Irena bardzo chciała, żeby jej syn się ożenił. Już od pięciu lat odkładała pieniądze na wesele. Michał miał już 37 lat, ale jakoś nie myślał o założeniu rodziny. Rano matka wstawała wcześniej, przygotowywała śniadanie i obiad do pracy dla swojego dorosłego syna. Wieczorem czekała na niego z gotową kolacją. I pewnego dnia wydarzył się cud, na który Irena czekała przez wiele lat – Michał przyprowadził synową do domu. Matka tak się ucieszyła, że aż się popłakała. Ale oni od razu poszli do pokoju Michała i więcej z niego nie wychodzili. Następnego dnia Marta przez cały dzień nie opuszczała pokoju. Dopiero gdy Michał wrócił, zaspana przeszła do łazienki i z powrotem. Kolację, którą przygotowała matka, Michał zabrał do swojego pokoju. Z czasem jednak Irenie zrobiło się wstyd spojrzeć sąsiadom w oczy przez zachowanie swojej synowej

Znam pewną kobietę, której historię chciałabym opowiedzieć. Jej los porusza mnie od wielu lat. Bardzo często synowe narzekają na swoje teściowe, ale bywają też bardzo dobre teściowe, których praca i troska nie są doceniane. Chciałabym przekazać młodym synowym, że istnieje też inna strona medalu, prawda?

Irena bardzo chciała, żeby jej syn jak najszybciej się ożenił. Miała już dość dbania o niego i marzyła, że przejdzie w ręce troskliwej żony, a ona wreszcie odetchnie z ulgą. W końcu syn miał trudny charakter, a matka często musiała wysłuchiwać wielu pretensji.

Michał miał już 37 lat, ale wciąż nie był żonaty, a nawet nie wydawał się zainteresowany założeniem rodziny. Moja przyjaciółka Irena marzyła o wnukach i z każdym rokiem coraz bardziej martwiła się, że syn nie ma narzeczonej. Ciągle jeździł za granicę do pracy, zmieniał ją bez końca, a pieniędzy, jak nie było, tak nie ma. W kieszeni nigdy się nie trzymały.

Rano matka wstawała wcześniej, przygotowywała śniadanie i obiad do pracy dla swojego dorosłego syna. Wieczorem czekała na niego z gotową kolacją.

Dobrze, jeśli Michał wracał punktualnie, wtedy kładł się cicho na kanapie i spokojnie oglądał telewizję. Ale jeśli wracał po alkoholu, chodził po domu i pół nocy opowiadał matce o niesprawiedliwości życia, że znajomi mają rodziny i pieniądze, a on nadal mieszka z matką. „Kto by chciał mieszkać ze starą kobietą?” – mawiał.

Pewnego dnia stał się cud, na który Irena czekała wiele lat – syn przyszedł z dziewczyną. Irena tak się ucieszyła, że początkowo nie zauważyła, że dziewczyna była niezbyt grzeczna i dobrze wychowana.

Szybko przeszli do pokoju Michała i włączyli telewizor. Rano, jak zwykle, Irena przygotowała synowi jedzenie i pożegnała go do pracy.

– Jak ona ma na imię? – zapytała w drzwiach.
– Marta. I nie obrażaj jej, słyszysz – burknął Michał, wychodząc.

Marta cały dzień nie wychodziła z pokoju. Dopiero po powrocie Michała, zaspana, przeszła do łazienki i wróciła z powrotem. Kolację Michał zabrał do swojego pokoju.

Tak minął tydzień. Irena bez syna nie śmiała niepokoić dziewczyny, która nawet nie pomyślała, żeby wyjść z pokoju.

Weekend minął burzliwie. Michał i Marta oglądali telewizję, jedli w pokoju jedzenie przygotowane przez matkę, a potem zaczęli głośno się kłócić.

– Dopiero tydzień razem mieszkają, a już skandal, co będzie dalej? – szeptała do siebie Irena.

Pewnego dnia, po kolejnej kłótni, Marta trzasnęła drzwiami i wyszła. Michał został na kanapie. Irena odetchnęła z ulgą.

Ale Michał poleżał na kanapie kilka wieczorów, potem kupił bukiet, pudełko czekoladek, zamówił taksówkę i przywiózł Martę z powrotem. I tak przez kilka miesięcy scenariusz się nie zmieniał.

Pewnego dnia Marta ogłosiła, że spodziewa się dziecka. Michał był bardzo szczęśliwy. A resztę przygotowań do przyjścia dziecka – łóżeczko, pieluchy, wózek – zorganizowała Irena. Marta trafiła do szpitala, by rodzić, a w domu dla dziecka nie było nic. Irena wzięła swoje oszczędności i kupiła wszystko, co potrzebne dla dziecka i matki.

W końcu Michał i Marta wzięli ślub i zarejestrowali syna. Marta nie chciała karmić piersią, bo w nocy wolała spać, więc zaczęła podawać mieszankę. A Irena, słysząc płacz dziecka, od razu biegła je nakarmić. Kiedy Marta pokłóciła się z Michałem, potrafiła wyjść z domu na cały dzień, a potem wracała i krzyczała:
– Wpuśćcie mnie, ja tu mieszkam, jestem legalną żoną!

Michał pokrzyczał, aż słyszeli to wszyscy sąsiedzi, a potem ją wpuszczał. Znów był spokój. Teraz Irena nie tylko zajmowała się dorosłym synem, ale także wnukiem, a dodatkowo musiała znosić pretensje synowej. Sąsiadom wstyd było pokazać się na oczy, ale już się do tego przyzwyczaili.

Irena teraz myśli: „Dlaczego tak chciałam, żeby syn się ożenił?”. Ale gdy patrzy na bezzębny uśmiech wnuczka, sama smutno się uśmiecha. Taki to jej los, nieszczęśliwy, ale chociaż malutkie dziecko daje radość i dzięki niemu chce się żyć.