W sobotę późnym wieczorem ktoś zadzwonił do drzwi. Żona poszła otworzyć, ale długo nie wracała. Michał już myślał, że przyszła sąsiadka, żeby opowiedzieć jej jakieś plotki. – Michał, szybko chodź tutaj, jakaś obca kobieta przyszła do ciebie. Mówi, że z jakimś „przekazem”. Idź sam, porozmawiaj z nią i wyjaśnij, o co chodzi – powiedziała żona, wchodząc do salonu. Michał zaniepokojony wstał i poszedł do przedpokoju, nie mogąc zrozumieć, kto to mógł być, bo przecież żadna kobieta nie odwiedza go tak po prostu w domu
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Michał, siedząc na kanapie przed telewizorem, usłyszał, jak jego żona poszła do przedpokoju, żeby otworzyć drzwi, i z jakiegoś powodu tam się zatrzymała.
„Pewnie sąsiadka przyszła porozmawiać z nią wieczorem” – pomyślał mężczyzna.
Po kilku minutach niezadowolona żona zajrzała do pokoju, gdzie siedział Michał, i z irytacją powiedziała:
– Wyjdź. Ktoś do ciebie przyszedł. Jakaś dziwna kobieta.
– Dziwna kobieta? Co masz na myśli? Co to znaczy „dziwna”?
– Po prostu dziwna, wyjdź i sam się dowiedz! – odparła żona z tym samym zniecierpliwieniem. – Jest bardzo podejrzana. Idź, bo już mi się to wszystko nie podoba.
Michał spojrzał na żonę z niepokojem, niechętnie wstał z kanapy i poszedł do przedpokoju.
Tam zobaczył jakąś nieznajomą kobietę około czterdziestki, która, widząc gospodarza mieszkania, szeroko się uśmiechnęła, poprawiając przy tym swój płaszcz.
– Tak to pan jest Michał? Ciekawie! Dzień dobry!
– Dzień dobry – odpowiedział Michał, rozpoznając po akcencie, że kobieta pochodzi ze wsi, w której się urodził. – W jakiej sprawie pani przyszła?
– W żadnej ważnej sprawie, to ja mam coś do przekazania. Obiecałam to pewnej osobie. Przyjechałam, aby przekazać wiadomość – powiedziała tajemniczo, po czym jej twarz spoważniała, a kobieta zamilkła.
– Wiadomość? – Michał zapytał niepewnie. Nie miał bliskich krewnych we wsi, a z dalszymi nie utrzymywał kontaktów od wielu lat. – Od kogo? Co to za wiadomość?
– Od twojej młodości, tej kwitnącej i dalekiej.
– Co? – Michał zmarszczył brwi i zapytał z niezadowoleniem. – Mogłaby pani mówić jaśniej? Co pani ode mnie chce? Proszę mówić konkretnie.
– Ach, jaki pan teraz stanowczy – uśmiechnęła się kobieta. – Ale o panu opowiadała mi pewna kobieta, bardzo ciepło. Mówiła, że kiedyś był pan prostym chłopcem ze wsi, ale bardzo dobrym i wrażliwym.
– O kim pani mówi? – Michał znów zmarszczył brwi.
– O tej, która poprosiła mnie, abym przekazała panu wiadomość. To było przed jej odejściem.
– Przed odejściem?
– Tak. W zeszłym roku pożegnaliśmy naszą Marię. Pamięta pan ją? Byliście blisko związani. Miała wyjątkowe miejsce w pańskim sercu, to z nią pożegnał się pan najgoręcej przed wyjazdem do wojska.
Michał pobladł. Rozejrzał się szybko, upewniając się, że żona nie podsłuchuje, po czym wyszeptał:
– Maria? Nie żyje?
– Tak – odpowiedziała kobieta z lekkim uśmiechem. – Już pół roku minęło. Maria była cudowną, dobrą osobą. Wciąż wspominam ją z ciepłem.
– Kim pani dla niej była? – zapytał Michał zdezorientowany. – Przypadkiem nie jej córką?
– Nie, proszę się nie martwić – roześmiała się kobieta. – Nie jestem jej córką. Nie macie razem dzieci. Ale Maria bardzo pana kochała i zawsze marzyła, aby to pan był ojcem jej dzieci. Powiedziała mi to kiedyś. Gdyby pan wrócił z wojska do wsi i ożenił się z nią, mielibyście na pewno dzieci. Maria długo na pana czekała, pisała listy.
– To nieprawda! – szepnął Michał z napięciem. – Nigdy nie dostałem od niej żadnego listu, choć bardzo na nie czekałem.
– Wiem – kobieta skinęła głową ze smutkiem. – Maria też się tego dowiedziała, ale za późno.
– Skąd pani to wszystko wie? Kim pani jest? – Michał wciąż nie krył zaskoczenia.
– Ja? – Gość tajemniczo wzruszyła ramionami. – Jestem po prostu jej sąsiadką, która stała się jej przyjaciółką. Kupiłam dom obok jej chaty jakieś 15 lat temu i od razu zaprzyjaźniłyśmy się z Marią. Z jakiegoś powodu opowiadała mi o panu bardzo dużo, może po prostu nie miała komu innemu. Pracowałam wtedy na poczcie i pewna starsza pracownica w tajemnicy powiedziała mi, że listy od pana do niej i od niej do pana matka Marii od razu odbierała z poczty. Te, które pan do niej kilka razy napisał i które Maria wielokrotnie próbowała panu wysłać. Okazało się, że jej matka miała dobrego znajomego, który sortował listy na poczcie.
