Tak oto przeżyła życie Maria – samotnie, bez męskiego wsparcia, choć była niezwykle piękna. W pełni poświęciła się swoim dzieciom i przez te wszystkie lata do jej domu nie wszedł żaden obcy mężczyzna. Gdy Maria skończyła 55 lat, syn zrobił jej prezent

Tę piękną kobietę o cudownym głosie znała cała wieś. Maria śpiewała w chórze kościelnym, gdyż Bóg obdarzył ją wspaniałym głosem.

Nikt nigdy nie usłyszał od niej ani jednego słowa skargi na życie. Zawsze uśmiechnięta, piękna, uprzejma dla wszystkich. Maria pracowała w szkole, ucząc niełatwego przedmiotu – fizyki. Uczniowie bardzo ją lubili, podobnie jak przedmiot, którego starała się ich nauczyć z takim entuzjazmem.

Nazwali ją „świętą Marią”, bo przez wiele lat, odkąd mąż wyjechał, zostawiając ją z dziećmi, nikt nie widział przy niej żadnego innego mężczyzny. A przecież wyróżniała się niezwykłą urodą.

Gdy mąż opuścił rodzinę, Maria miała około 30 lat. Zostawił ją z dziećmi: syn miał wtedy 5 lat, a Marta 2.

Nikt nie wiedział, co zaszło między nimi i dlaczego mąż wyjechał. Maria postanowiła jednak, że jej dzieci nie będą miały innego ojca.

Kobiety szeptały za jej plecami, że „święta Maria” coś ukrywa, bo jak można być tak młodą i zupełnie zrezygnować z życia osobistego. Każda inna kobieta już dawno zaczęłaby na nowo układać swoje życie i znalazła kogoś, z kim mogłaby je dzielić.

Ale to nie dotyczyło Marii – nie chciała, by w jej rodzinie pojawił się ktoś obcy.

– Macie tylko jednego ojca! – stale powtarzała swoim dzieciom.

I tak Maria przeżyła swoje życie: mąż gdzieś żył, miał może inne kobiety, a ona, samotnie z dziećmi, żyła bez męskiego wsparcia.

Całkowicie poświęciła się dzieciom i przez te wszystkie lata żaden obcy mężczyzna nie przekroczył progu jej domu.

Gdy Maria skończyła 55 lat, syn zrobił jej prezent – zabrał ją do siebie, do Szwajcarii. Został lekarzem i rozpoczął tam karierę.

Do swojego nowego życia zabrał także Marię, ponieważ była jeszcze taka młoda i miała wszystko przed sobą. Dzieci wierzyły, że ich mama będzie jeszcze szczęśliwa. Bo przecież jak nikt inny zasługuje na szczęście.

Samotność, z jaką borykają się matki, których dorosłe dzieci wyemigrowały, to temat trudny i pełen emocji. Wyjazd młodego pokolenia za granicę, najczęściej w poszukiwaniu lepszych warunków życia, pracy i perspektyw na przyszłość, pozostawia często głęboką pustkę w życiu rodziców – zwłaszcza matek. To one najczęściej poświęcały swoje życie na wychowanie dzieci, wkładały w to całą swoją energię, czas i uczucia, a kiedy ich potomstwo opuszcza rodzinne strony, zaczynają odczuwać samotność i brak bliskiej osoby, z którą dzieliły każdy dzień przez lata.

Kiedy dzieci opuszczają kraj, relacja na odległość staje się trudniejsza do podtrzymania. Choć współczesne technologie – telefony, wideorozmowy, media społecznościowe – teoretycznie pomagają utrzymać kontakt, to fizyczna obecność kogoś bliskiego jest niezastąpiona.

Codzienne małe rozmowy, wspólne posiłki, krótkie spotkania po pracy czy weekendowe wizyty – wszystko to staje się nagle pustką. Matki często opowiadają, że ich życie straciło rytm i stabilność, a brak tych drobnych codziennych momentów z dziećmi wywołuje ogromne poczucie tęsknoty i osamotnienia.