Mama chce nocować u nas, ale mąż się sprzeciwia: Wracaj do siebie!
– Mama od jakiegoś czasu delikatnie sugerowała, że jest zmęczona, ale udawałam, że nie rozumiem, o co jej chodzi. Aż przedwczoraj przyszła z walizką na kółkach – opowiada 35-letnia Elżbieta. – Zapytałam, co tam ma w tej walizce, a ona na to: „Mam dość tych codziennych dojazdów. Będę nocować u was w tygodniu, a na weekendy wracać do siebie. Wzięłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy – szlafrok, piżamę, trochę bielizny. Mam nadzieję, że mnie nie wyrzucicie?”
Mama Elżbiety, Pani Krystyna, ma trochę ponad 60 lat. Do lata jeszcze pracowała, choć było to coraz trudniejsze. Praca była stresująca, a po zmianie kierownictwa nowa, młoda szefowa zaczęła otwarcie zniechęcać starszych pracowników do pozostania w firmie.
– Powtarzałam mamie wielokrotnie: „Rzuć tę pracę, przejdź na emeryturę”. Ale ona trzymała się jej kurczowo – wspomina Elżbieta. – Mówiła, że na emeryturze nie przeżyje i że w domu w czterech ścianach oszaleje. A sama brała garściami tabletki na nadciśnienie. Gdy któregoś dnia wróciła z pracy z ciśnieniem 220, powiedziałam stanowczo: „Mamo, to koniec. Zdrowie jest ważniejsze. Zrezygnuj i zostań z Anią. Będziemy ci płacić jak niani”.
To rozwiązanie wydawało się idealne. Mama miała zajęcie, wnuczka opiekę, a Elżbieta mogła wrócić do pracy na pełen etat.
Pani Krystyna zaczęła codziennie przychodzić do domu córki, zajmować się Anią, odbierać ją ze szkoły, gotować obiady, pomagać w lekcjach. W zamian otrzymywała miesięczną pensję w wysokości 3000 zł. Wszystkim wydawało się, że taki układ działa świetnie.
Jednak z nadejściem późnej jesieni zaczęły się problemy. Zimno, ciemno, deszcz – codzienne powroty Pani Krystyny do domu po całym dniu pracy z wnuczką stały się dla niej coraz bardziej męczące. Zaczęła delikatnie sugerować, że mogłaby nocować u córki, by rano odprowadzać Anię do szkoły.
Elżbieta uznała, że to rozsądne. W ich dwupokojowym mieszkaniu w pokoju córki stoi mały rozkładany tapczanik, który mógłby służyć jako miejsce do spania dla mamy. Jednak jej mąż, Jan, kategorycznie się temu sprzeciwił.
– Absolutnie nie ma mowy! – powiedział stanowczo. – Nie po to wyprowadziłem się z domu rodziców w wieku 20 lat, żeby teraz mieszkać z teściową za ścianą. Rozumiem, że opiekuje się Anią, i jestem jej za to wdzięczny. Ale płacimy jej za to pieniądze, więc może sobie pozwolić na taksówkę, jeśli nie chce jechać metrem. Nocować tutaj nie będzie!
Elżbieta próbowała go przekonać:
– Janek, przecież na dworze jest zimno i ciemno. My siadamy na kolację, a ona musi wychodzić w ten deszcz. To niesprawiedliwe.
Ale Jan pozostaje nieugięty. Jego zdaniem granice są ważne, a rodzice powinni mieszkać osobno.
Kiedy Pani Krystyna pojawiła się z walizką, Jan osobiście oznajmił jej, że nie może u nich nocować. Zaoferował, że odwiozą ją z powrotem do domu, ale mama Elżbiety poczuła się dotknięta. Nie chciała wsiąść do samochodu zięcia i wróciła metrem, milcząc przez resztę dnia.
Elżbieta czuje się rozdarta. – Nie wiem, co zrobić. Jeśli mama przestanie pomagać, będziemy musieli zatrudnić nianię. Ale to oznacza, że mama zostanie bez środków do życia, bo zrezygnowała z pracy przez nas.
Czy to Pani Krystyna przesadza, czy Janek ma rację, stawiając granice? A może Elżbieta powinna znaleźć inne rozwiązanie?
Co wy byście zrobili na jej miejscu? Kto ma rację?
