Danuta była dumna ze swojego syna i wnuków. Ale kiedy synowa zadzwoniła i powiedziała, że odsyła jej syna razem z wnukami, nie była zbytnio zachwycona.

Danuta była dumna ze swojego syna i wnuków. Ale kiedy synowa zadzwoniła i powiedziała, że odsyła jej syna razem z wnukami, nie była zbytnio zachwycona.

– Danuto, to ja, Katarzyna.

– Jaka Katarzyna? – spytała opryskliwie Danuta.

– No, Katarzyna. Żona waszego syna. Wasza synowa.

– Aaa, – odparła obojętnie Danuta, – to ty.

– Poznaliście? To dobrze.

– Czego chcesz?

– Musimy porozmawiać.

– Nie mam teraz czasu na rozmowy z tobą.

– Dlaczego?

– Bo przeszkadzasz mi w ważnych sprawach, – odpowiedziała Danuta, oglądając serial w telewizji. – Możesz zadzwonić później?

– Później nie mogę. A serial i tak jest na pauzie.

– To coś ważnego? – spytała Danuta.

– Ważnego.

– No dobrze. Mów, ale szybko.

– Dzwonię, żeby się poskarżyć, – powiedziała szybko Katarzyna, – na waszego syna.

– Ty chyba oszalałaś, Katarzyno. Przerywasz mi serial, żeby skarżyć się na mojego syna? Jak ci w ogóle język się układa, żeby takie rzeczy mówić?

– Bo już nie mam cierpliwości.

– I co? A co ja mam do tego?

– A komu mam się poskarżyć?

– Zadzwoń do koleżanek. Im się skarż.

– Ale to wy jesteście jego matką. To wam się skarżę.

– Powinnaś się za niego modlić, a nie skarżyć.

– A niby dlaczego?

– Nie ma złych nawyków. Dowcipny. Doktor nauk. Gra na gitarze. Śpiewa piosenki. Wychował dwóch synów. Starszy kończy uniwersytet z wyróżnieniem, młodszy prawie złoty medalista. A ty się skarżysz?

– Powiedział, że nie inspiruję go.

– I ma rację. Bo go nie inspirujesz.

– Powiedział też, że może łatwo znaleźć sobie inną na moje miejsce.

– I co? Czemu miałby nie znaleźć? Facet ma 45 lat! Doktor nauk! Poeta. Kompozytor. Znajdzie bez problemu.

– Poprosił, żebym przyniosła mu kawę do gabinetu, a ja zapomniałam. I wtedy – uparty nudziarz – dał mi cały wykład na temat mojego zachowania.

– Każdy inny na jego miejscu od razu by odszedł. A tobie tylko wykład przeczytał.

– Po prostu jest mi przykro.

– Masz 44 lata, dwójkę dzieci. Katarzyno, przestań mi się skarżyć. Sama go rozpuściłaś.

– Jak to nie był taki? Od pierwszych dni tak się zachowywał.

– Trzeba było od razu od niego odejść.

– I chciałam odejść.

– To czemu nie odeszłaś?

– A wy zapomnieliście?

– Co zapomniałam?

– Przecież dzwoniłam do was, Danuto, tydzień po ślubie i mówiłam, że się rozwiodę z waszym synem, bo jest wybrednym egoistą. A co wy mi wtedy powiedzieliście? Prawie na kolanach błagaliście, żebym go nie zostawiała.

– Powiedziałam ci tylko, że masz dziecko w drodze.

– Ale też powiedzieliście, żebym trochę poczekała, że wszystko się ułoży.

– A ty nie miałaś własnej głowy?

– Wy wychowaliście egoistę, Danuto.

– Czego chcesz ode mnie, Katarzyno?

– Żebyście to przyznali.

– Przyznaję, wychowałam egoistę. Ale ty mogłaś go zmienić.

– Tak? A czemu wy go nie zmieniliście, zanim się ożenił?

– Bo matka kocha bez granic.

– A żona?

– Żona powinna była wziąć go w ryzy.

– Więc jesteśmy tak samo winne, Danuto.

– No dobrze, Katarzyno. A co teraz?

– Wygoniłam Włodzimierza z domu. Wraca do was.

– Katarzyno, ale dzieci?

– Też. Wracają razem z nim.

– Dzieci? To wasze problemy.

– Sami mówiliście, że miłość babci jest wielka.

– Katarzyno!

Ale Katarzyna się rozłączyła.

– Jak z dziećmi? Jak do mnie? Dlaczego do mnie? O wnukach się nie umawialiśmy! Syn, okej, bo wiem, że mam w tym swoją winę. Ale wnuki? To już twoja sprawa, Katarzyno. Twoje dzieci – twoje problemy. Sama się z nimi męcz!

– Zgadzam się. Moje. Ale przecież sama mówiłaś, że matka nie może nie dogadzać wszystkim kaprysom swoich dzieci. Że miłość matczyna nie ma granic. Babcia to coś innego. Tym bardziej że oni są zameldowani u was. A wy, jak mówiłyście, od razu ich weźmiecie w ryzy i nie będziecie za nimi biegać. Zrobicie z nich dobrych ludzi w krótkim czasie, jeśli oczywiście macie ochotę.

– Katarzyno!

– Przyznaję, że mam swoją winę. Ale, Danuto Pietrowno, bądźmy sprawiedliwe. Tak jak wy kiedyś podrzuciłyście mi swojego syna, tak samo ja teraz podrzucam wam moich.

– Ja ci podrzuciłam jednego! A ty? Dwoma na raz próbujesz mnie wykończyć?

– Uznajmy, że to 2:1 na moją korzyść.

– Katarzyno!

– Zrobimy tak, – odparła Katarzyna. – Jeśli do jesieni wszyscy się poprawią, zabiorę ich z powrotem. Wszystkich trzech.

– A jeśli nie?

– Wtedy zostaną u was do wiosny.

– Katarzyno!

Ale Katarzyna już się rozłączyła i poszła odprowadzić męża i dzieci do taksówki.