Kiedy wyszłam za mąż za Michała, od razu sprzedaliśmy nasze kawalerki i kupiliśmy ogromne, trzypokojowe mieszkanie. Nie mam dzieci i niestety nigdy ich mieć nie będę, a mąż ma dorosłą córkę, która mieszka daleko i nigdy nie interesowała się ojcem. Myślałam więc, że teraz również będzie omijać nasz dom. Dopiero teraz rozumiem, jak bardzo się myliłam
Powiem to szczerze – bardzo nie lubię tych wszystkich pięknych frazesów w stylu: „Nie ma czegoś takiego jak cudze dzieci i kropka!”. A jednak są cudze dzieci, i myślę, że wiele osób mnie dobrze zrozumie.
Na przykład córka mojego męża z pierwszego małżeństwa jest mi zupełnie obcą osobą, mimo że jest jego biologicznym dzieckiem.
Prawda jest taka, że nie mam swoich dzieci i, niestety, już ich nie będę mieć. Ale mam swoją siostrzenicę, która jest mi naprawdę bliska jak córka, najbliższa osoba, jaka mi została.
Moja rodzona siostra zmarła wcześnie, a ja wychowywałam jej córkę od 12. roku życia, ponieważ jej ojciec nas opuścił.
Teraz moja siostrzenica jest studentką medycyny, utrzymujemy bliski kontakt, zawsze się dobrze dogadujemy.
Mimo że mieszka w innym mieście i tam się uczy, duszą jesteśmy zawsze blisko, jest teraz moją najbliższą osobą.
Mam teraz 47 lat. Do 44. roku życia nie byłam zamężna, przez osiem lat żyłam z jednym człowiekiem, ale nam się nie udało i w końcu każde z nas poszło swoją drogą.
Potem sama wychowywałam swoją siostrzenicę, mieszkałyśmy w mojej małej kawalerce razem.
Później Anna wyjechała na studia, a ja w tym czasie poznałam dobrego człowieka, Michała. Choć był starszy ode mnie o 17 lat, mieliśmy ze sobą wiele wspólnego.
Mój Michał był rozwiedziony od dawna, też miał kawalerkę na własność, więc wzięliśmy ślub.
Co mi się spodobało – on zaczął się mną opiekować w taki ciepły, ojcowski sposób, zawsze mnie wspierał.
Zawsze musiałam radzić sobie sama, a mojego poprzedniego partnera też dźwigałam na swoich barkach, a tu nagle poczułam się pewna siebie, jako osoba, o którą się troszczono.
Michał od razu mi wyznał, że był już wcześniej żonaty i ma dorosłą córkę, która jest dość trudnym człowiekiem, ale on ją bardzo kocha.
Rozwiódł się z żoną z powodu jej trudnego charakteru, a córka poszła w jej ślady – też jest bardzo temperamentna.
Córka Michała miała wtedy 30 lat, była mężatką, miała syna i mieszkała z matką w małym mieście. No i dobrze. Myślałam, że nas to nie dotyczy. Jak bardzo się myliłam!
Naprawdę kocham Michała, a w naszych planach jest spędzenie razem reszty życia w szczęściu i zgodzie.
Uznałam, że odwiedzanie się w naszym wieku i w naszej sytuacji byłoby bezsensowne, więc postanowiliśmy się od razu pobrać i zamieszkać razem.
Zamieniliśmy nasze kawalerki na jedno trzypokojowe mieszkanie. Nie za duże, ale przestronne, jasne, z osobnymi pokojami – miejsca wystarczy dla wszystkich.
I właśnie wtedy córka mojego męża przypomniała sobie o ojcu, choć wcześniej w ogóle się nim nie interesowała. Przyjechała do nas, niby tylko po to, żeby odwiedzić ojca, ale od razu zaczęła wszystko u nas oglądać.
Od razu zauważyłam, że nie darzy mnie sympatią. Kilka razy rozmawiała z ojcem, moim mężem, o tym, że popełnił błąd, zamieniając mieszkania. Twierdziła, że lepiej byłoby wynajmować jedno, żeby mieć pewny dochód, a w drugim mieszkać.
