Kiedy mój ukochany przeprowadził się do mnie z córką, traktowałam ją jak własne dziecko, ale kiedy dowiedziałam się o jej planach, aż mną wstrząsnęło

Zacznę od tego, że mam trzypokojowe mieszkanie, które odziedziczyłam (to mieszkanie należy do mojej rodziny od około 70 lat), oraz 15-letniego syna z pierwszego małżeństwa. Mam 36 lat, a niedawno do mnie przeprowadził się mój 39-letni partner, Wiktor. Początkowo mieszkaliśmy we troje, ale Wiktor powiedział, że jego córka, 13-letnia Natalia, nie ma gdzie spać w domu swojej matki. Natalia wprowadziła się do mnie. Dla dziewczynki zwolniłam mój były gabinet. Wyniosłam z niego wszystkie swoje rzeczy, żeby miała własną przestrzeń.

Powiem wprost – Natalia okazała się niełatwą osobą. Już od pierwszego dnia swojego pobytu w moim domu zaczęła stroić fochy i robić awantury. Nie podobało jej się, że szafa w pokoju mojego syna jest większa niż „jej” szafa. Z tego powodu żądała ode mnie nowego pokoju i manipulowała moim synem, mówiąc na przykład:
— Ty mi to mówisz? Jak oddasz mi swój pokój, to wtedy pomyślę, jak ci odpowiedzieć. — Tak, mała manipulantka.

Rzecz w tym, że Wiktor zawsze staje w obronie swojej córki. Mówi, że sam był podobny w jej wieku i ten „charakter” z czasem minie. Pokój to jednak nie jedyne żądanie Natalii. Jest bardzo wybredna w kwestii jedzenia – prawdziwy koneser, nie ma co. Natalia bez problemu może mi powiedzieć:
— Tego nie jem, przygotuj mi coś innego.

A tydzień temu pokazała szczyt swojej bezczelności. Z jej pokoju dochodził okropny zapach. Poprosiłam ją, żeby posprzątała, bo do swojego „prywatnego” pokoju mnie nie wpuszczała.

Okazało się, że w moim własnym domu jestem nikim, a moje zdanie nic nie znaczy. Wtedy naprawdę się zdenerwowałam. Powiedziałam, że jeśli zamierza dalej zachowywać się w tak bezczelny sposób, to może się pakować i wracać do matki; nie zamierzam jej więcej tolerować w swoim domu. W obronie Natalii stanął Wiktor. Jemu też wygarnęłam wszystko, co o tym myślę.

Teraz nie wiem, jak dalej potoczą się nasze relacje. Mam nadzieję, że nie zniszczyłam ich ostatecznie. Chociaż wiecie co? Jeśli on mnie i mojego domu nie szanuje, to niech idzie swoją drogą i to jak najdalej.