Moja dobra znajoma zadzwoniła i powiedziała, że już od prawie roku widuje mojego zięcia, który chodzi do sąsiedniej klatki do pewnej wyzywającej blondynki. Wszystko opowiedziałam córce. Kiedy zapytałyśmy zięcia, przyznał się do wszystkiego i powiedział, że chce rozwodu. Ale nie przyszło mi nawet do głowy, że będzie miał czelność razem z wnioskiem o rozwód złożyć pozew o podział majątku, bo przecież mieszkanie dla córki kupiłam ja
Miesiąc temu moja córka zaskoczyła mnie wiadomością, że się rozwodzi. I to po ośmiu latach małżeństwa. Szczerze mówiąc, jestem nawet trochę zadowolona, że ten nierób zniknie z naszego życia. Nigdy nie darzyłam zięcia wielką sympatią.
Problem polega na tym, że on chce wywalczyć w sądzie część mieszkania, które ja i mój mąż kupiliśmy im po ślubie. Jestem w szoku – zięć chce zabrać nasz majątek, do którego nie dołożył ani grosza.
Kiedy urodziła się ich córka, nie mogłam pozwolić, żeby moja wnuczka dorastała w wynajmowanych mieszkaniach, bez odpowiedniego komfortu. Miałam pieniądze, bo przez dziesięć lat pracowałam za granicą w Wielkiej Brytanii. Pewnego dnia po prostu kupiłam im mieszkanie bez wahania.
Córka również dołożyła pewną sumę, którą sama zarobiła. Wychowaliśmy ją na niezależną osobę i zawsze powtarzaliśmy, że nic nie przychodzi za darmo – wszystko trzeba wypracować. Mnie od początku irytowało, że ani jej narzeczony, ani jego rodzina nie przejęli się tym, że to my z mężem kupujemy młodym mieszkanie.
Zięć „pracował” na budowie. Zimą zawsze siedział w domu, a latem też niewiele zarabiał. Jego lenistwo mnie szokowało, ale cóż mogłam zrobić – córka go wybrała.
Roman to typ, który przywykł żyć na gotowym, nie wkładając w to większego wysiłku. Moja Maria nawet na urlopie macierzyńskim dorabiała – pracowała jako tłumaczka, po nocach robiła przekłady, a za zarobione pieniądze kupowała rzeczy do mieszkania. Jednocześnie zajmowała się domem: zawsze było posprzątane, pranie wyprasowane, obiad ugotowany, a z dzieckiem spędzała każdą wolną chwilę. Uważam, że jest dobrą matką i żoną.
A teraz, po ośmiu latach, mój zięć znalazł sobie kochankę i postanowił odejść od rodziny. Dowiedziałam się o tym pierwsza – zadzwoniła do mnie moja znajoma i powiedziała, że widzi go z jakąś blondynką.
Kiedy zapytałyśmy go o to, przyznał się i powiedział, że chce rozwodu. Niech idzie – już dawno uważałam, że nie jest godzien mojej córki. Nie potrafi zarabiać, nie ma pojęcia o wartościach rodzinnych, a jego rodzina wcale nie jest lepsza.
Rozwód – trudno. Ale nie spodziewałam się, że będzie miał jeszcze czelność domagać się podziału majątku. Moje oburzenie nie ma granic. Nie wiem, kto mu to podpowiedział – nowa partnerka, rodzice czy może postanowił się zemścić na mnie za to, że go zdemaskowałam. Nie mam pojęcia, ale widać, że nie myśli nawet o przyszłości własnej córki.
Nie zamierzałam tego znosić. Zadzwoniłam do niego i powiedziałam mu wszystko, co o nim myślę. A on z uśmiechem odpowiedział, że spotkamy się w sądzie. Zrobiło mi się słabo. Jak moja Maria mogła wyjść za tego niegodziwca?!
Co mam teraz zrobić? Nawet nie wiem, jak się w tej sytuacji zachować. Przecież nawet alimentów nie dostaniemy – on nigdy nie pracował legalnie. Moja córka jest zagubiona i załamana – wiadomość o rozwodzie spadła na nią jak grom z jasnego nieba. Minął już miesiąc od chwili, gdy zięć ogłosił swoją decyzję.
Próbuję ją przekonać, że nie może się poddawać, zwłaszcza gdy ma córkę. Skoro jej ojciec jest nieodpowiedzialny i próbuje odebrać jej mieszkanie, matka musi walczyć o przyszłość dziecka. Maria jednak nie ma sił – do końca nie wierzy, że jej mąż jest zdolny do czegoś takiego. A ja jestem pewna, że pójdzie na całość.
Jak mogę pomóc swojej córce? Nie chcę oddać obcej osobie tego, na co ciężko zapracowałam.
