągle ci czegoś potrzeba – mówią dzieci. – Już nam się nie chce do ciebie jeździć – powiedziała córka.
Z synem to osobna historia, nie odbiera ode mnie telefonu, więc nawet nie wiem, gdzie jest i co robi.
– Mamo, masz córkę, to niech ona się tobą zajmuje – powiedział mi kiedyś syn. – Przecież ja, jako mężczyzna, nie będę ci nocnika wynosił.
Dzieci jednogłośnie twierdzą, że dobrze było, gdy pracowałam za granicą i nie obciążałam ich swoimi prośbami.
Zupełnie się załamałam, nie wiedziałam, co robić, aż tu nagle zadzwoniła Anna, z którą pracowałam.
Anna proponuje mi, żebym wróciła do Wielkiej Brytanii, mówi, że znajdzie dla mnie dobrego lekarza. Mówi, że i tak wszystko jedno, w którym domu będę siedzieć, a tak zarobię jeszcze trochę pieniędzy i się podleczę.
Zgodziłam się na jej propozycję, czuję się już lepiej, więc pojadę. Ale ostrzegłam swoje dzieci, że teraz nie dam im już nic, nawet kawy im nie wyślę, bo miały okazję pokazać, jakie naprawdę mają do mnie podejście.
– Znowu, mamo, coś sobie wymyślasz. Ciężko z tobą, nakręcasz się sama, przecież nic się nie stało – mówi córka.
A jakie jest wasze zdanie? Czy naprawdę się nakręcam i za dużo oczekuję od swoich dzieci?
