Po tym jak mąż przyprowadził swoją starszą córkę do nas, wszystko zaczęło się tylko pogarszać
Z mężem spotkaliśmy się kilka lat temu. Nie mamy wspólnych dzieci. Olek ma dwie córki: Marlena — 2 lata i Natalia — 15 lat. Niedawno Olek przyprowadził do nas starszą córkę. Natalia rozpoczęła naukę w technikum, i żeby nie wynajmować mieszkania, zabraliśmy ją do siebie. Nie miałam nic przeciwko. Gdy tylko Natalia zaczęła z nami mieszkać, od razu zrozumiałam, że wszystko nie będzie takie proste.
Ostatnio Natalia nawet nie chce z nami zjeść posiłku. Sprawa polega na tym, że jesteśmy przyzwyczajeni do jedzenia z tych samych naczyń. Z mężem jest nam tak wygodnie. Po co brudzić mnóstwo naczyń, jeśli można brać jedzenie z jednego talerza? Aby jedzenie nie spadało na stół, pod widelcem podtrzymujemy je kawałkiem chleba. To już jest taka tradycja, i mi się to podoba.
Tak jemy wszystko, zarówno pierwsze, jak i drugie danie. I wszystko nam odpowiadało. Natalia najpierw również jadła z nami, ale potem zaczęłam zauważać, że córka Olka zaczęła siadać jeść albo przed nami, albo po nas, nie razem.
Kiedyś próbowałam jej wyjaśnić, że to taka mała tradycja, że nie jest to z jej strony ładne. Natalia obraziła się na mnie i zamknęła się w swoim pokoju. Po tej rozmowie coraz częściej zamykała się w pokoju, udając, że się uczy.
Kiedy wołam ją do stołu, mówi, że jest zajęta, nie ma czasu — lekcje. A po tym, jak my z mężem zjedliśmy, schodzi na kuchnię i je sama. Kiedy próbowałam porozmawiać z mężem, żeby zajął się córką, powiedział, żebym nie dotykała jego dziecka. Niech robi, co chce. Po tym było mi już niewygodnie z nią coś mówić.
Do czego to wszystko?
