Kupuję mamie prezenty, a ona przekazuje je siostrze
– Patrz, jaki piękny! – chwali się moja starsza siostra kuzynce podczas rodzinnego spotkania, które zgromadziło nas wszystkich. – Mama mi podarowała, drogi i elegancki!
Chodziło o bransoletkę zdrowotną, którą podarowałam mamie na Dzień Kobiet. Wybierałam ją z miłością – mama jest już w podeszłym wieku, ma problemy zdrowotne: ciśnienie, kiepski sen. A ten gadżet mierzy kroki, puls i poziom tlenu we krwi. Siostra się chwali, a ja kipię ze złości.
– Nie wstyd ci? – pytam cicho. – Znowu wyłudziłaś prezent od mamy?
– Sama mi dała, co miałam zrobić?
Oczywiście, „sama mi dała” – znam to już zbyt dobrze. Siostra przychodzi do mamy, widzi prezent i zaczyna swoje:
– Ach, jakie to piękne, ja bym chciała coś takiego… Ale nas nie stać, nigdy bym sobie na to nie pozwoliła.
– Nie denerwuj się – uspokaja mnie mama. – Przecież wiesz, że Nadii nie stać. Młoda jest, chciała sobie coś sprawić.
Mogłabym to zrozumieć, gdyby to był pierwszy raz. Ale siostra już wcześniej dostała od mamy „w prezencie” nową wielofunkcyjną kuchenkę, perfumy, kurtkę, którą ja kiedyś kupiłam, ale była za duża, więc oddałam mamie.
– Mamo, – mówiłam sześć lat temu – te buty kupiłam na czas ciąży. Są bez obcasów, nie ślizgają się, ale już ich więcej nosić nie będę. Weź je, są wygodne na zimowe spacery.
– Chętnie wezmę – zgodziła się mama. – Idealne na zimę, moje już ledwo się trzymają.
Tydzień później widzę, że w tych butach spaceruje Nadia.
– Ona nie miała żadnych porządnych butów – westchnęła mama. – Zobaczyła je i aż się popłakała. Wiesz, mają kredyt hipoteczny…
Tak, wiem, że mają kredyt. I dziecko. Ale wzięli trzypokojowe mieszkanie, bo „czemu się ograniczać”. Jasne, miałam szczęście, że mąż miał własne mieszkanie, ale Nadia mogła być skromniejsza.
Mama przeszła na wcześniejszą emeryturę, bo pogorszyło się jej zdrowie. Wtedy ja i Nadia byłyśmy na urlopach macierzyńskich. Dzieci w tym samym wieku, obie w podobnej sytuacji. Ale to my zaczęliśmy pomagać mamie finansowo – emerytura była niska, a leki drogie.
– Mamo, – powiedziałam pewnego dnia – w twojej lodówce hula wiatr. Żadnego mięsa, żadnych owoców. Przecież daliśmy ci tydzień temu pieniądze!
– Nadia nie miała na ratę kredytu – spuściła wzrok mama. – Pożyczyłam jej, odda. Nie mogłam patrzeć, jak jej rodzina głoduje. Gdybyś ty była w takiej sytuacji, też bym ci pomogła.
Próbowałam wozić mamie zakupy, ale one też kończyły u Nadii. Wnuczek jest głodny, Nadia płakała… Potem zaczęłam kupować mamie ubrania – jedynie szlafroki i nocne koszule pozostawały u niej.
– Mama mi oddała buty, bo ją obcierały – usprawiedliwiała się Nadia. – Sama tak powiedziała.
– Oczywiście, że tak powiedziała, – odpowiedziałam. – Co miała zrobić, skoro grasz biedną i pokrzywdzoną? Nie wstyd ci? Ty i twój mąż zamawiacie sushi, a na czwarte urodziny syna urządziliście przyjęcie w restauracji, a od mamy wyciągasz wszystko bez wahania!
W końcu wymyśliłam, jak pomagać mamie. Kupujemy jej leki, opłacamy rachunki i staram się dawać jej sprzęty medyczne. Ale elektroniczny termometr trafił do Nadii, bo jej dziecko było chore. Ciśnieniomierz też – bo szwagrowi się pogorszyło. A teraz zdrowotna bransoletka też zniknęła.
– Mogę choć w ten sposób pomóc córce, która potrzebuje wsparcia – mówi mama. – Jestem ci bardzo wdzięczna, ale ty masz dobre życie, a Nadia nie ma.
– I ty też „nie masz”! – prawie krzyknęłam. – W rzeczywistości to ja pomagam Nadii, bo to ja ci kupuję te rzeczy, które ona ci zabiera! Ona tobą manipuluje. Wcale nie żyje tak źle – w zeszłym roku pojechali całą rodziną nad morze. Chyba nie robi się tego, gdy nie ma się pieniędzy?
– To mnie nie wspieraj, – machnęła ręką mama. – Ja przecież nie wymagam.
Co robić? Dalej wspierać mamę, wiedząc, że Nadia wszystko zabierze? Czy ograniczyć się do opłacania leków i rachunków? Przecież chcę, by moja mama żyła lepiej…
