Mój mąż się mnie wstydzi. W obecności innych w większości milczę, aby nie powiedzieć czegoś, co mogłoby nie spodobać się mojemu Adamowi. Staram się dogodzić wszystkim. Gdy do domu przychodzą goście, spędzam godziny w kuchni, przygotowując wykwintne potrawy. Przed wizytą jego rodziców sprzątam dom przez całe dni. Kiedyś pomagaliśmy rodzicom męża przy remoncie, a ja cały wieczór płakałam
Dorastałam w trudnej rodzinie. Wszystko z powodu ojca, który ciągle zaglądał do kieliszka. Moja mama zawsze się za niego wstydziła, więc starała się wszędzie chodzić sama. Widząc to, postanowiłam, że w mojej rodzinie wszystko będzie inaczej.
Wyszłam za mąż za inteligentnego mężczyznę. Adam był ode mnie starszy o 12 lat. Jest poważnym człowiekiem, nawet zbyt poważnym. Cały czas lubi rozkazywać, co mi się nie podoba. Kiedy się spotykaliśmy, mówił mi, co mam nosić, jak się zachowywać w towarzystwie jego znajomych, co mówić, co jeść i tak dalej. Jeśli się do tego nie stosowałam, publicznie zwracał mi uwagę. Było mi wstyd, ale nie chciałam go stracić.
Adam jest przystojny, inteligentny, zajmuje wysokie stanowisko. Kiedy byliśmy sami, czułam się przy nim jak za kamiennym murem. Ale wszystko diametralnie się zmieniało, gdy chodziliśmy w odwiedziny do jego znajomych lub rodziców. Czasami wydawało mi się, że po prostu się mnie wstydzi. Może dlatego, że jestem od niego młodsza? Może rzeczywiście jestem źle wychowana? Sama już nie wiem.
Myślałam, że kiedy zostanę jego żoną, wszystko się zmieni. Przecież będę już nie tylko jego dziewczyną, ale legalną żoną. Niestety, nic się nie zmieniło. W domu jest troskliwy, nie robi uwag, ale w obecności innych zachowuje się inaczej.
Niedawno odwiedzili nas moi znajomi, a mąż, niby żartując, zapytał, jak można się ze mną przyjaźnić, skoro nie jestem zbyt mądra. Gdyby nie on, pozostałabym szarą myszką. Wszyscy się śmiali, ale mnie wcale nie było do śmiechu. Było mi tak przykro, że trudno to opisać.
Kiedyś pomagaliśmy jego rodzicom w remoncie. Wtedy dowiedziałam się, że „mam dwie lewe ręce”, jestem „zbyt wolna” i „bardzo leniwa”. Nie wytrzymałam i rozpłakałam się. Mąż potem długo mnie przepraszał, tłumaczył, że miał zły dzień i po prostu padło na mnie. W obecności innych w większości milczę, żeby nie powiedzieć czegoś głupiego. Staram się dogodzić wszystkim.
Gdy do domu przychodzą goście, spędzam godziny w kuchni, aby zaskoczyć ich przysmakami. Przed wizytą jego rodziców sprzątam dom przez całe dni, aby pokazać, jaką dobrą żoną jest ich syn. Aby dorównać mężowi, czytam książki, oglądam filmy naukowe, a nawet zaczęłam uczyć się języków obcych.
Ale to wszystko nie zmienia mojego życia na lepsze. Czuję się zakompleksiona, boję się wyrazić swoje zdanie, zanim coś powiem, sto razy zastanawiam się, co na to powie Adam. Na ulicy, w sklepie czy u gości martwię się, że zrobię coś nie tak. Cały czas kontroluję swój wygląd.
Przyjaciółki często pytają mnie, dlaczego nie mogę się rozwieść, skoro tak trudno mi z nim żyć. Ale szczerze mówiąc, boję się zostać sama. Po dwóch latach wspólnego życia zaczęłam wierzyć, że jestem niezdarna, głupia, naiwna i w ogóle nic nie potrafię. A pokochać kogoś takiego jest naprawdę trudno.
