W wieku 54 lat postanowiłam w końcu rozwieść się z mężem, ponieważ spotkałam swoją dawną, prawdziwą miłość i zdecydowałam, że tym razem wszystko się ułoży i weźmiemy z Pawłem ślub. Wiem, że rodzina mnie potępi i nikt z nich nie stanie po mojej stronie. Ale teraz najbardziej martwi mnie coś zupełnie innego
Przyznam, że nigdy nie przyszło mi do głowy, że kiedykolwiek znajdę się w takiej sytuacji, bo zawsze widziałam to tylko w filmach albo słyszałam od innych ludzi.
Mówiąc wprost, moje życie ostatnio przypomina mi jakiś film, a ja sama nie mogę uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.
Dziwne, że wszystko wydarzyło się tuż po moich 54 urodzinach, wydawało mi się, że moje życie bardzo się zmieniło.
Moje dzieci są już dorosłe i nie muszę im poświęcać czasu. Relacje z Wadem, moim mężem, z którym jesteśmy małżeństwem od wielu lat, zmieniły się z biegiem lat. Żyjemy obok siebie jak obcy ludzie, nic więcej.
Jednak pewnego dnia, gdy pogodziłam się z myślą, że nasze relacje z mężem już nigdy się nie poprawią, i uznałam, że muszę to zaakceptować i żyć jak wiele małżeństw żyje teraz, bez oczekiwania na jakiekolwiek zmiany, spotkałam swoją dawną, ale prawdziwą szkolną miłość.
Zwykle ludzie w moim wieku rzadko pamiętają swoje młodzieńcze uczucia, bo z wiekiem te sprawy się zapominają, priorytety i zainteresowania się zmieniają, ale ja niczego nie zapomniałam, co jest dziwne.
Zaczęliśmy się z nim komunikować i w trakcie rozmów doszliśmy do wniosku, że on również znajduje się w takiej samej sytuacji jak ja. Byliśmy jak dwie bratnie dusze, które w młodości się rozstały, a teraz odnalazły, by być szczęśliwe i już nigdy się nie rozstać.
Od razu zrozumiałam, że jeśli w szkole nam się nie udało i nie zobaczyliśmy razem wspólnej przyszłości, to właśnie teraz mamy realną szansę to zmienić i być szczęśliwymi ludźmi.
Było mi już wszystko jedno, czym żyłam przez te wszystkie lata. Naprawdę było mi wszystko jedno, co inni o mnie pomyślą.
Teraz dobrze rozumiem, że między mną a Pawłem, moim dawnym kolegą ze szkoły, jest coś poważnego, i jestem nawet gotowa rozwieść się z mężem, byśmy mogli być szczęśliwi razem.
Jednak zdaję sobie sprawę, że moje dzieci mnie nie zrozumieją, podobnie jak mój mąż. Co więcej, nie zrozumie mnie moje otoczenie: przyjaciele, znajomi i cała nasza wielka rodzina. Będę musiała zapomnieć o dobrych relacjach z nimi, nigdy nie staną po mojej stronie.
Choć najbardziej martwi mnie to, że prawdopodobnie nie zrozumieją mnie moje własne dzieci. Nie wiem, co o mnie pomyślą, gdy dowiedzą się o moim postępku. Z zewnątrz będzie to wyglądać tak, jakbym zostawiła ich ojca i zamieniła go na kogoś innego.
Ale znowu – to moje życie, nie ich.
Dlaczego miałabym się tłumaczyć przed dorosłymi ludźmi?
Nie jestem już taka młoda, a starość zbliża się coraz bardziej, bym mogła stracić swoją szansę na szczęście, i nie chcę spędzić reszty życia z nudnym mężem, dla którego nic już nie znaczę, i dziećmi, które już z nami nie mieszkają i dzwonią tylko raz w miesiącu, a widuję się z nimi tylko w święta.
Czy warto w tym wieku zmieniać swoje życie? Czy mogę jeszcze być szczęśliwa, kiedy odwrócą się ode mnie moje dzieci i cała rodzina?
