Mam dorosłego brata, który nie pracuje, a tylko gra w gry

Mam czterdzieści lat. Jestem wdową z dwójką dzieci. Moim synom jest dwanaście lat, są bliźniakami.

Kiedy zmarł mój mąż, zostaliśmy we trójkę. Mieszkamy w dużym mieszkaniu po jego śmierci, które nam przypadło. Chłopcy chodzą do szkoły, na lekcje muzyki i piłkę nożną. Pracuję jako zwykły kasjer w banku.

Pensja nie jest wysoka, ale na razie nam wystarcza. Czasami mogę nawet odłożyć pewną sumę na wszelki wypadek.

Mam też rodziców, którzy są w wieku emerytalnym i już nie chodzą do pracy. Mieszka z nimi mój młodszy brat.

Ma trzydzieści lat. Jest samotny i bezrobotny. Nie, nie jest niepełnosprawny, po prostu nie chce pracować.

Zawsze uważałam go za osobę nieudaczniczą i niezdolną do samodzielnego życia. Wszystko, co potrafi, to grać na komputerze.

Kilka dni temu moja matka poprosiła mnie o pożyczkę dwunastu tysięcy złotych. Kiedy zapytałam, na co jej pieniądze i skąd mam je wziąć, matka odpowiedziała, że chce kupić sobie jednopokojowe mieszkanie na obrzeżach miasta.

Żeby nie przeszkadzać swojemu synowi. Mówiąc, że musi gdzieś wyjść z dziewczynami i zacząć dorosłe życie.

Jestem samotną matką dwójki synów i proszą mnie o pieniądze, niemałe, a do tego nie oddadzą mi ich.

A ten dorosły człowiek, mój brat — nie jest w stanie znaleźć pracy i zarobić sobie na życie. Wolą grać w gry całymi dniami. A mógłby pomyśleć o swojej przyszłości, nie siedzieć na łasce rodziców oraz nie mieszkać w rodzinnym domu.

Bardzo się obraziłam na rodziców i już cztery miesiące w ogóle się nie kontaktujemy.