Na wszelki wypadek Irena powiedziała synowi, że chce na jakiś czas wstrzymać się z inwestowaniem w dom, ponieważ planuje kupić mieszkanie. Dom, który budowali, był już prawie gotowy. 5 lat pracy za granicą wystarczyło, aby go wybudować i wykończyć. Nawet podstawowe meble – kuchnia i sypialnia – już były, więc można było w nim zamieszkać. Ku wielkiemu zaskoczeniu Ireny, Anna miała rację, bo gdy jej syn usłyszał, że mama przestanie przesyłać im pieniądze, do których już przywykli – te upragnione tysiąc funtów miesięcznie – tak się zezłościł, że przestał nawet dzwonić do mamy

– A ja ci mówiłam, że bez pieniędzy nie jesteśmy potrzebne naszym dzieciom – przekonywała jedna pracownica migracyjna drugą.

Anna – pracownica migracyjna z wieloletnim doświadczeniem. Jest w Wielkiej Brytanii już od 20 lat, uważa Londyn za swój drugi dom i nie zamierza wracać do kraju, choć w tym roku skończyła już 70 lat.
Irena miała zupełnie inną sytuację – pracowała za granicą dopiero od 5 lat, a teraz razem z synem i synową aktywnie budowali dom za jej zarobione funty.

Irena nasłuchała się tutaj, w Wielkiej Brytanii, różnych historii o niewdzięcznych dzieciach, ale była pewna, że to jej nie dotyczy. Miała tylko jednego syna, przez całe życie dbała tylko o niego i była przekonana, że syn kocha swoją mamę i nigdy nie zostawi jej w potrzebie.

To, że inni mają inaczej, to sprawa indywidualna. Anna na przykład miała trzech synów i wszystkim kupiła mieszkania i samochody. A teraz żaden z nich nie chce jej widzieć w swoim domu.

Wszyscy tutaj w Wielkiej Brytanii nazywają ją „wieczną migrantką zarobkową”. Jest naprawdę bardzo dobrą osobą, ale przez swoją nadmierną dobroć stała się niepotrzebna własnym dzieciom.

– Ireno, nie złość się na mnie. Może rzeczywiście twój syn nie jest taki. Ale muszę cię ostrzec, że przede wszystkim musisz dbać o siebie, a dopiero potem o dzieci. Gdyby ktoś powiedział mi te złote słowa wtedy, gdy ich potrzebowałam! Ale nie było komu, bo byliśmy pierwszymi, którzy wyjechali za granicę i zaczęli wszystko inwestować w dzieci – wyjaśniała Anna młodszej koleżance.

Rzeczywiście, pierwsi, którzy wyjeżdżali za granicę do pracy, mieli jeden cel – zarobić na lepsze życie dla swoich dzieci, lepsze niż to, które mieli sami. Zarobili, owszem, ale w końcu stali się niepotrzebni własnym dzieciom.

– Ireno, nawet nie wiem, czy w ogóle żyłam – opowiada Anna swoją historię. – Wyszłam za mąż, urodziłam trzech synów. Na początku wszystko było w miarę normalne, ale potem mąż zaczął pić, wynosić wszystko z domu. Nie było od niego żadnej pomocy, same straty.
Teraz 20 lat w Wielkiej Brytanii. Ale nie mam nic dla siebie.

Zapewniłam synom mieszkania, a sama zostałam z niczym, nawet kawalerki sobie nie kupiłam. Wydaje się nam, Ireno, że wszystko jeszcze przed nami. Ale czas szybko mija. Niedawno jeszcze byliśmy młodzi, a teraz jesteśmy zupełnie stare. I nikomu niepotrzebne bez pieniędzy. Taka jest gorzka prawda.

Nie miałam komu tego powiedzieć, więc popełniłam błędy. A ciebie teraz ostrzegam, że najpierw zadbaj o siebie, a potem o dzieci – tak będzie lepiej.

Irena słuchała Anny z pewną dozą niedowierzania. Jak to możliwe, że własne dzieci mogą tak postąpić z matką? Może to ona sama jest winna, może coś im zawiniła?

Ale na wszelki wypadek postanowiła się zabezpieczyć i powiedziała synowi, że na jakiś czas przestanie inwestować pieniądze w dom, bo planuje kupić mieszkanie.

Dom, który budowali, był już prawie gotowy. 5 lat pracy za granicą wystarczyło, żeby go zbudować i wyremontować. Nawet podstawowe meble – kuchnia i sypialnia – były już na miejscu, więc można było w nim zamieszkać.

Pozostały drobiazgi, które, jak uważała Irena, syn z synową mogą już sami ogarnąć. A ona w tym czasie kupi kawalerkę. Mieszkanie się nie zmarnuje, nawet jeśli nie ona tam zamieszka, to zostanie wnukom. W końcu trzeba się jakoś zabezpieczyć.

Ku wielkiemu zaskoczeniu Ireny, Anna miała rację, bo kiedy jej syn usłyszał, że mama przestanie im wysyłać pieniądze, a oni już się przyzwyczaili do upragnionych tysiąca funtów miesięcznie, tak się wściekł, że przestał nawet dzwonić do mamy.

Irena była w szoku – wszystko, co mówiła Anna, okazało się prawdą. Jej ukochany syn też nie przeszedł próby pieniędzmi, dla niego jej funty były ważniejsze niż ona sama.

– Nie smuć się, Ireno. Nie jest tak źle. Kupisz sobie mieszkanie, nie będziesz od nikogo zależna. A syn z tobą się pogodzi, bo nikt nie chce tracić pieniędzy. Taki nasz los, los pracownic migracyjnych.