Diano, no nie możesz tak robić. To moja mama i ma rację. Mama szczerze chce nam pomóc. Nie rozumiem, dlaczego się wahasz? Mąż mówił tak przekonująco, jakby to była jedyna słuszna decyzja i innej być nie mogło, ale ja nie czułam, że to właściwe rozwiązanie, dlatego trwam przy swoim – z mojego mieszkania do teściowej się nie przeprowadzę

Wyszłam za mąż w wieku 26 lat. W tym czasie miałam już własne mieszkanie. Na mieszkanie sama jeszcze nie zarobiłam, dostałam je w spadku po babci. Moi rodzice od razu przepisali je na mnie.

Maksym nie miał własnego mieszkania, więc postanowiliśmy, że na początku po ślubie zamieszkamy u mnie – jedno pomieszczenie dla młodej rodziny bez dzieci to więcej niż wystarczająco. A potem razem będziemy odkładać pieniądze i kupimy coś większego, w idealnym wariancie chciałabym dom za miastem, ale zobaczymy, jak to się ułoży.

Przez pierwsze kilka miesięcy mieszkaliśmy w moim mieszkaniu i byliśmy absolutnie szczęśliwi. Ale do nas zaczęła często przychodzić w odwiedziny teściowa. Matka mojego męża całe życie spędziła na stanowisku wielkiej szefowej i przywykła do tego, że wszyscy wokół podporządkowują się jej rozkazom.

Ale ja nie widziałam sensu, mieszkając w swoim mieszkaniu, słuchać poleceń teściowej. Próbowała, ale nic jej nie wychodziło. Teściowa potrafiła przyjść do mnie do domu i zacząć przestawiać meble tak, jak jej się podobało, ale ją powstrzymałam, wyjaśniłam raz, gdy męża nie było w domu, że to moja przestrzeń i tutaj będą obowiązywać tylko moje zasady.

Przez jakiś czas teściowa do nas nie przychodziła, a niedawno pojawiła się z nowym pomysłem – zapragnęła wnuków i zaczęła nas poganiać, że już pora, bo lata lecą, a ona jeszcze chce pobyć babcią.

– Nie będę rodzić w kawalerce. Tu jest za mało miejsca dla dziecka. Musimy z Maksymem najpierw kupić większe mieszkanie, a potem planować powiększenie rodziny – mówię.

Oczywiście, że na taką odpowiedź teściowa liczyła, bo od razu miała gotową propozycję dla nas.

– Całkowicie się z tobą zgadzam, Diano. Tu nie ma o czym mówić – przeprowadźcie się do mnie, będziecie mieszkać w osobnym pokoju, a do swojego mieszkania wpuścicie lokatorów i będziecie mieć dodatkowy dochód. U mnie nie będziecie musieli za nic płacić, ja wszystko pokryję, a wy tylko pracujcie i odkładajcie pieniądze. Potem sprzedamy to twoje jednopokojowe mieszkanie, dodamy to, co zebraliście, i będziecie mieć większe lokum przy minimalnym wysiłku.

Teściowa nie mówiła, a śpiewała, zadowolona z tego, jak ładnie wszystko wymyśliła. Ale gdy wyobraziłam sobie, że mam z nią mieszkać i widzieć ją codziennie, od razu odmówiłam, czym bardzo ją zasmuciłam.

Matka męża wyszła od nas bardzo urażona, nie mogła zrozumieć, jak śmiałam nie docenić jej szczodrej propozycji. Mieszkanie teściowej jest duże, trzypokojowe, i mieszka tam sama, więc logiczne, że mój mąż pod wpływem namów swojej matki uczepił się tego pomysłu jak ostatniej deski ratunku.

Teraz każdego dnia mąż mnie nagabuje, żebym zgodziła się na przeprowadzkę, bo tak szybko będziemy mogli kupić sobie coś większego.

A mnie jakby coś powstrzymuje, no nie mogę się przemóc. Jeśli moja pierwsza reakcja była rzeczywiście impulsywna, to później zaczęłam wszystko gruntownie przemyślać i mimo to doszłam do wniosku, że w tej sytuacji tylko tracę.

Jestem pewna, że wspólne życie z teściową, na dodatek na jej terenie, nie przyniesie nic dobrego, boję się, że z mężem dojdziemy tam do rozwodu i większe mieszkanie nie będzie nam już potrzebne.

I w końcu, jeśli według planu teściowej mam potem sprzedać swoje mieszkanie, to wychodzi na to, że tracę to, co należy tylko do mnie, a mąż po prostu staje się współwłaścicielem naszego większego mieszkania? Tak?

Wtedy zaproponowałam im inny wariant – ja sprzedaję już teraz swoje mieszkanie, a teściowa sprzedaje swoje trzypokojowe, sama kupuje sobie mniejsze, a resztę pieniędzy nam oddaje. Wtedy przynajmniej będzie uczciwie. Przecież i ja, i mąż włożymy się w nowy zakup w równych częściach. Uważam, że to lepszy, sprawiedliwy wariant.

Ale ani mój mąż, ani jego mama nawet nie chcą o tym słyszeć. Teściowa tak się oburzała, że według niej to ja roszczę sobie pretensje do ich majątku, a nie oni do mojego.

I mąż, i jego mama po prostu nalegają, że jeśli chcę zachować rodzinę, to muszę zgodzić się na propozycję teściowej.

Chcę zachować rodzinę, ale nie chcę przeprowadzać się do teściowej. I co robić, po prostu nie wiem.