5 lat życia w luźnym związku bez zobowiązań… i jednak nie obyło się bez konsekwencji
Nieoczekiwany zwrot wydarzeń zaskoczył ambitnego młodzieńca Kamila, który przez pięć lat cieszył się „wolnym związkiem bez zobowiązań”. Historia ta ukazuje, jak planowanie życia „po swojemu” może skończyć się zupełnie inaczej.
W wieku 25 lat Kamilowi dopisało szczęście – odziedziczył po babci małe mieszkanie. Sprytnie zorganizował sprzedaż innych aktywów i kupił przytulną kawalerkę. Mając własny kąt, postanowił poukładać swoje życie osobiste. Ale ślub? Na to był zbyt „przemyślny”.
– Co, jestem głupi, żeby się żenić? – tłumaczył znajomym. – Zamieszkam z jakąś dziewczyną bez zobowiązań. Mam gotowanie, sprzątanie, zero rozwodów i alimentów!
Na rolę „tej jakiejś” wybrał koleżankę ze studiów – Martynę, która od dawna żywiła do niego sympatię. Nie wtajemniczając jej w swoje „genialne” plany, Kamil zrobił kilka romantycznych gestów i szepnął kilka miłych słów. Martyna szybko zaczęła przenosić swoje rzeczy do jego kawalerki, a Kamil triumfował w przekonaniu, że osiągnął życiowy sukces.
Początkowo Kamil zakładał, że relacja potrwa najwyżej kilka miesięcy. Ale Martyna okazała się idealną partnerką – ładną, spokojną, świetnie gotującą i dbającą o dom. Brakowało chętnych na „casting” z lepszymi walorami, więc Kamil pozwolił jej zostać. Cztery lata mijały w harmonii i komforcie, a on był pewien, że wszystko działa na zasadach „każdy sobie, nic nie musimy”.
Jednak pewnego dnia Martyna zaskoczyła go prezentem. Wręczyła mu piękne pudełko z bocianami. W środku znajdował się test ciążowy z dwoma czerwonymi kreskami oraz notatka: „Wkrótce zostaniesz tatą”.
– Jak to… bez zobowiązań… bez relacji… ja… – wykrztusił Kamil.
Fakt był jednak nie do podważenia: miał zostać ojcem, i to na co najmniej 18 lat. Czy tego chciał, czy nie.
Jak to często bywa, wina leży po obu stronach.
- Kamil: Nie był szczery. Nie powiedział Martynie, że nie zamierza angażować się na poważnie. Dziewczyna żyła w przeświadczeniu, że ich relacja ma sens, skoro wkładała w nią tyle wysiłku. Może gdyby Kamil od początku jasno określił, czego oczekuje, Martyna nie zdecydowałaby się na dziecko. A może w ogóle nie zostałaby z nim na dłużej? Ale jak to mówią: „chciałby zjeść ciastko i mieć ciastko”.
- Martyna: Naiwność. Słowa „nie chcę zobowiązań” to nie antykoncepcja. Ignorowanie tego i brak zabezpieczeń świadczą o braku odpowiedzialności.
Kamil musi teraz ponieść konsekwencje swoich decyzji. Życie w „idealnym” związku bez obowiązków zakończyło się zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażał. Jak mawiają: „Czego się bałeś, to się właśnie wydarzyło”.
A wy, co sądzicie? Czy Kamil sam sobie na to zapracował, czy Martyna miała prawo postąpić tak, jak postąpiła?
