– Podoba ci się mamina kuchnia? To jedz u niej codziennie! – nie wytrzymałam, słysząc kolejne porównanie z kulinarnymi talentami teściowej

W niewielkiej kuchni unosiły się aromaty mięsa i wypieków. Natalia przygotowywała wyjątkową kolację dla męża. Piąta rocznica ślubu – na ten dzień Natalia czekała od dawna. Trzydziestoletnia kobieta pracowała jako sprzedawczyni-konsultantka. Zwykle nie miała czasu na skomplikowane potrawy. Ale dziś było inaczej. Natalia szczerze chciała ucieszyć męża.

Natalia nerwowo spojrzała na zegar.

– Mam nadzieję, że Alkowi się spodoba – mruknęła do siebie.

Dźwięk przekręcanego w zamku klucza sprawił, że serce Natalii zabiło szybciej. Pośpiesznie zdjęła fartuch i wygładziła włosy.

– Alek, jestem w kuchni! – zawołała Natalia. – Mam dla ciebie niespodziankę!

Alek, 34-letni elektryk, wszedł do kuchni:

– Mmm, jak tu pachnie – powiedział, całując żonę w policzek. – Co dzisiaj mamy?

Natalia uśmiechnęła się:

– Twoje ulubione kotlety po kijowsku i szarlotka na deser. Z okazji rocznicy, kochanie!

Alek zatrzymał się na moment, jakby próbując sobie coś przypomnieć, po czym uśmiechnął się nieco sztucznie:

– A, tak, oczywiście. Z okazji rocznicy, Natalio.

Natalia poczuła ukłucie rozczarowania: „Czyżby zapomniał?” Postanowiła jednak nie dawać nic po sobie poznać i zaczęła nakrywać do stołu.

Alek z apetytem pałaszował jedzenie. Natalia uważnie obserwowała męża, oczekując reakcji.

– I jak? – nie wytrzymała. – Smakuje?

Alek przeżuł kęs i wzruszył ramionami:

– Nieźle, ale czegoś brakuje. U mamy kotlety wychodzą inaczej…

Natalia poczuła, jak w środku wszystko się ściska. Znów porównania z mamą. Jakby się nie starała, Zofia zawsze gotowała lepiej w oczach męża.

– Może dodać przypraw? – zaproponowała, z trudem ukrywając rozczarowanie.

– Nie, nie o przyprawy chodzi – pokręcił głową Alek. – U mamy są jakieś wyjątkowe. Soczyste, delikatne…

Natalia milcząc wstała i zaczęła sprzątać ze stołu. Cały jej entuzjazm wyparował.

– Dokąd idziesz? – zdziwił się Alek. – A ciasto?

– Nie chcesz – nie jedz – burknęła. – Może poproś mamę, to ci upiecze.

Alek zmarszczył brwi:

– No i znowu zaczynasz. Przecież tylko powiedziałem, że u mamy wychodzi inaczej.

– Zawsze tak mówisz, Alek – cicho odpowiedziała Natalia. – Cokolwiek bym nie ugotowała, u mamy zawsze lepsze.

Alek wstał od stołu:

– No przepraszam, że szczerze wyrażam swoje zdanie. Nie pytaj więc, jeśli szczera odpowiedź cię nie satysfakcjonuje!

– Gotowałam z całym sercem, chciałam ci dogodzić. A ty w ogóle nie doceniasz moich starań. Nawet zapomniałeś o naszej dacie.

Alek gwałtownie opuścił kuchnię, zostawiając żonę w złym nastroju. Natalia ciężko opadła na krzesło i zapłakała: „Czyżby pięć lat małżeństwa sprowadziło się do tego? Do ciągłych porównań i niezadowolenia?”

W domu zapanowała cisza. Małżonkowie rozmawiali rzadko. Natalia próbowała naprawić sytuację, dużo gotując, by ucieszyć męża. Ale Alek zawsze znajdował powód do narzekania.

– Barszcz za kwaśny – mówił. – U mamy jest…

– Ziemniaki niedosolone. Mama zawsze…

– Ech, szkoda, że maminych pierożków tu nie dowożą…

Każda taka uwaga raniła Natalię. Czuła, że przegrywa z teściową. Mąż zupełnie jej nie doceniał.

Pewnego wieczoru Alek po raz kolejny wytknął coś żonie. Wtedy Natalia nie wytrzymała:

– Wiesz co, Alek? Jeśli tak ci smakuje mamina kuchnia, może powinieneś się do niej przeprowadzić?

Alek zdziwiony uniósł brwi:

– Co ty, Natalio? Ja tylko mówię, że…

– Że mama gotuje lepiej, rozumiem – przerwała mu. – Mówisz to już od pięciu lat. Może wystarczy?

– Daj spokój – machnął ręką. – Nie przesadzaj. Po prostu chcę, żebyś gotowała tak samo smacznie jak mama.

