Po tygodniu od naszego poznania zamieszkaliśmy razem. Dziecko przyjąłem jak swoje. Nigdy później nie wspominałem, że syn nie jest mój biologiczny. Widziałem, jak bardzo cieszy się z tego moja ukochana żona, co przynosiło mi jeszcze większą satysfakcję. Jednak tydzień temu zmieniłem zdanie! No proszę! To ja wychowałem takiego człowieka!
Jestem żonaty pierwszy i ostatni raz. Moja żona to najlepsza kobieta na świecie. Po poznaniu jej inni dla mnie po prostu przestali istnieć. Jest doskonała we wszystkim: w charakterze, w duszy, i zewnętrznie.
Kiedy się poznaliśmy, była po rozwodzie. Z pierwszego małżeństwa miała dziecko. Maluch miał wtedy półtora roku. Od razu go pokochałem. Miał oczy o głębokim niebieskim kolorze, od których nie można było oderwać wzroku. Można było się w nich jedynie zatopić. Były to oczy jego mamy, które tak bardzo kocham.
Po tygodniu od naszego poznania zamieszkaliśmy razem. Dziecko przyjąłem jak swoje. Nigdy później nie wspominałem, że syn nie jest mój biologiczny. Widziałem, jak bardzo cieszy się z tego moja ukochana żona, co przynosiło mi jeszcze większą satysfakcję. W końcu sprawiałem radość bliskiej osobie. A co może być ważniejsze w życiu?
Wkrótce wzięliśmy ślub, a ja adoptowałem małego. Od tego momentu miałem rodzinę, która stała się sensem mojego życia.
W tym roku z żoną obchodziliśmy osiemnastolecie naszego małżeństwa. Zorganizowaliśmy skromne przyjęcie, ale odbyło się w restauracji. Chcieliśmy odpocząć i cieszyć się mnóstwem pozytywnych emocji, czego nie da się osiągnąć w kuchni. Na szczęście teraz możemy pozwolić sobie na taki luksus.
Za miesiąc mój syn skończy dwadzieścia lat. Bardzo urósł i stał się wysokim chłopakiem. Nie powiem, że wszystko w nim mnie zadowala, ale wiem, że to chwilowe, więc nie warto zwracać na to większej uwagi. Syn postanowił również świętować swoje urodziny, ale dwa razy: raz z rodziną, a drugi raz z przyjaciółmi.
Rozumiem, że emocje kipią i chciałby dużo, ale wszystko ma swoje granice, których nie należy przekraczać. Gdyby sam zarabiał pieniądze, to proszę bardzo, ale ponieważ wszystko finansujemy my, nie ma mowy o podwójnym świętowaniu. Dziecko jest bliskie, ale wydatki muszą być rozsądne. Dlatego wyjaśniłem mu wszystko i zaproponowałem wspólne przyjęcie w gronie najbliższej rodziny i najlepszych przyjaciół.
Na to jednak zareagował w sposób, którego nawet sobie nie wyobrażałem. Usłyszałem lawinę oskarżeń, że jestem dla niego zupełnie obcy i że zupełnie go nie obchodzę. Na końcu jego monologu w moją stronę poleciał nowy telefon, który dostał od nas na Nowy Rok.
No proszę! To ja wychowałem takiego człowieka! A przecież traktowałem go jak najbliższą osobę! Za co te słowa i takie zachowanie?! Czyżby w wieku dwudziestu lat nie miał świadomości, co jest dobre, a co złe?! Czy moje wychowanie okazało się całkowitą porażką?
Od tygodnia ze mną nie rozmawia i całkowicie mnie ignoruje. Zbliża się czas świętowania. Nie wiem, czy powinienem z nim porozmawiać pierwszy, czy poczekać, aż zrobi pierwszy krok. Co robić?
