Teść pewnego dnia po prostu uciekł od mojej teściowej. Spakował rzeczy i powiedział, że ani minuty dłużej nie może być z taką żoną. Cieszę się za niego i doskonale go rozumiem, ale co ja mam teraz zrobić? Jakby nie patrzeć, to teraz wszędzie jestem na cenzurowanym, za wszystko odpowiadam i dla wszystkich jestem ta najgorsza
Moje relacje z mężem są idealne, o takim związku marzyłam w dzieciństwie: uważny, czuły, troskliwy, bez jakichkolwiek problemów. Ale w naturze istnieje pewna równowaga – więc do mojego księcia z bajki dołączyła jego mamusia.
Nie mogę powiedzieć, że nasze relacje z teściową były całkowicie złe, ale napięcie istniało, a uczucie, że nie jestem “godna jej chłopczyka”, nigdy mnie nie opuszczało. Spotykaliśmy się z nią tylko przy okazji świąt. Nawet moja mama, która jest osobą bardzo ciepłą i towarzyską, nie mogła widywać się z nią częściej niż kilka razy w roku. Mojej mamie teściowa zawsze okazywała wyższość. A kto to zniesie?
Szczerze mówiąc, gdyby była możliwość obchodzenia wszystkich naszych świąt bez niej, nawet bym się nie wahała. Najbardziej nieprzyjemny moment przypadł właśnie na jedno ze świąt – piątą rocznicę naszego ślubu. Nie mieliśmy zamiaru nikomu nic mówić, ale mój mąż po kilku kieliszkach ogłosił, że poważnie myślimy o dzieciach. Moja mama miała łzy w oczach i zaczęła nas przytulać, choć próbowałam jej wyjaśnić, że to nie stanie się szybko, a ja nawet nie jestem w ciąży. Teściowa jednak sucho stwierdziła, że nie jesteśmy gotowi i nie ma się z czego cieszyć.
A potem teść od niej odszedł. Pewnego dnia po prostu spakował się i przeprowadził do brata. Powiedział teściowej wprost, że dłużej nie zniesie jej charakteru. I się zaczęło…
Każdego dnia budzimy się z mężem od natarczywych telefonów teściowej.
– Synku, ratuj!
Mój mąż biegnie do mamusi, a ona cała we łzach go wita. Narzeka na jakąś niejasną dolegliwość i na to, że jest samotna. Ale złe samopoczucie nie przeszkadza jej stale dopytywać, czy przypadkiem nie zmieniliśmy zdania w sprawie dzieci:
– Źle się czuję, synku! Czuję, że długo już nie pociągnę na tym świecie. Przykro mi… Na co ci jeszcze dziecko? A kto się mną zajmie?
Mój dobry i kochający mąż zaczyna myśleć, w którym pokoju ulokować mamę.
– Jest jej samotnie i źle samej. Niech zamieszka z nami, niech chociaż trochę dojdzie do siebie. A o dziecku, Olu, pomyślimy później, to teraz nie jest najlepszy czas. Jesteśmy młodzi.
Patrzę na niego i go nie poznaję. Mówię mu, że mama nim manipuluje, bo nie ma już kim, a on odpowiada, że nie mam serca i współczucia.
Wyjaśnijcie mi, może naprawdę trochę przesadzam. Ale mieszkać z tą kobietą pod jednym dachem nie chcę, a męża czuję, że tracę. Co robić?
