Nie mogę wytrzymać w domu teściowej dłużej niż godzinę, a ona ma mi to za złe
Po 15 latach małżeństwa z żoną zdecydowaliśmy się na duży krok: sprzedaliśmy mieszkanie w mieście i przeprowadziliśmy się na wieś. Świeże powietrze, spokój, piękna natura – to wszystko przyciągnęło nas z powrotem w rodzinne strony, gdzie oboje się wychowaliśmy. Nasze dzieci, już dorosłe, zostały w mieście, gdzie się osiedliły, ale od czasu do czasu odwiedzają nas.
W naszej wsi mieszkają również moi rodzice i rodzice mojej żony. Od momentu przeprowadzki regularnie odwiedzamy obie rodziny. Jednak jest jeden problem, który nie daje mi spokoju: nie mogę wytrzymać w domu teściowej dłużej niż godzinę.
Moja mama to prawdziwa gospodyni – w jej domu zawsze jest czysto, unosi się zapach świeżo upieczonego ciasta, a na stole leży śnieżnobiały obrus. Mama, mimo swoich 65 lat, wciąż dba o każdy szczegół. Wpadam do niej regularnie na świeże pierogi czy przepyszny barszcz.
W domu teściowej sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Zawsze jest brudno: stosy nieumytych naczyń, kurz na półkach, a zastawa w serwantce wygląda, jakby nie była myta od pięciu lat. Do tego wszystkiego dochodzi nieprzyjemny zapach. Nie rozumiem, czy tak trudno jest posprzątać, pozmywać naczynia czy przewietrzyć dom. Tymczasem teściowa spędza pół dnia na ławce z sąsiadkami.
—
**Rozwiązania, które nie działają**
Delikatnie zasugerowałem żonie, że u jej mamy przydałoby się posprzątać. Zaproponowałem nawet, żeby wynająć firmę sprzątającą lub kogoś do pomocy. Teściowa stanowczo odrzuciła tę propozycję, twierdząc, że nie potrzebuje niczyjej pomocy. Żonie było wstyd, więc sama spróbowała posprzątać, ale powiedziała, że w jeden dzień nie da się tam zrobić porządku.
Teściowa uważa, że wszystko jest w porządku i że to my wymyślamy. Ja jednak nie jestem w stanie wytrzymać tam nawet pięciu minut.
Najgorsze jest jedzenie. Nie dość, że jest niesmaczne, to jeszcze podane na brudnych talerzach, które od spodu są pokryte tłuszczem. Każdorazowo odmawiam, tłumacząc, że nie mam apetytu, albo że jestem już najedzony. Nie mogę się doczekać, aż stamtąd wyjdziemy. Wygląda na to, że teściowa nie zna pojęcia porządku ani przewietrzania pomieszczeń.
Żona i teściowa uważają, że przesadzam i zachowuję się jak wielki pan. Tymczasem ja po prostu nie mogę się przemóc. Zaproponowałem, żeby żona odwiedzała mamę sama, ale ona uważa, że to brak szacunku z mojej strony.
Nie wiem, co robić. Nie chcę urazić rodziców żony, ale wizyty u teściowej to dla mnie prawdziwa męczarnia. Mam dość wymyślania wymówek. Jak znaleźć rozwiązanie, żeby nikogo nie zranić, a jednocześnie nie czuć się tak nieswojo? Może ktoś z was mi doradzi?
