Przed ślubem nie mieszkaliśmy razem z mężem i nie wydawało mi się to problemem, ale po 2 latach małżeństwa wszystko się zmieniło

Niedawno do naszej redakcji dotarł interesujący list od stałej czytelniczki. W nim dziewczyna podzieliła się swoją trudną sytuacją rodzinną. Jej historia miłosna ma bajkowy początek: poznała swojego męża na pierwszym roku studiów i od tamtej pory nigdy się nie rozstały. Jednak pobożność i dobre wychowanie pary odegrały z nimi złą rolę. Dziś opowiemy, jak podział obowiązków domowych może zepsuć idealne relacje.

Jakiekolwiek rozjemne i nieprzyzwoite mogą wydawać się współczesne związki dla starszych, zawierają one w sobie odrobinę zdrowego rozsądku. Na przykład, zanim oficjalnie zawrą małżeństwo i założą dzieci (lub przynajmniej kota), obecni kochankowie chcą mieszkać razem przez kilka lat. W ten sposób sprawdzają się nawzajem pod kątem nawyków i priorytetów. Czy dwoje dorosłych ludzi potrafi się dogadać? Czy codzienność pochłonie ich uczucia…

Nasza główna bohaterka bardzo żałowała, że przegapiła ten etap relacji. Szczegóły poznasz z jej listu!

Jestem w małżeństwie nieco ponad 2 lata, ale romantyczne relacje z partnerem rozpoczęły się 7 lat temu. Biorąc pod uwagę taki imponujący okres, wydawało mi się, że czasu na „dogadanie się” było wystarczająco. Niemniej teraz nasza para przeżywa prawdziwy kryzys. I wszystko z powodu tego, że wcześniej nie ustaliliśmy naszych wzajemnych obowiązków domowych.

Jako dobrze wychowana dziewczyna, w młodości nie zgodziłam się na wspólne mieszkanie. Dopiero zaczynając mieszkać razem z mężczyzną, zrozumiałam, że małżeństwo to druga praca. Pierwsze 2 lata przepełniały nas uczucia. Zamykałam oczy i z humorem akceptowałam jego dziwne nawyki, a on nigdy nie narzekał na mój styl zarządzania domem. Jednak z czasem codzienność zaczęła negatywnie wpływać na nasze relacje. Opowiem, jak dokładnie.

Mój mąż – Wawrzyniec – to silna osobowość. Jest dominujący i skrupulatny, lubi czystość i porządek. Jednocześnie uważa, że prace domowe to obowiązek kobiety. Dlatego zdobycie od niego pomocy, na przykład w sprzątaniu, jest niemożliwe. Prace męskie, jakbyż trudne były, występują niezwykle rzadko. W efekcie to ja muszę pracować przez całą dobę, a on – tylko w razie potrzeby.

Początkowo jego postawę postrzegałam jako akceptowalną dziwactwo. Dlatego postanowiłam, aby nie przeciążać się, robić wszystko na pół gwizdka. W końcu uruchomienie robota odkurzającego i przetarcie kuchni ściereczką jest o wiele łatwiejsze niż codzienne przeprowadzanie gruntownego sprzątania. Wprowadziłam również do naszego jadłospisu półprodukty: znacznie ułatwiły mi życie. Ale pojawił się problem! Mąż zauważył moje sztuczki i zaprosił do poważnej rozmowy.

Od samego początku mąż stwierdził, że jestem leniwą. Powiedział, że rozmawiali z matką i doszli do wspólnego wniosku: nie radzę sobie z prowadzeniem domu i muszę się bardziej starać. Oczywiście jego słowa mnie zraniły. A fakt, że do kształtowania tego zdania przyczyniła się teściowa, kompletnie mnie zaskoczył.

Bo to niesprawiedliwe! To, że jestem gospodynią domową, nie oznacza, że muszę wszystko dźwigać na sobie. Przecież ja też chodzę do pracy, uzupełniam budżet rodzinny i męczę się nie mniej niż mąż. Dlaczego więc po pracy, tak jak on, nie mam prawa do odpoczynku?

A jeszcze mąż narzekał, że rzadko gotuję coś solidnego i na zapas. Mówił, że chce wracać do domu na barszcz z pampuchami, pierogi z ziemniakami, gołąbki… To przy tym, że męża trzeba dosłownie upomnieć, żeby naprawił kran lub wkręcił żarówkę. Dlaczegoś moja praca domowa, w jego rozumieniu, jest czymś oczywistym, a jego – wielkim przysługą.

Podczas kolejnej kłótni na temat codzienności zadałam pytanie z rzepą: albo rzucam pracę i zajmuję się wyłącznie domem, albo zatrudniamy sprzątaczkę. Zrozumcie mnie dobrze, nie jestem z tych kobiet, które manipulują mężami. Ale sytuacja naprawdę się zaostrzyła i chciałam poznać prawdziwą pozycję męża. Jak byłam zaskoczona jego odpowiedzią!

Na mój ultimatum mąż zareagował szybko. Zakazał mi odejścia z pracy, bo nie potrzebuje go jako żony-sprowadnicy. A usługi sprzątaczki to zbędne wydatki, które w żaden sposób nie wpłyną na podział obowiązków domowych. I w ogóle, wcześniej kobiety, na przykład jego mama, chodziły zarówno do pracy, jak i wychowywały dzieci, utrzymywały czystość w domu i zadowalały męża… Dlaczego więc ja nie mogę?

Jego pretensje sprawiły, że straciłam siły. Bardzo się męczę w pracy, ale nie chce mi się iść do domu. Bo rozumiem, że tam czeka mnie drugi etap katorgi: pranie, sprzątanie, gotowanie. I z dawnej romantyki nie pozostał ani ślad.

Ale nie odważam się wyrazić swoich argumentów mężowi. Bo tak bardzo go kocham! Obawiam się, że przez zasady zepsuję relacje i on mnie opuści. Droga redakcjo, podpowiedzcie: jak wyjść z tej sytuacji?

W tym przypadku ważne jest zaznaczenie, że małżeństwo to delikatna i zawsze unikalna sprawa. Rady, które są stosowalne dla jednej pary, mogą zupełnie nie pasować do innej. Jedynym uniwersalnym rozwiązaniem pozostaje komunikacja. Szczery rozmowa z partnerem o uczuciach i odczuciach może zdziałać cuda.