– Twoje córki to twoje dzieci, a mój syn to Nikodem! – szczerze powiedziałem żonie
Michał i Weronika byli małżeństwem od dwóch lat. Weronika miała dwie córki z poprzedniego związku, a Michał dzieci nie miał. Przez 30 lat żył jako singiel, koncentrując się na pracy i nie zakładając rodziny.
Pewnego dnia, podczas badań lekarskich, Michał poznał Weronikę, która pracowała jako pielęgniarka. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Po spotkaniu regularnie czekał na nią po pracy, by odprowadzić ją do domu i wręczyć kwiaty.
- Michał, to bardzo miłe, ale nie sądzę, że do siebie pasujemy – mówiła z niepewnością Weronika. – Mam dwie córki, a ty dzieci nie masz. To nie jest równa sytuacja.
- I co z tego, Weroniko? Dzieci to nie problem – odpowiedział Michał, myśląc, że dzieci to wyłącznie radość, nie rozumiejąc jeszcze, że wychowanie to wielka odpowiedzialność. – Bądź ze mną, a ja zaopiekuję się wami wszystkimi! Mam dobrą pensję, a twoje córki potraktuję jak własne.
Weronika wiedziała, że Michał mówi to, bo jest zakochany i nie zdaje sobie sprawy, jak trudne bywa wychowywanie dzieci. Obawiała się, że ich relacja stanie się poważniejsza, a jeszcze bardziej bała się, jak córki zareagują na nowego partnera.
Mimo obaw, związek Weroniki i Michała się rozwijał. Michał poznał jej córki, Anię i Tosię, które miały wówczas 4 i 6 lat. Dziewczynki szybko go polubiły – był zabawny i zawsze przynosił im prezenty. Każde jego przyjście było dla nich świętem.
- Mamo, wujek Michał przyszedł! – krzyczały z radością, gdy tylko usłyszały kroki w przedpokoju.
Po dwóch latach znajomości Michał oświadczył się Weronice, a ona przyjęła jego propozycję. Wzięli skromny ślub, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczyli na remont trzypokojowego mieszkania Michała, które odziedziczył po rodzicach.
- Jeden pokój będzie dla dziewczynek, a drugi przerobimy na pokój dziecięcy. Tam zamieszka nasz syn – powiedział Michał z przekonaniem.
- Syn? Skąd wiesz, że będziemy mieli syna? – zaśmiała się Weronika.
- Wiem na pewno! Dziewczynki już mamy, teraz czas na chłopca – odpowiedział z uśmiechem.
I rzeczywiście, po roku urodził się ich syn, Nikodem. Michał był przeszczęśliwy i z dumą pomagał przy noworodku, spędzając z nim każdą wolną chwilę.
Z czasem Michał zaczął coraz bardziej angażować się w wychowanie Nikodema, a coraz mniej uwagi poświęcał Ani i Tosi. Wszystkie prezenty i zabawki przynosił tylko dla syna.
- Kup coś dziewczynkom, dam ci pieniądze – mówił do Weroniki. – Powiedz, że to ode mnie.
- Michał, sam mógłbyś je ucieszyć. Wiesz, jak bardzo potrzebują twojego zainteresowania – próbowała przekonać go Weronika.
- Nie mam na to czasu. Muszę dużo pracować, żeby was wszystkich utrzymać, a Nikodem potrzebuje mnie teraz bardziej – odpowiadał.
Weronika była zmartwiona. Dziewczynki tęskniły za czasami, gdy Michał spędzał z nimi więcej czasu.
- On całkowicie ignoruje dziewczynki – żaliła się matce. – A one tak bardzo się do niego przywiązały.
- Weroniko, co ty się dziwisz? Rodzone dziecko zawsze będzie dla niego ważniejsze – odparła matka.
Przed świętami Weronika zaproponowała podział budżetu na prezenty między wszystkie dzieci:
- Ania marzy o kolekcjonowanej lalce, Tosia o zestawie młodego artysty, a Nikodem dostanie oczywiście kolejną zabawkę samochód – powiedziała.
- Na prezent Nikodema dodaj jeszcze kilka złotych ode mnie – odpowiedział Michał.
- Dlaczego? To nie jest fair wobec dziewczynek – Weronika była zaskoczona.
- Nikodem to mój syn. Mam prawo dać mu więcej – powiedział bez ogródek. – Twoje córki to twoje dzieci, a mój syn to Nikodem!
Weronika nie wiedziała, jak pogodzić różnice w podejściu męża do dzieci. Z jednej strony Michał nie miał pretensji do niej o dziewczynki, z drugiej strony ich syn był dla niego najważniejszy. Dziewczynki nie zauważyły różnic w prezentach, ale Weronika martwiła się, jak to wpłynie na ich rodzinę w przyszłości.
Każda rodzina ma swoje wyzwania, zwłaszcza gdy dzieci nie są biologicznie związane z jednym z rodziców. A wy, znacie podobne historie?
