Opiekuję się teściową, podczas gdy jej rodzona córka odwiedza ją tylko w czasie dużych świąt. Ostatnim razem, kiedy Anna gościła u swojej mamy, spędziły dużo czasu razem w jej pokoju, a po wyjeździe szwagierki teściowa zaczęła mówić o spadku, ale chce to zrobić bardzo sprytnie

Zawsze chciałam mieszkać osobno od swoich rodziców, bo wszyscy doskonale rozumieją, że jeśli dwie rodziny mieszkają w jednym domu, to nigdy nie będzie tam porządku. Niestety, nie wyszło tak, jak marzyłam.

Tak się złożyło, że muszę opiekować się swoją teściową. Chociaż matka mojego męża ma również córkę w mieście, ta rzadko odwiedza swoją matkę.

Anna przyjeżdża tylko na większe święta, rozpakowuje torby z drobnymi prezentami.

Moja szwagierka zawsze przywozi matce kiełbasę, ser, śledzie i różne słodycze, wszystko kupione w sklepie, nic własnoręcznie przygotowanego, żeby nie musiała się zbytnio wysilać ani tracić czasu na gotowanie.

Zawsze wykłada to wszystko w pokoju swojej mamy, żeby wszystko widziała, jakby się z tego rozliczała, zamiast po prostu włożyć do lodówki.

Szczerze mówiąc, nie rozumiem, po co to robi? Przecież potem to ja wszystko zbieram i zanoszę do kuchni.

Najpierw Anna pokazuje matce swoje zdjęcia z radosnego i beztroskiego życia, na których zawsze się uśmiecha.

W te dni moja teściowa jakby całkowicie rozkwita, jest bardzo szczęśliwa, że widzi swoją córkę, zapomina o wszystkich swoich problemach i zmartwieniach.

I co najciekawsze, już dawno to zauważyłam, nigdy nie narzeka na życie przed swoją Anną, nie mówi jej, że wszystko ją boli, że nie może spać w nocy. Po prostu zaprasza mnie do swojego pokoju, żebym zrobiła im herbatę na przyjemną rozmowę.

Podczas gdy one cieszą się swoją rzadką wspólną chwilą, my z mężem nakrywamy do stołu. Na stół kładę wszystko, co sama gotowałam przez ostatnie dwa dni.

Po dniu lub dwóch spędzonych u matki, Anna wraca do miasta. Matka z uśmiechem ją żegna, dziękując za to, że znalazła czas, by ją odwiedzić.

Nie rozumiem tego entuzjazmu, przecież szwagierka nie zrobiła niczego wyjątkowego, by matka jej się kłaniała. Nie ma za co dziękować, jeśli córka po prostu odwiedza swoją starą matkę, ale w niczym jej nie pomaga.

Po zamknięciu drzwi Anna pojawi się u matki dopiero na Boże Narodzenie lub Wielkanoc. W międzyczasie dzwoni od czasu do czasu, pytając, co matka jadła i jaka jest pogoda, i na tym kończy rozmowę.

Kiedy córka wychodzi za drzwi, ruszając w drogę do domu, mojej teściowej zawsze przychodzi do głowy mnóstwo próśb skierowanych do mnie, których dziwnym trafem nie miała wobec swojej córki.

Matka męża szybko przypomina sobie, że jest chora, prosi mnie, żebym poszła do apteki, zmierzyła jej ciśnienie, przyniosła jakieś rzeczy i zmieniła pościel.

Nawiasem mówiąc, moja teściowa bardzo dba o czystość i często prosi mnie, żebym wytarła kurz lub znalazła jej czyste ubrania.

Jestem kobietą ze wsi, u nas nie wypada sprzeczać się z krewnymi, tak mnie nauczyła mama. Zawsze milcząco spełniam wszystkie prośby teściowej, chociaż czasami jest mi przykro, szczerze mówiąc.

Mieszkamy na wsi, w jej domu. Dom jest duży, przestronny, nie jest to stara chatka. Ale dobry remont zrobiliśmy z mężem wyłącznie za nasze pieniądze.

Jednak największy żal mam o to, że po ostatniej wizycie Anny matka mojego męża zaczęła mówić, że sprzeda swój dom, podzieli pieniądze na trzy części: dla siebie, mojego męża i córki. Swoją część pieniędzy odda córce i wyjedzie do niej do miasta, a Marta będzie opiekować się matką.

Oczywiście, nie mam nic przeciwko temu, to sprawiedliwe, przecież to jej dom i jest jego gospodynią. Ale dlaczego teraz tego nie robi, skoro jest już starsza i nie może sama nic robić?

Opiekujemy się nią już prawie 8 lat. A teraz nie zamierza przeprowadzać się do córki, mieszka z nami, a wszystko robię dla niej ja.

Okaże się, że będę opiekować się matką męża przez całe życie, a zanim odejdzie, jej córka szybko zabierze ją do siebie i dostanie pieniądze po matce.

Nie wiem, jak znaleźć tu sprawiedliwość. Opiekuję się obcą kobietą jak małym dzieckiem już od wielu lat, ale nikt tego nie docenia i wydaje się, że nikt tego nie zauważa.

Nie widzę żadnego szacunku ani wdzięczności za te lata. Mówi wszystkim, że nikt się nią nie opiekuje, a nakarmić starszą osobę to przecież nie taki wielki wysiłek. Ale to nie wszystko, przecież trzeba prać, zmieniać pościel, prasować, utrzymywać porządek, codziennie wycierać kurz, bo sama o to prosi.

A gotowanie posiłków dla jeszcze jednej osoby wcale nie jest takie łatwe. Na jedzenie wydajemy z mężem własne pieniądze, płacimy za gaz, a teściowa daje tylko pieniądze na prąd, resztę opłat pokrywamy my.

Swoją emeryturę teściowa ciągle odkłada, nie wiem, na co te pieniądze idą, pewnie dla córki, bo nam nigdy nawet stu złotych nie dała.

Nie wiem, co teraz zrobić. Okaże się, że my się nią opiekujemy, a większość jej domu dostanie się Annie. Co mam teraz zrobić, żeby znaleźć wyjście z tej sytuacji?