Przez wiele lat znosiłam złe traktowanie ze strony bliskich. Całą pracę domową wykonywałam ja, chociaż w domu mieszkają dorośli ludzie. W pewnym wyjątkowym momencie postanowiłam radykalnie zmienić swoje życie. Opuściłam rodzinę i uciekłam z domu. Nie żałuję niczego, czego nie powiedziałabym o moich bliskich
Mieszkałam razem z mężem, młodszym bratem i córką. Wszyscy byli dorośli, ale nikt nie sprzątał za sobą. To ja ścieram łóżka, pierze, myję naczynia, gotuję, wyprowadzam psa. Jeśli nie przygotuję jedzenia, wszyscy będą siedzieć głodni. Wstaję o 5:30. Ledwo udaje mi się zabrać ze sobą coś do jedzenia do pracy. Czasami nie mam czasu przygotować obiad dla męża. On nigdy nie mówi „dziękuję”, ale zawsze krzyczy, gdy nie zdążę przygotować mu jedzenia.
Mój brat miał mieszkać u nas tymczasowo. Zarabia wystarczająco, by żyć samodzielnie, ale nie myśli o wynajęciu mieszkania. Dobrze mu, gdy wszystko jest czyste i przygotowane. Rozmowy donikąd nie prowadzą. Tysiąc razy mówiłam, jak ciężko mi sprzątać za wszystkimi, a brat tylko kiwał głową.
Córka dawno się wykształciła, zarabia na życie i mieszka z nami. Znika z przyjaciółmi. W domu nic nie robi. Lubi żyć wolnym życiem i nie myśleć o niczym. Ostatnio przygarniła kota. To ja o niego dbam. Córka głaszcze go, bawi się ze zwierzakiem, ale o karmienie nie myśli.
Jestem zmęczona takim życiem. Wszyscy są dorośli, ale nikt nie chce nic robić. Spakowałam swoje rzeczy, zabrałam zgromadzone pieniądze i wyjechałam do innego miasta. Wynajęłam mieszkanie, znalazłam nową pracę. Dałam sobie słowo – od teraz żyję dla siebie. Mam tylko 44 lata.
Pierwsze pieniądze wydałam na nowe ubrania. Wcześniej kupowałam rzeczy w second-handach. Po raz pierwszy od wielu lat kupiłam nowe ubrania. Zapomniałam, kiedy ostatnio odpoczywałam. Mogłam spokojnie wychodzić z pracy i nie spieszyć się do domu. Czułam niezwykłe szczęście, spokojnie idąc do domu. W weekendy oglądałam filmy, czytałam książki i spacerowałam po parku. Mało gotowałam. Wystarczyła mi mała garnuszek z zupą na dwa dni.
Kolejnym krokiem było zakupienie nowej kosmetyki. Mieszkając z mężem, prawie się nie malowałam. Nie było czasu. Ciągle pracowałam. Teraz życie otworzyło się przede mną z nowej strony. Wiele lat spędziłam na rodzinie. Uważałam, że jej utrzymanie to moje szczęście. Jak się myliłam.
Dwa lata minęły wspaniale. Żyłam dla siebie. Pojechałam, odwiedziłam Ukrainę. Zdobyłam nowe przyjaciółki. Kiedyś powiedziały mi:
— Jesteśmy bardzo szczęśliwe, że w końcu zaczęłaś żyć! Świat jest bardzo interesujący, a ty siedziałaś tyle lat w czterech ścianach! A teraz promieniejesz szczęściem!
Zaczął się mną interesować mężczyzna. Darzył mnie pięknymi bukietami, czekoladkami, traktował z szacunkiem. Nie byłam do tego przyzwyczajona. Mój były mąż postrzegał mnie jak służbę. Wszystkie te zmiany bardzo mi się podobały.
Przez dwa lata nie kontaktowałam się z rodziną. Potępiali mnie. Córka uważała mnie za zdrajczynię. Każdy jej telefon był pełen histerii. Nie mogła ze mną spokojnie rozmawiać. Tylko wysuwała pretensje. Myślę, że córka nie chciała przyzwyczaić się do dorosłego życia i nowych obowiązków. Wygodnie jest żyć, gdy ktoś za ciebie wszystko robi.
Mężczyzna groził. Nie chciał mnie puścić. Groźby trwały przez rok. Mógł zadzwonić w nocy i zacząć mnie obrażać. Nie wiem, dlaczego tak długo to znosiłam. Numer zmieniłam dopiero rok temu. Może przywykłam do wszystkiego znosić. Zmiany w ustabilizowanym życiu nie zachodzą tak szybko, jak by się chciało. Trzeba się wiele nauczyć od podstaw.
Mój brat mnie zrozumiał. Na razie to jedyny członek rodziny, z którym zachowałam kontakt. Przeprosił za swoje zachowanie. Teraz mieszka osobno na własne pieniądze. Kilka razy przyjeżdżała do mnie w odwiedziny. Mój nowy numer zna tylko on. Brat dobrze odnosi się do zmian w moim życiu.
Jestem przekonana, że nigdy nie jest za późno, aby zmienić życie. Będzie trudno, strasznie, ale warto. Teraz czuję się bardzo szczęśliwa. Jestem wdzięczna sobie, że odważyłam się podjąć taką decyzję. Szkoda, że wcześniej nie zdecydowałam się na radykalne zmiany. Od teraz będę iść tylko naprzód, bez oglądania się wstecz.
