Babcia stała przy kasie z minimalnymi zakupami. Młody kasjer postanowił to naprawić

Weszłam do sklepu spożywczego. Przy kasie była ogromna kolejka. Stały długo. Przed mną stała babcia. Wzięła połowę bochenka chleba, dwa jajka, trzy ziemniaki i jedną marchewkę. Niewiele, ale niskie emerytury zmuszają naszych ludzi do oszczędzania na wszystkim.

Podeszła kolej babci. Za kasą siedział młody chłopak. Na pierwszy rzut oka miał około dwudziestu lat, nie więcej. Zskanował wszystkie zakupy babci.

— To wszystko? — zapytał kasjer.

— Tak, synku — skinęła babcia.

— Poczekaj dwadzieścia minut — poprosił kasjer.

Wstał ze stanowiska pracy i poszedł gdzieś. Nie zrozumieliśmy, co się dzieje. Dokąd zniknął w środku dnia roboczego? Oburzenie w kolejce rosło, a chłopak nie wracał. Już chcieliśmy wezwać ochroniarza, żeby przywrócił biednego pracownika na miejsce. Kasjer przyniósł dwa duże worki. Z nich wyciągnął: kaszę gryczaną, ryż, makarony, cukier, cukierki, ciasteczka, ziemniaki, buraki, marchewki, czosnek, cebulę, a także — twardy ser, mleko, śmietanę i twaróg. To wszystko kasjer zeskanował na paragonie babci. Nie rozumiała, co się dzieje. Chłopak wrzucił pieniądze do kasy. Od babci nie wziął ani grosza.

Razem z ochroniarzem zebraliśmy worki z produktami. Babcia nie mogła się otrząsnąć. Próbowała protestować, ale nikt jej nie słuchał. Teraz trzeba było wymyślić, jak to wszystko dobrze przynieść do domu. Zgodziłam się pomóc. Babcia opadła od szoku i zaczęła nas gorąco dziękować. Życzyła nam wszystkiego dobrego!

Chłopak był wzorowy. Dał dobry przykład. Będę starać się robić coś dobrego, bo wielu potrzebuje pomocy. To, co dla nas jest normalne, dla wielu jest luksusem.