Nic nie rozumiem. Przecież synowa wiedziała, że przyjdę, uprzedziłam ich. Gdzie mogła się podziać? – mówię sama do siebie, stojąc pod drzwiami mieszkania syna. Byłam szczerze rozczarowana, bo przejechałam przez całe miasto z dwiema torbami pełnymi podarków, a teraz stoję tu pod zamkniętymi drzwiami? Najbardziej przykre było to, że Irena wiedziała o mojej wizycie. W zeszłą niedzielę byli u mnie i uprzedziłam, że przyjadę do nich w środę, a mimo to wyszła z domu
„Nic nie rozumiem. Przecież synowa wiedziała, że przyjdę, uprzedziłam ich. Gdzie mogła się podziać?” – mówię sama do siebie, stojąc pod drzwiami mieszkania syna.
Byłam szczerze rozczarowana, bo przejechałam przez całe miasto z dwoma torbami pełnymi podarków, a teraz stoję tu pod zamkniętymi drzwiami?
Najbardziej przykre było to, że Irena wiedziała o mojej wizycie. W zeszłą niedzielę byli u mnie i uprzedziłam, że przyjadę do nich w środę, bo mam jeszcze kilka spraw do załatwienia w ich okolicy.
Mieszkamy w jednym mieście, ale na przeciwnych krańcach, więc musiałam jechać dwoma autobusami, a sama podróż zajęła mi ponad godzinę. Dodatkowo na dworze było wietrznie i zimno, więc dotarcie do nich to dla mnie nie lada wyzwanie.
Jednak, jak obiecałam, przyjechałam. Moja wnuczka niedługo ma urodziny, skończy trzy latka. Synowa uprzedziła mnie, że nie planują dużego świętowania, przyjdą tylko najbliżsi i rodzice chrzestni. Ale przecież jestem babcią, chciałam dołożyć coś od siebie do tej uroczystości.
W domu miałam przetwory: wzięłam słoik marynowanych grzybów, pomidorów i ogórków – na pewno przydadzą się na stół.
Z działki przywiozłam też trochę warzyw i owoców, i wszystko im dałam – mniej będą musieli kupić w sklepie.
Ale synowa nie otworzyła mi drzwi i nie wiedziałam, co teraz zrobić. Nieść te torby z powrotem do domu? Zostawić je tutaj, pod ich drzwiami? Sytuacja – aż chciało się płakać.
Zadzwoniłam do synowej, ale nie odebrała. Do syna nie chciałam dzwonić, wiedziałam, że jest w pracy i nie zawsze może odebrać telefon, więc napisałam mu wiadomość.
„Synu, jestem pod waszymi drzwiami. Wiesz, gdzie jest Irena? Nie odbiera ode mnie telefonu.”
Wysłałam wiadomość, ale syn nawet jej nie przeczytał. Było mi bardzo przykro, stojąc tak przed ich zamkniętymi drzwiami.
Jeszcze bym zrozumiała, gdybym ich nie uprzedziła. Ale przecież nie jestem z tych teściowych, które przychodzą, kiedy im się podoba. Rozumiem, że młodzi mają swoje życie, swoje plany, z którymi trzeba się liczyć.
Stałam tam ponad godzinę. Byłam już bardzo głodna i musiałam skorzystać z toalety. W końcu postanowiłam już wracać, torby zdecydowałam się zostawić pod drzwiami – nie miałam siły ich znowu nieść.
Ale w ostatniej chwili otworzyły się drzwi windy, a z niej wysiadła Irena z dzieckiem i swoją mamą.
Mama Ireny przywitała się ze mną i udawała, że jest zdziwiona.
– Dawno pani tu czeka? – zapytała obojętnym tonem Irena.
– Nie, niedawno przyszłam – skłamałam. Bo co by dała prawda, tylko byśmy się pokłóciły. Ona przecież wiedziała, kiedy miałam przyjść i widziała nieodebrane połączenia ode mnie, ale udawała naiwną.
– Byłyśmy z mamą i wnuczką na zakupach – wtrąciła mama Ireny.
W końcu weszliśmy do mieszkania. Zaniosłam torby do kuchni i wymieniłam synowej, co im przyniosłam.
Irena nawet nie podziękowała. Usiadła z mamą do herbaty, a mnie do stołu nie zaprosiły.
Poszłam do łazienki, a potem powiedziałam, że mam jeszcze sprawy do załatwienia i pospiesznie wyszłam z tego mieszkania, gdzie najwyraźniej nie byłam mile widziana. Dowodem tego było to, że synowa nawet nie wyszła, żeby mnie pożegnać i zamknąć za mną drzwi.
Jednak zaraz po wyjściu z klatki schodowej zorientowałam się, że zostawiłam u nich telefon, więc musiałam wrócić.
Drzwi były jeszcze otwarte, weszłam cicho i usłyszałam rozmowę synowej z jej mamą.
– Niezręcznie wyszło – mówi mama Ireny. – Uważaj, żeby teściowa się nie obraziła.
– Za co? – Irena oburzyła się. – To ja powinnam być na nią obrażona. Rozkoszuje się życiem w swoim dwupokojowym mieszkaniu, a nam oddała tę klitkę. W zeszłą niedzielę, kiedy byliśmy u niej, dałam jej do zrozumienia, że dla niej to za dużo miejsca, a nam we troje już dawno jest ciasno w kawalerce, ale teściowa udawała, że nie rozumie. Dopóki nie przepisze nam swojego mieszkania, nie zobaczy wnuczki.
– Faktycznie – przytaknęła mama Ireny. – Po co jej aż dwa pokoje?
Cicho zabrałam telefon z korytarza, wsiadłam do windy i rozpłakałam się. Czułam ogromną krzywdę. Tę kawalerkę, w której teraz mieszkają syn z synową, oddałam im za darmo. Było to moje dziedziczne mieszkanie i od razu przepisałam je na syna.
Uważałam, że na początek życia razem dobrze jest mieć własne lokum. Sama zostałam w swoim dwupokojowym mieszkaniu, co uważałam za całkiem normalne. Dlaczego miałabym oddawać im swoje mieszkanie? Przecież i tak zapewniłam ich we własne lokum.
Rodzice Ireny mieszkają w trzypokojowym mieszkaniu i nie uważają, że są coś winni naszym dzieciom. Mama Ireny ma męża, a ja nie, ot cała różnica. Do tego młodszy brat synowej czasem u nich mieszka, gdy się pokłóci ze swoją żoną, bo tam też nie wszystko jest stabilne.
To mama Ireny niczego im nie dała i żyje spokojnie, a ja oddałam mieszkanie i jeszcze mam się czuć winna?
Po tym straciłam wszelką ochotę na kontakt z synową. Specjalnie wyszła z domu, wiedząc, że mam przyjść.
Nie wiem, co robić. Jak dalej budować relacje z synową i jej mamą, która wspiera swoją córkę, zamiast wyjaśnić jej wszystko.
