Już od pół roku codziennie dzwoni do mnie mama ze wsi, prosi, żebym zabrała ją do siebie do stolicy. Emerytura jest mizerna, na jedzenie brakuje pieniędzy, mieszkamy daleko, w ogóle jej nie pomagamy. Milcząco jej słucham, a potem odkładam telefon. Potem nie śpię całą noc, tylko płaczę. Wiem, że jutro znowu zadzwoni, a ja nie wiem, co jej powiedzieć
– Mama ciągle dzwoni ze wsi. Ostatnie pół roku prosi, żebym zabrała ją do siebie do stolicy. Codziennie płacze, mówi, że emerytura jest mała. My jesteśmy daleko, a ona jest sama, ma problemy ze zdrowiem. Mówię jej: „Mamo, dokąd cię wezmę? Mi i tak jest ciężko, gnieździmy się pod cudzym dachem”.
Po tym, jak Anna rozwiodła się z mężem, mieszka sama z 10-letnią córką w wynajętej małej jednopokojowej kawalerce, z kiepskim remontem. Otrzymuje mizerne alimenty, pracuje jako administratorka w klubie sportowym w sąsiednim budynku. A tych pieniędzy, które daje mąż, nawet na produkty nie wystarcza.
– Ledwo wiążemy koniec z końcem z córeczką. Mąż ma teraz nową rodzinę i dziecko, w ogóle się nami nie interesuje, jakbyśmy byli obcymi ludźmi. Oszczędzamy na wszystkim, nawet na jedzeniu.
Mięso, owoce i warzywa Anna kupuje tylko córce, stara się nosić rzeczy ostrożnie, bo na nowe może sobie pozwolić rzadko. Śledzi promocje i wyprzedaże w sklepach – ogólnie, żyje tak, że nie ma czego zazdrościć. Najważniejsze – żeby córeczka i ona nie chorowały i nie popadały w rozpacz, zawsze tak rozmyśla. Wie, że wszystko spoczywa na jej barkach i musi się trzymać.
Mama Anny mieszka na wsi, daleko od córki.
– Ma 62 lata, według stołecznych standardów to jeszcze nie jest stara, ale nie lubi, gdy jej to mówię. Obraża się: „Jak to nie jestem stara?”. Przywykła tylko mi się skarżyć, że jest stara, zdrowie już nie to, zwłaszcza ostatnio zaczęła o tym mówić. Dzwoni do mnie w styczniu, mówię, że boli mnie gardło, nie mogę rozmawiać. A ona: „Co tam u ciebie, u mnie niedawno było tak, że cały dzień przeleżałam w łóżku”. Mówi, że ja jestem jeszcze młoda i zdrowa, jakie mogę mieć problemy.
Mama Anny od dawna już nie pracuje. Koleżanek czy sąsiadów, z którymi by rozmawiała, też ma niewiele. Dniami siedzi przed telewizorem.
– Gdybym miała własne mieszkanie, jeszcze bym pomyślała, czy zabrać mamę do siebie. Jest osobą niełatwą. Tak trudno z nią, nigdy i niczym nie mogłam jej dogodzić, a co dopiero mówić na starość. Oj, nie będzie mi z nią łatwo.
Annie teraz i z córką we dwie jest ciężko, a co dopiero mówić o mamie. Mama na wsi ma ładny dom. Proponuje go sprzedać, ale Anna nawet nie chce o tym słyszeć, za te pieniądze w stolicy nic się nie kupi, a tak przynajmniej jest jakiś dach nad głową, jest dokąd wrócić w razie czego.
– Przynajmniej będzie dokąd wrócić – czasem prawie płacząc do telefonu mówi Anna.
– Mamo, no sama pomyśl – dokąd cię zabiorę? U nas w ogóle nie ma miejsca, jednopokojowe mieszkanie, bardzo małe, stare, rozumiesz? Innego nie będę w stanie opłacić, a córeczka już tutaj chodzi do szkoły i moja praca jest blisko.
– Ja i w kuchni pomieszkam – upiera się mama.
Ale mieszkanie to nie jedyna kwestia. Mama potrzebuje opieki medycznej, leków, wyżywienia. Emerytury, jak płacze, jej nie wystarcza – a jak przeżyć za tę emeryturę w stolicy?
A Anna nie może utrzymywać jeszcze i mamy.
Przyjaciółka radzi Annie:
– Powiedz, niech siedzi na wsi i niczego nie wymyśla. Masz i tak wystarczająco problemów. Do prawdziwej starości jej jeszcze bardzo daleko. Musisz postawić córkę na nogi, a nie liczyć grosze. I jak tylko zaczyna płakać, mów, że coś się przypala albo ktoś dzwoni i odkładaj słuchawkę.
Anna przepłakała cały wieczór, wkrótce znowu zadzwoni mama. A kobieta w takim rozpaczy, nawet nie wie, co jej powiedzieć.
