– Anno, to ty? Nie poznałam cię! Jak się masz? Kiedy przyjechałaś? Na długo? – zapytała mnie sąsiadka, z którą dawno się nie widziałam. – Jeszcze nie wiem – rozłożyłam ręce. – Słyszałam, jaka masz sytuację. Nie każda by sobie z tym poradziła – powiedziała sąsiadka, nie przestając mi się przyglądać. A ja rozumiałam dlaczego – wyglądam jak staruszka. Mam tylko 65 lat, ale wyglądam na dużo starszą. Jak to mówią, bardzo się postarzałam i ludzie mnie nie rozpoznają

Ostatnio wiele osób mówi mi, że wyglądam na wyczerpaną i znacznie starszą. Nic dziwnego – z takim życiem i warunkami pracy, jakie miałam, trudno uwierzyć, że kiedyś byłam młoda. Przez ponad 20 lat ciężko pracowałam za granicą.

A teraz wróciłam do domu, żeby opiekować się mężem. Jego stan jest trudny – po chorobie nie może nawet wstać z łóżka.

Czuję, że los jest wobec mnie niesprawiedliwy. Całe życie spędziłam z mężem, który pił, nie pracował, a moim głównym zadaniem było utrzymanie rodziny. Możecie sobie tylko wyobrazić, jak ciężko mi było.

Dwie córki wychowałam sama, pracując na kilku etatach, starając się zapewnić im wszystko, co najlepsze. Dziewczynki dorosły, a ja dla nich wyjechałam na zarobek za granicę.

Kupiłam im mieszkania, umeblowałam je, pomogłam z remontami, żeby żyły w dostatku. O sobie nigdy nie myślałam.

Dorastałam w wielodzietnej rodzinie, później wyszłam za mąż za człowieka, który nie widział świata poza alkoholem. Później wyjechałam do Portugalii, gdzie również brakowało mi czasu dla siebie. I tak dotarłam do 65 roku życia, nigdy nie ucząc się dbać o siebie. To wszystko odcisnęło piętno na moim wyglądzie.

Z mężem się nie rozwiodłam, ale też nie planowałam z nim mieszkać po powrocie. Kto mógł wiedzieć, że zostanie przykuty do łóżka? Córki odmówiły opieki nad ojcem.

Kiedy byłam jeszcze w Portugalii, ciągle do mnie dzwoniły, prosząc, żebym wróciła, bo ojciec zachorował i mnie potrzebują.

Obiecałam, że wrócę. I oto wróciłam. A teraz wszystkie problemy spadły na mnie. Mąż jest leżący, nie porusza się, więc wszystko jest na mojej głowie. Do tego prace domowe. Wszystkie obowiązki i troski o dom – znowu jestem sama, bo dzieci są ciągle zajęte.

Moje córki mają swoje rodziny, swoje sprawy. Kiedy wróciłam, zobaczyłam, że nawet nie spieszą mi z pomocą. Nigdy nie pytają, jak się czuję. Ale o ojca się martwią – dzwonią codziennie i pytają o niego.

Wydaje się to normalne, ale jest mi przykro. Całe życie troszczyłam się o nie, pomagałam, wspierałam, a teraz, kiedy na starość potrzebuję pomocy, wydaje się, że tego nie zauważają.

Pewnego weekendu zadzwoniła do mnie siostra. Zaprosiła mnie na swoje urodziny. Przez te lata nie widywałyśmy się często, bo byłam daleko, ale zawsze była moim oparciem, mimo że sama miała swoje problemy. Od razu zauważyła, że wyglądam na zmęczoną i przygnębioną.

– Anno, jak się czujesz? – zapytała, gdy zaczęłyśmy rozmawiać.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Nie miałam siły udawać, że wszystko jest w porządku. Postanowiłam powiedzieć prawdę:

– Gdyby nie ten mężczyzna, byłabym szczęśliwa. Ale z nim i z moimi córkami… nie wiem, co dalej. Jest mi ciężko, siostro.

Moja siostra zawsze była większą optymistką. Wygląda na dużo młodszą niż jest, chociaż dzieli nas tylko dwa lata. Często, gdy stałyśmy obok siebie, ludzie myśleli, że jestem jej matką.

Jej życie ułożyło się znacznie łatwiej niż moje. Wyszła za mąż za dobrego człowieka, który zawsze ją wspierał i zapewniał jej byt. W ich małżeństwie było zrozumienie i miłość. Nigdy nie musiała wyjeżdżać za granicę, nie znała ciężkiej fizycznej pracy.

– Anno, znajdź opiekunkę dla męża, a sama wróć do Portugalii. Tylko już tak ciężko nie pracuj, oszczędzaj się – poradziła mi siostra.

– Nie możesz zostawić ojca obcej osobie – ganią mnie córki. Są stanowczo przeciwne, żebym gdziekolwiek wyjeżdżała.

Ale też nie chcą pomagać, a ja mam chwile, kiedy nie wiem, za co się zabrać. Może to rzeczywiście jest mój los, który sobie wybrałam? Może powinnam była postawić siebie na pierwszym miejscu i nie robić tego, czego ode mnie wymagano? Może sama jestem winna, że teraz jest mi tak ciężko?

Często zastanawiam się, czy jestem jedyną kobietą, która na starość czuje się podobnie, że całe życie poświęciła innym, a teraz została sama, ze swoimi problemami i bólem. I chociaż moje córki kochają swojego ojca, mnie wydaje się, że jestem dla nich niewidzialna.

Siostra powiedziała mi coś bardzo ważnego – że muszę zadbać o siebie. I teraz zastanawiam się, czy wrócić do Portugalii, czy zostać przy mężu, jak tego żądają moje dzieci?