Kiedy na świat przyszła nasza córeczka, stosunek mojego męża do mnie się zmienił. Po powrocie do domu czeka na to, aż przygotuję kolację, a nawet narzeka, że jedzenie nie jest gotowe
Żyliśmy z mężem razem przez dziesięć lat. Żyliśmy dobrze, jak mówią, dusza w duszę. Najpierw chcieliśmy zamieszkać tylko dla siebie, dlatego nie planowaliśmy dzieci, a potem przyzwyczailiśmy się do takiego życia. Dopiero niedawno urodziła się nasza córka. Wcześniej problemy rodzinne zawsze rozwiązywaliśmy razem. Ale po narodzinach córki wszystko w naszym życiu rodzinnym się zmieniło.
Mąż zawsze pomagał mi w pracach domowych, przyzwyczaiłam się do takiego traktowania. Jednak kiedy na świat przyszła nasza córeczka, jego stosunek do mnie się zmienił. Po powrocie do domu czeka na to, aż przygotuję kolację, a nawet narzeka, że jedzenie nie jest gotowe. Takie zachowanie tłumaczy, że siedzę w domu i nic nie robię. A co z naszą córką? Przecież wymaga tyle uwagi, czy on tego nie rozumie? Czasami mam ochotę zaproponować mu, żeby poszedł na urlop rodzicielski, a ja pójdę do pracy. Przy okazji, zarabiałam nie mniej niż on. Dlatego jeśli zamienimy się rolami, finansowo będziemy na tym samym poziomie.
Wiele o tym myślałam. Czasami są takie chwile, że chce mi się zabrać córkę i pójść do mamy. Tam będzie pomoc, i myślę, że mogę wychować wspaniałą dziewczynkę. Ale również rozumiem, że dziecku potrzebny jest ojciec, ale on nie rozumie, że trzeba poświęcać uwagę córce nawet wtedy, gdy jest jeszcze taka mała.
Dlatego, po krótkim namyśle, zaproponowałam mężowi zamianę – żeby on był na urlopie rodzicielskim, a ja poszłam do pracy. Nie był zaskoczony, nie mógł nawet nic powiedzieć, tylko patrzył i milczał. Stał długo w ciszy. Zaczęłam ponownie mówić, że mi jest ciężko i oczekuję od niego wsparcia. Jeśli jest pewny, że w domu jest łatwo, nie mam nic przeciwko zamianie. Oczywiście mąż się nie zgodził, i, co powiedzą znajomi, mówi, że jeśli on będzie na urlopie rodzicielskim… Jeśli tak, zaproponowałam mu, żeby spędził weekend z córką, a ja pojechałam do mamy, żeby pomóc, bo ona zachorowała.
— Dobrze, zgodził się, ale wieczorem czekam na ciebie w domu.
Na tym skończyli rozmowę. W sobotę rano przygotowałam córce mleczko, powiedziałam mężowi, co i kiedy podawać, i pojechałam do mamy. Mama rzeczywiście zachorowała, ale nie myślałam, że jest w takim ciężkim stanie. Wezwałam karetkę, lekarze powiedzieli, że na czas, dlatego przepisali leczenie w domu, ale potrzebny jest opieka nad chorym.
Dzwoniąc do męża, powiedziałam, że zostaję u mamy na jakiś czas, dopóki jej nie będzie lepiej. Mąż miał cichą histerię, krzyczał, błagał, żebym szybciej wracała do domu, ponieważ nic nie zdąży, a mleczko się skończyło. Poprosiłam go, żeby się uspokoił i robił tak, jak powiem, ponieważ nie będę mogła przyjechać, nie mogę zostawić chorej mamy. A on musi zadzwonić do pracy i wziąć urlop na tydzień.
Po pięciu dniach mama poczuła się lepiej i pojechałam do domu. Mężowi nie powiedziałam, że jadę, postanowiłam zrobić niespodziankę. Kiedy otworzyły się drzwi i stanęłam na progu, prawie mnie zadławił w swoich ramionach. Prosił, żeby go wybaczyłam, że mnie nie rozumiał, że z małym dzieckiem naprawdę jest ciężko.
Od tego czasu jesteśmy znowu zgraną rodziną, zawsze mam wsparcie ze strony męża.
