Teściowa przez 3 lata siedziała w domu, robiła wszystko dla córki. Rano wstawała i biegła do niej, a dopiero późnym wieczorem wracała do siebie. A niedawno zadzwoniłam do niej, mówiąc, że chcę z nią porozmawiać. Ale teściowa mi odmówiła. A wczoraj mąż przyszedł bardzo przygnębiony i powiedział, że mama jedzie nad morze
Rozumiem, że jestem dla teściowej obcą osobą. Po prostu żoną jej syna. Ale nie mogę pojąć, jak można robić różnicę między własnymi wnukami. Czy może być ktoś bliższy, a ktoś mniej ważny?
Szczerze mówiąc, jestem oburzona do głębi duszy. Po prostu brak mi słów. Nie mogę zrozumieć, jak w ogóle można tak postępować wobec własnych wnuków?
Ale teściowa spokojnie odpowiada, że nasze dzieci to nasz problem, a ona ma dość własnych kłopotów.
Moja teściowa przeszła na emeryturę, gdy jej córka urodziła bliźnięta. Pomagała córce we wszystkim od pierwszych dni, siedziała z dziećmi do trzeciego roku ich życia. Gdy tylko wnuki poszły do przedszkola, teściowa natychmiast poszła do pracy. A gdzie? Poszła wychowywać cudze dzieci. Pracuje jako niania. Jej znajoma załatwiła jej posadę w bogatej rodzinie. Spędza z obcymi dziećmi cały dzień, pięć dni w tygodniu, poza sobotami i niedzielami, oczywiście.
Tak, dobrze jej za to płacą, a ona wyrobiła sobie dobrą opinię, bo dobrze radzi sobie z dziećmi, w końcu jest byłym pedagogiem z ogromnym stażem. Ale wychowuje – powtórzę – cudze dzieci.
W maju, razem z mężem, poprosiliśmy teściową o pomoc z naszymi dziećmi. W lipcu wracam do pracy, młodszy syn ma pójść do przedszkola, ale to dopiero od września, a starszy syn będzie miał wakacje po ukończeniu pierwszej klasy.
Potrzebna nam opieka nad dziećmi. Ale teściowa od razu odmówiła. Powiedziała, że musi pracować, bo też potrzebuje pieniędzy, a nie tylko marnej emerytury.
Stwierdziła, że nasze dzieci to nie jej problem i poradziła nam znaleźć dobrą nianię.
A my z mężem nie rozumiemy, po co mamy zatrudniać obcą osobę do opieki nad dziećmi za pieniądze, skoro jest rodzona babcia?
Moi rodzice nie mogą zająć się naszymi dziećmi. Jeszcze nie są na emeryturze, mieszkają w innym mieście, bardzo daleko od nas. Mama powiedziała, że w czerwcu może przyjechać do nas i pomóc z dziećmi, bo ma wtedy urlop. Ale to tylko 14 dni, nie będę mogła wrócić do pracy. Zostaniemy bez dodatkowego dochodu, bo nawet jeśli uda się znaleźć dobrą nianię, to musiałabym oddawać jej całą swoją pensję.
A niedawno teściowa pochwaliła się mężowi, że w lipcu z obcymi dziećmi i ich rodzicami jedzie na dwa miesiące nad morze. Będzie tam całodobowo im służyć, żeby rodzice mogli swobodnie wypoczywać. Potem zostawią ją samą na dwa tygodnie nad morzem i wszystko opłacą.
Ale ja w ogóle nie rozumiem swojej teściowej. Okazuje się, że pieniądze są dla niej ważniejsze niż własne wnuki, dzieci jej syna? Przecież z dziećmi swojej córki siedziała całe trzy lata.
