Z mężem jesteśmy razem już siedemnaście lat. Syn jest już dorosły i samodzielny. Ostatnio z mężem nie możemy znaleźć wspólnego języka. Staliśmy się zupełnie obcymi ludźmi. Nie chciałam się rozstawać w takim wieku, dlatego zdecydowałam, że trzeba wyjechać za granicę i żyć oddzielnie
Z mężem, Piotrem, pobraliśmy się, gdy byliśmy bardzo młodzi. Wówczas miałam 19 lat, a on 21. Dwa lata po ślubie urodził nam się syn, Marek. Z Piotrem zawsze mieliśmy tematy do rozmowy, wiele wspólnych zainteresowań. Staraliśmy się dla dobra naszej rodziny. Chcieliśmy żyć lepiej. Zawsze wypoczywaliśmy na łonie natury z przyjaciółmi. Wychowywaliśmy Marka, budowaliśmy dom.
Ale gdy Marek dorósł, z każdym dniem zaczęliśmy się od siebie oddalać. Skończyły nam się tematy do rozmowy. Coraz częściej wieczory spędzaliśmy w milczeniu. Nic nie chciało się robić. Przez ten czas straciliśmy do siebie pociąg. Zaczęły się nieporozumienia praktycznie we wszystkim. Wszystko w Piotrze mnie irytowało. Jego zachowanie, jego stosunek do mnie, jego rozmowy. Nie mogłam zrozumieć, o co chodzi.
Nie chciałam się rozstawać, bo spędziliśmy razem tyle czasu. Chociaż Marek jest już dorosły i powinien to zrozumieć, mimo to. Rozwiązaniem problemu było wyjazd za granicę na nieokreślony czas i rozwiązanie wszystkiego na własną rękę. W Portugalii mieszka moja ciotka, Anna, która od dawna nas zapraszała do siebie. Zdecydowałam, że to dobra okazja, zarobię od razu pieniądze Marekowi na mieszkanie i pomyślę, co zrobić z naszym małżeństwem. Piotrowi nic nie powiedziałam na temat rozwodu, tylko to, że ciotka znalazła dla mnie pracę i trzeba zarobić pieniądze na mieszkanie dla Marka.
W Portugalii pracowałam osiem miesięcy. W tym czasie zrozumiałam, że nikt nie zastąpi mi tego bliskiego człowieka, z którym spędziłam tyle czasu. Sprawa w tym, że mieszkałam sama, ciotka Anna ulokowała mnie w mieszkaniu syna, który teraz jest w Ameryce. Było mi samotnie i często analizowałam nasze wspólne życie. W pracy poznałam Mikołaja, zaczęliśmy się kontaktować, zaczęliśmy romansować. Wiedział, że jestem zamężna i mam dorosłego syna. Był rozwiedziony i pracował tutaj już sześć lat.
Przez trzy miesiące, kiedy się z Mikołajem kontaktowałam, zrozumiałam, że wszyscy mężczyźni są tacy sami, że mają te same problemy. Dlatego powiedziałam Mikołajowi, że wracam do Piotra i że wszystko to było niepoważne. Zdecydowałam dla siebie, że nie ma sensu zmieniać chleba na ciasto, bo swoje jest swoje. Piotra znam dobrze. Przypomniały mi się wszystkie nasze wspólne problemy, jak staraliśmy się je rozwiązać i wspierać się w trudnej chwili. W ten sposób przypomniałam sobie, za co go pokochałam. Nie na darmo spędziliśmy razem tyle czasu ramię w ramię. W pewnym momencie przeanalizowałam nasze życie i zrozumiałam, że nikogo innego nie potrzebuję. Wtedy, w młodości, dokonałam właściwego wyboru.
Wieczorem zadzwoniłam do Piotra i powiedziałam, że tęsknię i chcę wrócić do domu. Był zaskoczony takim zachowaniem, ale odpowiedział mi w ten sam sposób. Powiedział, że czeka na mnie w domu. Byłam szczęśliwa, że mam tak wspaniałego męża. Dwa tygodnie później wróciłam do domu. W domu czekał na mnie Piotr z dużym bukietem kwiatów. Mocno mnie przytulił i przeprosił za to, że zapomniał, że powinien uczynić swoją żonę szczęśliwą. W tym momencie podziękowałam Bogu za Piotra i za to, że dokonałam właściwego wyboru.
