Bardzo chcę wrócić do byłej żony: nowa żona mi nie odpowiada

Moja była żona zawsze znajdowała powody do kłótni. Tak, nie byłem ideałem – sama mówiła, że nie jestem „prezentem na święta” czy „barszczem ze śmietaną”. Jednak z czasem nie byłem w stanie znieść jej ciągłych pretensji i narzekania.

Nie było zdrady, po prostu różniliśmy się charakterami. Czasami byłem winny nawet tego, że byłem zmęczony i chciałem spać. Liczyła czas, który spędzałem z naszym synem na nauce, a jeśli zabierałem go na fajne wydarzenia, które i mnie sprawiały radość, robiła niezadowoloną minę. Twierdziła, że tylko się bawimy, podczas gdy ona musi być „głównym wychowawcą”. Dla dziewięcioletniego Dominika starałem się wszystko wytłumaczyć, mówiąc, że nasze rozstanie nie jest jego winą i że zawsze będziemy jego rodzicami.

Pamiętam dzień, w którym się wyprowadziłem. Wydawało mi się wtedy, że to dobra decyzja. Nie rozumieliśmy się z żoną. Wynająłem mieszkanie w tym samym rejonie, by Dominik mógł mnie odwiedzać, kiedy chce. Trzy miesiące później Irena złożyła pozew o rozwód. Przez pewien czas po prostu cieszyłem się ciszą, spokojem i brakiem kłótni.

Minęło pół roku. W tym czasie dowiedziałem się od syna, że mama spotyka się z jakimś mężczyzną. Emocje były mieszane – z jednej strony było mi to obojętne, z drugiej coś mnie uwierało.

Postanowiłem, że i ja powinienem spróbować ułożyć sobie życie. Po kilku krótkotrwałych znajomościach poznałem Annę. Była młodsza, spokojna i nie robiła mi wyrzutów. Związek z nią był jak powiew świeżości. Po pewnym czasie zdecydowałem się na ślub – nie dlatego, że był to dla mnie wyjątkowy moment, ale raczej dlatego, że życie z nią wydawało się proste i wygodne.

Jednak wszystko zmieniło się, gdy dostałem telefon od Ireny. Dominik na treningu hokejowym dostał krążkiem w nos. To był pierwszy raz od dawna, gdy zobaczyłem Irenę na żywo. Wyglądała świetnie, tak jak w czasach, gdy się poznaliśmy. Rozmawialiśmy spokojnie, a mój samochód znów pachniał jej perfumami.

W sprawie nosa Dominika trzeba było podjąć poważną decyzję o operacji przegrody. Spędzałem z Ireną coraz więcej czasu, aż pewnego dnia, odwożąc ich do domu, odruchowo zdjąłem buty, poszedłem do kuchni i zrobiłem sobie herbatę. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że już tam nie mieszkam.

Anna różniła się od Ireny – była spokojna, ale chłodna. Trudno było odczytać, co naprawdę czuje. W domu zawsze panował porządek, jedzenie było gotowe, ale brakowało w niej ciepła i spontaniczności. Nie śmiała się z moich żartów, nie lubiła moich seriali. Mój nowy związek przypominał pokazowe mieszkanie – wszystko wyglądało dobrze, ale brakowało prawdziwego życia.

Zacząłem coraz częściej pisać do Ireny, oczywiście pod pretekstem rozmowy o synu. Tęskniłem za nią – za jej humorem, ironią, wspólnymi chwilami.

Pewnego dnia, gdy odwiedzałem Dominika, spotkałem „tego faceta”, z którym spotykała się Irena. Był ode mnie starszy, niższy, z mięśniami, ale i brzuszkiem. Wściekłość mnie ogarnęła – wychodził z mojego dawnego mieszkania, spał w moim dawnym łóżku.

Zrobiłem Irenie awanturę. Nie chciałem, żeby w domu, w którym mieszka nasz syn, pojawiali się jej partnerzy. Odpowiedziała spokojnie, że mam kupić synowi łóżko w moim mieszkaniu, zanim zacznę ją pouczać. Kłóciliśmy się tak, jakby rozwodu nigdy nie było.

W końcu oboje się uspokoiliśmy. Irena poszła do kuchni, nalała sobie coś do picia. Podszedłem do niej, objąłem ją i pocałowałem w szyję. Nie odepchnęła mnie, ale spojrzała z wyrzutem:
– Co ty robisz? Po co? Wracaj do swojej żony.

Wróciłem do Anny, ale coś we mnie pękło. Miałem żonę, która nie robiła mi wyrzutów, ale czułem, że czegoś mi brakuje. Tęskniłem za Ireną, za jej charakterem, za tym, jak wyglądało nasze życie.

Chciałem wrócić do swojego prawdziwego domu.