– Na Nowy Rok jedziemy z przyjaciółmi odpocząć, już i hotel zarezerwowaliśmy – mówi do mnie moja córka Maria. A ja siedzę, słucham i już podejrzewam, do czego zmierza, ale milczę. – Mamo, a dzieci zostaną z tobą – zdecydowała za nas obie. – To niedługo, tylko na 3-4 dni – mówi. Maria była pewna, że jej nie odmówię, ale tym razem musiałam ją rozczarować. – Nie mogę – mówię spokojnie. – Też mam plany. Trzeba było zobaczyć wyraz twarzy córki

– Na Nowy Rok jedziemy z przyjaciółmi odpocząć, już i hotel zarezerwowaliśmy – mówi do mnie moja córka Maria.

A ja siedzę, słucham i już podejrzewam, do czego zmierza, ale nic nie mówię.

– Mamo, a dzieci zostaną z tobą – postanowiła za nas obie. – To tylko 3-4 dni – mówi.

Maria była pewna, że jej nie odmówię, ale tym razem byłam zmuszona ją rozczarować.

– Nie mogę – mówię spokojnie. – Ja też mam plany.

Trzeba było widzieć minę córki.

– Mamo, jakie ty możesz mieć plany w tym wieku? – wykrzyknęła z zaskoczeniem.

– A czy ja nie jestem człowiekiem? Czemu nie mogę mieć planów na Nowy Rok? – mówię.

Mam 60 lat i dopiero co przeszłam na emeryturę. Jestem wdową, od dawna. Mieszkam w swoim dwupokojowym mieszkaniu z 25-letnim synem Michałem. Nie jest żonaty, nie sprawia mi większych kłopotów. Od rana do nocy jest w pracy, do domu przychodzi tylko na noc i żeby coś zjeść.

Michał dokłada się do jedzenia, opłaca połowę rachunków, więc niech mieszka, w niczym mi nie przeszkadza. Syn coś tam odkłada z pensji, mówi, że w przyszłości marzy o własnym mieszkaniu.

Córka już 10 lat jest mężatką, ma dwie córeczki, dziewczynki mają 8 i 5 lat. Jej małżeństwo jest dość udane, mąż jest dobrym człowiekiem, zięć bardzo stara się dla rodziny, ciągle zabiera ich na wypoczynek.

Czasem chcą wyjechać z przyjaciółmi i wtedy zostawiają dzieci u mnie. Nigdy nie miałam nic przeciwko, bo bardzo kocham wnuki, ale ostatnio córka coraz częściej po prostu wykorzystuje moją dobroć.

Kilka tygodni temu miał miejsce pewien incydent, po którym przyrzekłam sobie, że już nigdy nie zgodzę się zostać z wnukami.

Córka zadzwoniła do mnie na początku tygodnia i uprzedziła, że w piątek po pracy przywiezie mi dzieci, a w niedzielę rano, do dwunastej, je odbierze.

Zgodziłam się, przygotowałam wnuczkom różne smakołyki, które lubią, w sklepie kupiłam owoce, cukierki, ciastka, soki. Zaplanowałam rozrywki, aż do niedzielnego poranka wszystko było w porządku. Ale o wyznaczonej porze córka nie przyjechała, nie odbierała ode mnie telefonu, a dzieci zaczęły marudzić, że chcą do domu.

Zadzwoniłam wtedy do matki zięcia, pytam, gdzie młodzi, a ona mówi, że zmienili plany: najpierw byli u jednych znajomych na urodzinach, potem pojechali jeszcze do innych na działkę, a tam jest słaby zasięg.

Zachowanie córki bardzo mnie zasmuciło, można było przecież zadzwonić i uprzedzić. Ale rozumiałam, że teraz nic nie zrobię, muszę czekać, dlatego poprosiłam syna, żeby poszedł z siostrzenicami do kina na bajkę, a potem trochę z nimi pospacerował na podwórku.

Syn też nie był zadowolony z tego pomysłu, miał akurat jeden wolny dzień i chciał się wyspać, a zamiast tego musiał niańczyć siostrzenice.

Córka z zięciem przyjechali po dzieci, kiedy już spały. Nawet nie przeprosili. Powiedzieli, że nie planowali tak, ale tak wyszło, a za to świetnie odpoczęli.

Po tym przypadku nie chcę już zostawać z wnukami, a mam jeszcze poważniejszy powód – pewien miły mężczyzna zaprosił mnie, bym z nim spędziła Nowy Rok i już się zgodziłam.

Do tego syn mnie uprzedził, że ma dziewczynę i chce spędzić Nowy Rok z nią u nas w domu.

Wszystko byłoby cudownie: ja wychodzę z domu, do syna przychodzi dziewczyna, ale teraz córka wszystko psuje, bo nie ma z kim zostawić dzieci.

– Ja spędzam Nowy Rok u przyjaciół – mówię.

– To Michał będzie w domu, położysz dzieci spać, on przypilnuje, a rano wrócisz, one nawet nic nie zauważą – nie ustępuje córka, która nie chce zmieniać swoich planów i wymyśla różne kombinacje.

– Mario, już ci powiedziałam, tym razem nie zostanę z dziećmi, wybacz.

– I co ja mam z nimi teraz zrobić? – pyta zdezorientowana córka.

– Zawieź je do swojej teściowej.

– To 60 kilometrów.

– To poproś, żeby to ona przyjechała do was i posiedziała z dziećmi, przecież jest taką samą babcią jak ja.

– Powiedz lepiej, mamo, że wnuki cię nie obchodzą. Tak jak ja zresztą. Dbasz tylko o Michała, który wciąż siedzi ci na karku.

Córka wyszła ode mnie bardzo obrażona, nie dzwoni, nie odbiera telefonów. A ja naprawdę nie rozumiem, co zrobiłam nie tak. Na co ona się obraziła? Czy naprawdę dobra babcia zrezygnowałaby ze swoich planów dla wnuków? Jak myślicie?