Anno, gdzie podziała się twoja mama? Już od piętnastu minut nie mogę jej znaleźć – zapytała teściowa, gdy świętowaliśmy jej urodziny, a wieczór dobiegał końca. Zaczęłam się martwić, bo mama nie zna nikogo na wsi, a do miasta jest daleko, zwłaszcza że autobusy wieczorem kursują rzadko. Razem z mężem zaczęliśmy jej szukać, a po dwóch godzinach sama do mnie zadzwoniła. W jej głosie słychać było smutek

Na początku stycznia mama mojego męża obchodziła swoje urodziny.

Moja teściowa skończyła 60 lat i postanowiła uczcić ten jubileusz w gronie rodziny, przyjaciół i sąsiadów.

Zaprosiła wszystkich do swojego domu na wsi, niedaleko naszego miasteczka, w którym mieszkamy.

Na uroczystości zebrało się ponad dwadzieścia osób. Teściowie przygotowali wspaniały stół dla rodziny, przyjaciół i sąsiadów. Teściowa kupiła mnóstwo produktów, owoców, warzyw, słodyczy – wszystkiego było w nadmiarze. Gotowała długo i starannie.

Mężczyźni smażyli mięso, ryby i grzyby, które wcześniej przygotowała teściowa. Wyszło wspaniałe święto, wszyscy dobrze się bawili i miło rozmawiali.

Pod koniec uroczystości podeszła do mnie mama męża i zapytała, czy nie widziałam swojej mamy, bo od piętnastu minut nie może jej znaleźć i zastanawia się, czy przypadkiem nie pojechała już do domu.

Zaczęłam się rozglądać, chodzić między gośćmi, ale faktycznie mamy nigdzie nie było, więc zaczęłam się niepokoić.

Powiedziałam o tym mężowi, ale Michał tylko się uśmiechnął i stwierdził, że pewnie poszła do sąsiadów, a do miasta na pewno nie wróciła – droga jest daleka, a wieczorem autobusy kursują rzadko, więc podróż byłaby długa i męcząca.

Zaczęłam dzwonić do mamy, ale nie odbierała telefonu. Goście również zaczęli jej szukać, ale nikt nie chciał wsiadać za kierownicę po takiej uroczystości. Nie wiedzieliśmy, co robić.

Po pewnym czasie mama sama do mnie zadzwoniła i oznajmiła, że jedzie autobusem do domu i nie ma potrzeby do niej dzwonić, bo i tak nie jesteśmy jej potrzebni.

Okazało się, że teściowa wstała od stołu i zaczęła dziękować swojemu synowi – mojemu mężowi – za to, że daje im pieniądze, dba o nich, wyremontował dach, a latem opłacił im pobyt w sanatorium, gdzie spędzili dwa tygodnie. Wychwalała swojego syna pod niebiosa.

Mojej mamie zrobiło się przykro, bo uważa, że my jej nie pomagamy. Dlatego bez słowa wstała i wyszła.

Najbardziej zabolała ją sprawa pieniędzy. Czasem prosi mojego męża o jakąś pomoc, ale on nie zawsze ma czas, czasem odmawia i sugeruje, by znalazła fachowca. Mama jednak woli czekać na zięcia, bo nie chce wydawać własnych pieniędzy.

Problem w tym, że rok temu sprzedała działkę i ma oszczędności, więc mogłaby zapłacić komuś za naprawy. Natomiast teściowie robią dla nas wiele – nie pomagają pieniędzmi, ale zawsze przysyłają nam jedzenie ze wsi. Dlatego mój mąż chce im się odwdzięczyć.

Mama mówi, że odkładała pieniądze na starość, żeby nie musieć niczego od nas prosić, bo chce być samodzielna. Ja jednak uważam, że to nie jest do końca w porządku.

Teściowie nam teraz pomagają, więc i my im pomagamy. A moja mama nam w niczym nie pomaga, więc dlaczego my mielibyśmy pomagać jej? Czy to nie jest uczciwe? Za co ma do nas pretensje?