Te słowa przelały czarę goryczy. Natalia poczuła, jak narasta w niej gniew.

– Wiesz co? – powiedziała cicho, ale stanowczo. – Skoro tak ci smakuje mamina kuchnia, to jedz u niej codziennie!

Alek zdezorientowany patrzył na żonę:

– O co ci chodzi?

Natalia zdecydowanie wstała od stołu:

– Wyjeżdżam do rodziców. Na tydzień. A ty możesz delektować się maminym gotowaniem do woli.

– Natalio, nie mówisz poważnie? – Alek wreszcie zrozumiał, że zaszedł za daleko. – Z powodu jedzenia?

– Nie z powodu jedzenia, Alek – pokręciła głową. – Z powodu twojego zachowania. Czy choć raz pomyślałeś, jak mnie bolą te ciągłe porównania?

Alek próbował zatrzymać żonę, ale Natalia już wyszła z pokoju. Wróciła po kilku minutach z torbą w ręku.

– Nie martw się, zadzwonię, gdy dotrę do rodziców – rzuciła.

– Zaczekaj, porozmawiajmy. Możemy wszystko załatwić – mówił szybko.

Ale Natalia już zamknęła za sobą drzwi.

Został sam w mieszkaniu. Alek zdezorientowany rozglądał się wokół. Co narobił? Czy naprawdę jego słowa tak bardzo zraniły Natalię?

Wyjął telefon i wybrał numer matki:

– Cześć, mamo. Słuchaj, sprawa jest taka…

Zofia wysłuchała nieskładnej opowieści syna i westchnęła:

– Alku, jak mogłeś? Nie rozumiałeś, że ranisz Natalię?

– Ja tylko chciałem, żeby gotowała jak ty – usprawiedliwiał się.

– A nie pomyślałeś, że Natalia może mieć swój styl gotowania? – zapytała łagodnie. – I że twoje słowa mogły ją bardzo zranić?

Alek milczał, uświadamiając sobie swój błąd.

– Dobrze, synku – powiedziała matka. – Skoro tak wyszło, przyjedź do mnie. Będę cię karmić, skoro tak tęskniłeś za moim jedzeniem.

Alek zgodził się, nie podejrzewając, co go czeka.

Następnego dnia przyjechał do matki. Zofia przywitała go z otwartymi ramionami:

– Wchodź, Alku! Przygotowałam twoje ulubione potrawy!

Spojrzał na stół zastawiony różnymi daniami. Kotlety, pierogi, sałatki – wszystko, o czym tak często wspominał, krytykując kuchnię Natalii. Żołądek Alka zdradziecko zaburczał.

– Mamo, po co aż tyle? – wymamrotał zmieszany.

– Jak to po co? – rozłożyła ręce. – Przecież tęskniłeś za moim gotowaniem! Jedz na zdrowie.

Usiadł do stołu, czując się nieswojo. Zaczął próbować danie po daniu. Wszystko było smaczne, ale z każdym kęsem czuł narastające poczucie winy wobec Natalii.

Trzy dni minęły szybko. Zofia ciągle stała przy kuchni. Alek już nie mógł patrzeć na jedzenie, ale matka wciąż dokładała mu dokładki.

– Mamo, może już wystarczy? – jęknął czwartego dnia. – Już nie mieszczę się w dżinsy!

Zofia tylko machnęła ręką:

– Nic nie szkodzi, jedz. Przecież tak lubisz moje gotowanie!

Westchnął i sięgnął po telefon. Musi zadzwonić do Natalii, przeprosić, poprosić, by wróciła. Ale Natalia nie odbierała.

Piątego dnia poczuł się źle. Bolał go brzuch, mdliło go na widok jedzenia. Leżał na kanapie, cierpiąc z przejedzenia i tęsknoty za żoną.

– Alku, ugotowałam barszczyk – zajrzała Zofia.

Jęknął:

– Mamo, już nie mogę. Proszę, przestań mnie karmić.

Usiadła obok:

– Widzisz, Alku, jak to bywa. Dobre też może być w nadmiarze.

Spojrzał zdziwiony:

– Zrobiłaś to specjalnie, prawda?

Skinęła głową:

– Oczywiście. Myślałeś, że nie rozumiem, jak zraniłeś Natalię ciągłymi porównaniami? Chciałam pokazać, jak to jest, gdy ciągle cię czymś karmią. Czy można porównywać troskę matki z miłością żony?

Poczuł rumieniec wstydu. Nagle zrozumiał, jak niesprawiedliwie się zachowywał.

– Mamo, muszę do niej zadzwonić – sięgnął po telefon.

– Dzwoń – uśmiechnęła się. – I postaraj się wszystko naprawić.

Wybrał numer Natalii. Po kilku sygnałach odebrała.

– Natalio, przepraszam cię – wyrzucił z siebie. – Byłem głupcem. Proszę, wróć do domu.

