Od razu zauważyłem, że są skąpi i na wszystkim oszczędzają. Próbowali kontrolować nasz budżet domowy – teść dzwonił do Agnieszki i żądał raportu, na co i ile wydaliśmy. A moja żona, jako posłuszna córka, opowiadała mu wszystko jak na spowiedzi

Zawsze uważałem, że rodzice powinni pomagać swoim dzieciom nawet wtedy, gdy te już dorosły i mają własną rodzinę. Jednak rodzice mojej żony są wyjątkiem. Mimo że mają możliwości finansowe, żeby nam pomóc, tego nie robią.

Z Agnieszką pobraliśmy się w dość dojrzałym wieku. Nasze zarobki są przeciętne, a po ślubie zaczęliśmy wynajmować mieszkanie, bo nie chcieliśmy mieszkać z rodzicami. Rodzice Agnieszki od samego początku mi nie odpowiadali. Kiedy oznajmiliśmy, że chcemy wyprawić wystawne wesele, stwierdzili, że to zbędny wydatek. Uznali, że niektóre pary robią wielkie wesela, a potem równie głośno się rozwodzą, więc to tylko strata pieniędzy.

Od razu zauważyłem, że są bardzo oszczędni. Teraz mieszkają sami w trzypokojowym mieszkaniu. Jeden pokój to ich gabinet z biblioteką, drugi to sypialnia, a trzeci to salon. Oczywiście, zapraszali nas, żebyśmy z nimi zamieszkali, ale miałem przeczucie, że nie warto tego robić, i intuicja mnie nie zawiodła.

Wkrótce zaczęli próbować kontrolować nasz budżet. Teść regularnie dzwonił do Agnieszki, domagając się szczegółowych informacji, na co i ile wydaliśmy. A moja żona, jak wzorowa córka, relacjonowała mu wszystko dokładnie. Kiedy teść znajdował w naszych wydatkach coś, co mu się nie podobało, potrafił przez pół godziny ją pouczać, jak powinniśmy właściwie gospodarować pieniędzmi.

W końcu wytłumaczyłem Agnieszce, że nie jest już małą dziewczynką i nie musi tłumaczyć ojcu, na co wydajemy pieniądze. To nasze sprawy, bo jesteśmy teraz rodziną.

Rodzice Agnieszki obrazili się na jakiś czas po tej rozmowie, ale kontaktu z nami nie zerwali.

Jednak to nie jest najważniejsze. Nie mogę zrozumieć, dlaczego oni potrzebują tak dużego mieszkania, kiedy ich jedyna córka płaci za wynajem u obcych ludzi. Przecież ich mieszkanie można było już dawno zamienić na dwa luksusowe jednopokojowe mieszkania albo dołożyć pieniędzy i zamienić na dwie dwupokojowe kawalerki.

Mamy pewne oszczędności, zbieraliśmy pieniądze na wkład własny do kredytu hipotecznego.

Ostatnio jednak Agnieszka przyniosła mi radosną wiadomość – jest w ciąży. Bardzo się ucieszyłem, że wkrótce zostaniemy rodzicami. Jednocześnie pojawił się problem z mieszkaniem. Agnieszka nie będzie mogła zarabiać, więc o kredycie można zapomnieć. A wprowadzenie małego dziecka do wynajmowanego mieszkania wydaje mi się ogromnym stresem.

Już widzę, jak właścicielka mieszkania każe nam się wynosić, a my, z dzieckiem na rękach i stertą rzeczy, stoimy na ulicy. Ta perspektywa wcale mnie nie cieszy…

Podzieliliśmy się tą radosną wiadomością z rodzicami Agnieszki, mając nadzieję, że podejmą właściwą decyzję i wezmą pod uwagę naszą sytuację.

Odpowiedź ojca Agnieszki kompletnie mnie zaskoczyła. Powiedział, że to mój obowiązek, jako męża, zapewnić mieszkanie dla mojej żony i dziecka, i że nie powinniśmy na nich liczyć.