Więc gdy tylko listy z naszej wsi trafiały do nich na sortowanie, on od razu brał jej list i przekazywał go matce przy okazji. Kiedy ona tam bywała, bardzo go o to prosiła. Dlatego nigdy nie otrzymał pan żadnego listu od swojej Marii.
Maria prosiła, by przy okazji przekazać panu, że nie jest wobec pana niczemu winna. Oto nadarzyła się taka okazja. Jestem tu w pańskim mieście przy okazji i postanowiłam wreszcie spełnić jej prośbę. Nie mogłam nie dotrzymać obietnicy, cały czas było mi jej tak żal.
– A Maria… czekała na mnie przez cały ten czas, czy co? – zapytał z smutkiem Michał.
– Ależ skąd! – Kobieta znów dobrotliwie uśmiechnęła się do Michała. – Czekała na pana, oczywiście, jak należy, dwa lata. A potem, gdy dowiedziała się, że pan do niej nie pisze, pomyślała, że pan o niej zapomniał, i się uspokoiła. Uznała, że pan po prostu ją porzucił. Wyszła za mąż za młodego miejscowego nauczyciela, mieli troje wspaniałych dzieci, żyli dobrze. Ogólnie rzecz biorąc, zaczęło się u niej zwyczajne życie. Jak u wszystkich.
– To po co kazała pani przekazać mi tę wiadomość?
– Otóż, kiedy opowiedziałam jej o postępku jej matki z jej i pańskimi listami, bardzo się zasmuciła. Zaczęła myśleć, że żywi pan do niej urazę. A odchodzić z tego świata, wiedząc, że ktoś ma do ciebie żal, to niedobrze. Przecież ona w niczym nie była winna. Pisała do pana wiele razy, szczerze pana kochała i cały czas czekała. A okazało się, że prawie wszystkie te listy przez cały ten czas były nad jej głową – na strychu. Wyobraża pan sobie? W starej walizce, gdzie matka starannie je wszystkie schowała.
– Przechowywała te listy? Ale po co?
– Tylko jej zmarła matka mogłaby powiedzieć, dlaczego tak postąpiła. Może czuła swoją winę i dlatego nie miała serca spalić szczerej miłości córki. Gdy Maria dowiedziała się ode mnie o takim podstępnym działaniu matki, której już wtedy nie było na świecie, przeszukała cały dom w poszukiwaniu tych listów. I znalazła je. Och, jak wtedy płakała. Potajemnie przed swoim mężem, nie chciała, żeby to widział i wiedział. Opowiadała mi o swojej szczerej młodzieńczej miłości. O panu. Pan też ją szczerze kochał, prawda?
Michał zamiast odpowiedzi po prostu milcząco przytaknął, a na duszy zrobiło mu się bardzo ciężko. Nie z miłości. Przecież ta miłość dawno już wygasła. Ciężko mu się zrobiło z żalu. Za swoją młodość. Za siebie i za Marię.
A kobieta zaczęła szperać w swojej torbie, wyjęła stamtąd plik starych kopert pocztowych i podała Michałowi.
– Proszę. Weźcie je. Myślę, że powinny być u pana.
– Co to jest? – zapytał z niepokojem Michał.
– Jej listy do pana. Proszę, weźcie je. Kiedy Maria je znalazła, oddała mi je potajemnie przed mężem i kazała natychmiast spalić. Sama też nie miała serca tego zrobić, więc mnie o to poprosiła. Ale i ja nie mogłam tego zrobić, nie wiem dlaczego. Przecież tam jest zapewne taka miłość i szczere uczucia. Weźcie te listy, proszę, należą do pana i są do pana adresowane.
– Nie, nie trzeba – wyszeptał Michał. – Po co to?
– Jak to – po co? – nagle za plecami rozległ się głos żony Michała. – Na twoim miejscu na pewno bym je wzięła i od razu przeczytała.
Michał, zdenerwowany, odwrócił się. Zrozumiał, że żona wszystko słyszała, o czym rozmawiali, ale jej oczy patrzyły na niego bez cienia wyrzutu czy zazdrości; były smutne i bardzo pełne zrozumienia.
– Po co? – powtórzył. – Przecież to wszystko jest przeszłością. Nic z tego już nie ma, nic nie można zmienić.
– Ale jeśli listy dotarły do ciebie dopiero teraz, to znaczy, że tak miało być, Michale – spokojnie powiedziała żona. – Nie bój się, nie będę ci niczego wypominać. Twojej Marii już dawno nie ma. Ale w listach ona wciąż jest. – Żona zdecydowanie wzięła z rąk kobiety ten plik pożółkłych, starych kopert. – Dziękuję pani. Michał na pewno je przeczyta. Tylko musi dojść trochę do siebie, widzę, że bardzo się zdenerwował.
Kiedy nieznajoma odeszła, żona spokojnie weszła do pokoju i starannie położyła listy na małym stole. Potem oboje usiedli na kanapie i niemal jednocześnie ciężko westchnęli.
– I po co je wzięłaś? – zapytał Michał żonę. – Nie rozumiem cię.
– Sama nie wiem, po co – wzruszyła ramionami. – Coś mi podpowiedziało w tamtym momencie. Jakoś nie chciałam, żeby spłonęły albo trafiły w obce ręce. Sama nie wiem dlaczego, ale nie chciałam, i już.
I znów – jednocześnie – westchnęli.
Od trzech dni te listy leżą na stole. Michał wciąż nie może się do nich dotknąć. Bardzo się waha, czy powinien je przeczytać. A co, jeśli zmienią one jego życie całkowicie?
Czy warto ruszać przeszłość? Czy warto, aby przeczytał te listy?