Mówiła, że to byłaby jakaś gwarancja, że w razie czego ojciec nie zostanie bez swojego mieszkania, a teraz to już nie wiadomo, co będzie, jak ja zdecyduję go zostawić.
Nie rozumiałam, dlaczego ją to obchodzi. Co jej do tego? Kiedy ojciec zachorował, to nawet go nie odwiedziła, to przyjaciel pomagał mu wrócić do zdrowia.
A teraz nagle zaczęła dyktować, co jej zdaniem powinien był zrobić, żeby było lepiej, ale lepiej dla kogo? Pewnie dla niej.
Co więcej, mówiła do ojca, jakby mnie w ogóle tam nie było, całkowicie ignorując moją obecność. Jej ojciec, kiedy odchodził z tamtej rodziny, zostawił im trzypokojowe mieszkanie i samochód, zabierając tylko jedną walizkę z rzeczami. A teraz to on ma nie mieć racji?
Cóż, przyjechała, pojechała, trochę się uspokoiłam i próbowałam zapomnieć o tej wizycie.
Ale po tym wizycie coś w niej się zmieniło. Zaczęła pisać i dzwonić do ojca prawie codziennie, mówiąc, że ma dość tego swojego miasteczka i chce przeprowadzić się do naszego miasta z rodziną. Planuje wziąć kredyt, ale na początku musi gdzieś zamieszkać, znaleźć pracę, przyzwyczaić się.
Wynajmowanie mieszkania jest teraz dla niej za drogie, ale przecież ma ojca z trzypokojowym mieszkaniem. Nic się nie stanie, jeśli się trochę przesuniemy i zwolnimy na jakiś czas dwa pokoje.
Michał jest szczęśliwy, bo to przecież jego dziecko, prawdopodobnie jedyne w życiu. Ja natomiast jestem bardzo zmartwiona.
Czuję ludzi i ich intencje, i wiem, że jego córka nie chce przyjechać do nas z dobrych powodów! Skoro nawet wynajem jest dla nich za drogi, to na pewno nie będą w stanie spłacić kredytu.
Mają już swoje plany, a nie są one dla nas dobre: Michał nie jest już młody, ma swoje problemy zdrowotne, o których ona dobrze wie. Będą udawać troskliwych krewnych, wymyślą wszystko, żeby pozbyć się mnie z tego mieszkania.
Oczywiście moglibyśmy z powrotem zamienić mieszkania, ale przecież nie zamierzamy się rozstać, chcę żyć z nim razem.
Przedstawiłam swoje obawy mężowi, ale on tylko się zirytował. Córka Michała wciąż zasypuje go wiadomościami i telefonami, już mam tego dość.
Michał mówi, że to wszystko nie ma sensu, nie pozwoli im po prostu mnie wyrzucić z mieszkania, ale co będzie, kiedy go zabraknie? Co wtedy zrobię?
Zaczynam myśleć, że rzeczywiście popełniliśmy błąd, zamieniając mieszkania, ale co zrobione, to zrobione, nie ma już odwrotu. Nie spodziewałam się, że jego córka tak nagle się pojawi w jego życiu, skoro wcześniej w ogóle się nim nie interesowała i żyła osobno.
Teraz mam inny problem – jak przekonać Michała, żeby odrzucił pomysł córki o przeprowadzce do nas? Jakie mam podjąć decyzje?
Nie chcę jej tutaj, to jasne, nawet tymczasowo nie chcę jej widzieć w naszym domu, bo już teraz źle mnie traktuje.
Gdyby chociaż traktowała mnie z jakimś szacunkiem, to proszę bardzo, niech przyjedzie. Ale mam wrażenie, że to ja jej „ukradłam” ojca, albo że mam jakieś interesy do załatwienia.
Ale to ona ma swój interes, o czym jestem teraz przekonana. Więc co mam powiedzieć mężowi? Jak zrobić, żeby jego córka do nas nie przyjechała? Jeśli zamieszka z nami, nie będzie już odwrotu.
Może po prostu powiedzieć Michałowi, że musi wybrać: ja albo ona? A co będzie, jeśli wybierze ją?
