„Nie jesteś gościnna!” – oskarżenie córki, które mnie zaskoczyło
Goście zawsze byli częścią naszego domu, bo z natury jestem bardzo gościnną osobą. Myślę, że odziedziczyłam to po mojej mamie.
Kiedy byłam dzieckiem, mama często zapraszała znajomych. Zawsze przygotowywała piękny stół, rozkładała swój ulubiony obrus i serwis, a gości częstowała domowymi specjałami. Jeśli ktoś chciał zostać na noc, oddawała własną sypialnię, a sama spała na rozkładanym łóżku w kuchni. To samo staram się robić teraz w moim domu.
Mam dwoje dzieci – 24-letnią córkę Karolinę z pierwszego małżeństwa i 11-letniego syna Kamila z obecnego związku. Mój mąż często wyjeżdża w delegacje, więc zazwyczaj z Kamilem jesteśmy sami.
Niedawno odwiedziła mnie Karolina z mężem. Miała zostać na dwa tygodnie, ale zamiast rodzinnej atmosfery mieliśmy konflikt, który mnie zaskoczył. Karolina oskarżyła mnie o brak gościnności.
Na ich przyjazd przygotowaliśmy się z Kamilem jak najlepiej – posprzątaliśmy, ugotowaliśmy ulubione potrawy, a pierwszy dzień w całości poświęciliśmy gościom. Wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku, ale potem zaczęły się dni powszednie. Musiałam wracać do pracy, a Kamil do szkoły. Karolina i jej mąż spali do południa i narzekali, że ich budzimy, krzątając się po domu.
Wieczorami, gdy wracałam, ich często nie było w domu. Nie wracali też na kolację. Po kilku dniach zauważyłam, że lodówka jest pusta, więc postanowiłam poprosić córkę o pomoc.
– Mogłabyś pójść do sklepu? Skończyło się jedzenie, a ja dziś wrócę późno. Żebyście mieli coś na obiad – zapytałam.
Córka nie tylko odmówiła, ale też nie dała znać, że nie zamierza iść. Gdy syn wrócił ze szkoły, nadal nie było jedzenia, a Karolina odpisała mi przez telefon:
– Jemy w restauracji. W ogóle, proszenie gości o takie rzeczy jest nietaktowne.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Zamówiłam dostawę zakupów przez internet, a Karolinę poprosiłam, żeby poczekała na kuriera. W odpowiedzi usłyszałam:
– Nie będę czekać, mam swoje sprawy!
To już mnie przerosło. Powiedziałam Karolinie, że mój dom to nie hotel, a takie zachowanie jest zwyczajnie nie na miejscu. W odpowiedzi usłyszałam, że nie jestem gościnna. To mnie zabolało. Zawsze starałam się być dobrą matką i wspierać swoje dzieci.
Nigdy nie wyobrażałam sobie, że przyjmowanie córki może tak wyglądać. Sama, będąc w gościnie, zawsze staram się pomóc gospodarzom. A tutaj, w moim własnym domu, poczułam się jak ktoś, kto przeszkadza.
Nie wiem, jak podejść do tej sytuacji. Czy powinnam była postąpić inaczej? A może Karolina powinna zrozumieć, że gościnność to nie tylko przywilej, ale także wzajemny szacunek? Dla mnie rodzina zawsze była priorytetem, ale czy to oznacza, że mam rezygnować z własnego komfortu i potrzeb?
Chciałabym usłyszeć Waszą opinię. Jak radzicie sobie w podobnych sytuacjach?
