„Nowa żona zrzuciła na mojego syna swoje dzieci, a jego własne są jej niepotrzebne” – żali się teściowa
– Syn zadzwonił i mówi: „Mamo, mam do ciebie prośbę!” – opowiada sześćdziesięcioletnia Anna Kowalska. – Pomyślałam, że to miłe, że dzwoni z prośbą, bo już zaczynałam myśleć, że zapomniał o moim istnieniu. Ale nie, on dalej: „Mamo, musisz zostać z dziećmi, bo Monika znalazła pracę, ale niestety musi wyjeżdżać na dwa miesiące w ramach zmiany, potem wraca na kolejne dwa miesiące do domu…”
Monika to była żona syna Anny, Marcina. Rozwiedli się dwa lata temu. Po rozwodzie dwie córki – siedmiolatka i trzylatka – zostały z Moniką. Druga ciąża była ponoć nieplanowana, a Marcin nie był jej zwolennikiem, jednak Monika uparła się i urodziła. Wkrótce po narodzinach drugiego dziecka ich związek zaczął się rozpadać, co zakończyło się rozwodem.
Monika zawsze podobała się Annie. Była spokojna, rodzinna, dobra matka. Anna zmartwiła się, gdy dowiedziała się o rozwodzie. Z Moniką łatwo było się dogadać, a dzieci były dla niej zawsze na pierwszym miejscu.
– „Pani Anno, proszę przychodzić do nas po prostu w odwiedziny” – mówiła Monika. – „Pobawi się pani z wnuczkami, porozmawia, ale z pomocą radzę sobie sama.”
Mimo to zdarzały się sytuacje, kiedy Monika musiała poprosić Annę o pomoc. Anna nigdy nie odmawiała, a Monika zawsze była wdzięczna.
– Nawet po rozwodzie Monika dzwoni z życzeniami na święta, pyta o moje zdrowie. A mój własny syn? Rzadko kiedy się odezwie… – mówi Anna z goryczą.
Anna miała cichą nadzieję, że Marcin wróci do Moniki, ale rok temu w jego życiu pojawiła się inna kobieta – Paulina. Paulina również miała dwie córki, dziesięcioletnią i ośmioletnią. Marcin szybko związał się z Pauliną i teraz mieszkają razem w jej mieszkaniu.
– „Swoje dzieci zostawił, a cudze przygarnął” – wzdycha Anna.
Monika i Marcin sprzedali swoje mieszkanie kupione na kredyt, podzielili pieniądze i uregulowali długi. Marcin płaci alimenty na córki i do niedawna jeszcze wspierał finansowo Monikę. Teraz, gdy najmłodsza córka podrosła, Monika zaczęła szukać pracy. Chce zapewnić sobie i dzieciom stabilność finansową, aby w przyszłości wziąć kredyt na małe mieszkanie. Obecnie mieszka z dziećmi w wynajętym lokum, które może w każdej chwili stracić.
Praca na miejscu za małe pieniądze nie wystarczy na zrealizowanie planów. Monika znalazła więc pracę na zmianach, która pozwoli jej oszczędzić na własne mieszkanie. Wyjazdy będą trudne, ale to jedyna szansa na wyjście z sytuacji.
Oczywiście, dzieci mają ojca. Monika poinformowała Marcina, że od przyszłego miesiąca wyjeżdża do pracy, a córki zostaną z nim. Marcin zaczął szukać wyjścia i zadzwonił do matki.
– Powiedziałam mu: „A co ja mam z tym wspólnego? To twoje dzieci. Masz żonę, niech ona się nimi zajmie!” – opowiada Anna.
Anna nie chce brać na siebie całkowitej odpowiedzialności za wnuczki. Może pomóc od czasu do czasu, zaopiekować się nimi przez dzień czy dwa, ale dwumiesięczna opieka to dla niej za dużo. Jest już starsza, musi zadbać o swoje zdrowie i ma swoje życie.
Paulina, nowa partnerka Marcina, kategorycznie odmówiła opieki nad jego dziećmi.
– „Cudze dzieci mnie nie interesują!” – oświadczyła stanowczo.
Paulina pracuje zdalnie, a jej własne córki są już na tyle duże, że potrafią zająć się sobą. Opieka nad trzylatką to jednak zupełnie inna sprawa. Dziewczynka wymaga stałej uwagi, zabawy, karmienia, a Paulina nie zamierza przejmować takiej odpowiedzialności.
– „Ale się ustawiła!” – irytuje się Anna. – „Swoje dzieci zwaliła na mojego syna, a jego córki są jej niepotrzebne? Nie, moja droga, tak to nie działa. Jeśli wprowadziłaś swoje dzieci do jego życia, to teraz musisz zaakceptować również jego dzieci!”
A wy co myślicie? Czy Paulina ma obowiązek zajmować się dziećmi Marcina, skoro wprowadziła do związku swoje własne? Czy jednak ma prawo odmówić, bo nie są to jej dzieci?