Po drugiej stronie zapadła cisza. W końcu odpowiedziała cicho:

– Alek, nie jestem pewna, czy to dobry pomysł. Może potrzebujemy więcej czasu?

– Nie, proszę cię – błagał. – Wszystko zrozumiałem. Mama dała mi nauczkę. Już nigdy nie będę cię porównywać. Obiecuję! Daj mi szansę to naprawić. Jesteś najlepszą i troskliwą żoną. Powinienem cię doceniać. Wszystko pojąłem.

Natalia długo myślała. W końcu westchnęła:

– Dobrze, wrócę. Ale musimy poważnie porozmawiać.

Następnego dnia wróciła do domu. Alek wciąż wyglądał na skruszonego. Trzymał bukiet kwiatów.

– Natalio, dobrze, że wróciłaś! – mocno ją objął.

Odsunęła się i spojrzała na niego uważnie:

– Alek, musimy coś zmienić. Tak dalej być nie może.

Skinął głową:

– Wiem. Obiecuję zrobić wszystko, by naprawić sytuację.

Przez chwilę myślała, po czym powiedziała:

– Mam pomysł. Zróbmy rodzinny kulinarny warsztat!

Zdziwiony uniósł brwi:

– Kulinarny warsztat?

– Tak – kiwnęła głową. – Zaprośmy Zofię. Nauczymy się gotować swoje ulubione potrawy! Myślę, że to pomoże nam się zbliżyć i zapomnieć o urazach.

Uśmiechnął się, podziwiając jej pomysłowość:

– Świetny pomysł! Ale zrozumiałem, że jedzenie nie jest najważniejsze. Nie rozstawajmy się więcej.

Później opowiedział o planie matce. Teściowa przyjęła zaproszenie bez dyskusji.

Wkrótce troje zebrali się w kuchni. W powietrzu unosiło się napięcie.

– Kto zacznie? – zapytała Natalia.

– Pozwólcie, że ja – zaproponowała Zofia. – Pierwsze danie – moje pierożki!

Dwie godziny minęły niepostrzeżenie. Zofia uczyła ich zagniatać ciasto. Natalia przygotowała farsz. Alek zaskoczył wszystkich umiejętnością lepienia pierogów.

– Alek, masz talent! – zachwyciła się Natalia. – Mogę ci odstąpić kuchnię w weekendy.

Zawstydzony uśmiechnął się:

– Mam dobrych nauczycieli.

Pierożki trafiły do piekarnika. Natalia wyjęła składniki do swojej sałatki z krewetkami i awokado.

– Ojej, Natalio, to takie oryginalne! – zdziwiła się Zofia, próbując sałatkę. – Nigdy czegoś takiego nie jadłam.

Rozpromieniła się z pochwały.

Na koniec swój warsztat poprowadził Alek. Przygotował smaczną jajecznicę z serem i ziołami.

– Alku, bardzo smaczne! – zauważyła Zofia. – Nie wiedziałam, że potrafisz gotować!

Wzruszył ramionami:

– Okazuje się, że to nie takie trudne.

Wkrótce usiedli do stołu. Dzielili się wrażeniami i planami na przyszłość.

– Wiecie – powiedziała Zofia – dzisiaj był wspaniały dzień, dziękuję wam. Jesteście wspaniali, żyjcie w zgodzie. Natalio, jesteś dobrą gospodynią, masz swój styl, i jest on świetny. Alku, nie dokuczaj już żonie.

Natalia uśmiechnęła się:

– Dziękuję, Zofio. Zrozumiałam, że nie trzeba bać się eksperymentować i uczyć nowego.

Alek wziął ją za rękę:

– A ja pojąłem, że każdy gotuje inaczej. Nie warto porównywać potraw. Przepraszam, że cię raniłem i obrażałem.

Ścisnęła jego dłoń:

– Cieszę się, że udało nam się to przezwyciężyć.

Zofia z uśmiechem obserwowała młodych:

– Oto, co znaczy prawdziwa rodzina – przyznawać się do błędów i wspólnie szukać rozwiązań.

Po tym dniu atmosfera w rodzinie się zmieniła. Alek już nie porównywał gotowania żony z maminym, a starał się pomagać Natalii w kuchni. Zofia zaczęła częściej dzwonić do synowej, by wymieniać się przepisami, a nie krytykować.

Rodzinne kulinarne warsztaty stały się tradycją. Natalia, Alek i Zofia spotykali się raz w miesiącu. Próbowali nowych przepisów, śmiali się i miło spędzali czas. Ich relacje stawały się coraz silniejsze.

Natalia z uśmiechem obserwowała, jak mąż i teściowa o czymś dyskutują. Nie mogła uwierzyć, że jedna rozmowa tak odmieniła ich życie. Ukryła kolejny uśmiech za kubkiem herbaty. Teraz żadne troski nie zdołają zburzyć jej rodziny.