Pracując w ogrodzie, niespodziewanie zauważyliśmy błyszczący przedmiot przy płocie
Mieszkamy z żoną na wsi od wielu lat. Przeprowadziliśmy się tutaj, gdy nasz jedyny syn się ożenił, a my oddaliśmy mu nasze mieszkanie w mieście. Tu mamy własny dom i niewielkie podwórko.
Ogródek warzywny jest przy domu, wszystko jak u porządnych gospodarzy. Na wiosnę, kiedy śnieg topnieje, a pierwsze ciepłe promienie słońca budzą przyrodę do życia, z żoną zwykle bierzemy się za gruntowne porządki na podwórku, czyli wielkie sprzątanie.
W tym roku zrobiliśmy to samo. Kiedy nadeszły ciepłe wiosenne dni, zabraliśmy się do pracy. Nasz ogródek nie jest zbyt duży, więc można go uporządkować w kilka godzin. Żona zwykle zajmuje się sprzątaniem bliżej domu, a ja pracuję przy płocie.
Wzdłuż naszego ogrodzenia biegnie wąska ścieżka. Jest tak wąska, że trudno tam przejechać rowerem – można nią jedynie przejść pieszo. Zwykle chodzą tamtędy dzieci, bo ta droga znacznie skraca im dojście do szkoły. I właśnie, gdy sprzątałem w pobliżu tej ścieżki, zauważyłem, że coś błyszczy w słońcu przy płocie.
Podniosłem ten przedmiot, ale trudno było mi dokładnie zobaczyć, co to jest, bo był brudny. Schowałem go do kieszeni i postanowiłem, że w domu go umyję i dowiem się, co to takiego.
Oczywiście w domu zapomniałem o swoim znalezisku i przypomniałem sobie o nim dopiero rano, gdy ubierałem tę samą kurtkę, w której pracowałem dzień wcześniej. Włożyłem rękę do kieszeni i przypomniałem sobie, że znalazłem coś w ogrodzie.
Po umyciu brudu z tego przedmiotu zobaczyłem, że to pierścionek. Na jego wewnętrznej stronie była próba, co oznaczało, że pierścionek jest z prawdziwego złota, a nie zwykłą biżuterią.
Może nie zdecydowałbym się na poszukiwanie właścicielki, ale na pierścionku był napis „Amelia”.
To właśnie on sprawił, że postanowiłem odnaleźć Amelię, która zgubiła ten pierścionek. Myślę, że jest dla niej bardzo cenny i będzie jej miło, gdy go odzyska.
