Pierwszą osobą, której poskarżyłam się na mojego męża, była moja mama. Jej reakcja była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Zawsze myślałam, że cokolwiek by się nie stało, mama mnie wesprze. Ale ona oznajmiła mi: – Z czego ty robisz problem? Przecież macie małą córkę! Twój mąż pracuje, zarabia pieniądze dla ciebie i dziecka. Powinnaś go zrozumieć!

Po pięciu latach małżeństwa zdecydowałam się na rozwód. To nie była spontaniczna decyzja, dojrzewałam do niej prawie dwa lata. Wszystko przez to, że mój mąż od dłuższego czasu w ogóle nie poświęca mi uwagi. Wraca z pracy i mnie nie zauważa. Siada przy komputerze i cała jego uwaga tam zostaje. Ale nikt nie popiera mojej decyzji.

Pierwszą osobą, której o tym powiedziałam, była moja mama. Jej reakcja mnie zaszokowała:

– Co ty sobie wymyśliłaś? Z czego robisz problem? Przecież macie małą córkę! Jesteś dorosłą osobą, a zachowujesz się jak nastolatka, która potrzebuje uwagi… To dziecinada! Twój mąż pracuje, zarabia na ciebie i dziecko. Powinnaś go zrozumieć!

I rzeczywiście, mamy już z Romanem po trzydzieści lat. On pracuje od poniedziałku do piątku, wychodzi do biura o wpół do dziewiątej rano i wraca po ósmej wieczorem. Ja cały dzień spędzam w domu z dzieckiem, jestem na urlopie macierzyńskim. Staram się go zrozumieć, ale jego obojętność wobec mnie przekracza wszelkie granice. Dla mnie po pracy nie ma siły, ale na komputer zawsze znajdzie i siły, i czas.

Roman jest pochłonięty komputerem. Po narodzinach córki umówiliśmy się, że będzie grał dopiero wtedy, gdy położymy dziecko spać. Trzeba przyznać, że tej umowy się trzyma. Zajmuje się córką: karmi ją kolacją, kąpie, kładzie do łóżka, czyta bajki i chwilę przy niej siedzi. Ale gdy tylko mała zaśnie, Roman włącza laptopa – i nic więcej się dla niego nie liczy, w tym również ja.

Kilka dni temu wydarzyło się coś, co przelało czarę goryczy. W kuchni pękł kran, woda tryskała, a ja krzyczałam do niego jak szalona, żeby coś z tym zrobił. A on? „Poczekaj chwilę, kończę grę i zaraz przyjdę”. Uważam, że jego obsesja na punkcie gier komputerowych to już przesada. Siedzi przy nich do późnej nocy, kładzie się bardzo późno, a rano ledwo wstaje do pracy.

A weekendy to dla mnie prawdziwy koszmar. Czekam na nie, żebyśmy razem coś zrobili w domu, a zamiast tego widzę znajomy widok – Roman nie może oderwać się od laptopa. Mam już tego dosyć. Pewnej soboty planowałam wyjazd na działkę, żeby posadzić warzywa. Roman przez cały tydzień obiecywał, że pojedziemy, ale gdy nadszedł dzień wyjazdu, nie był w stanie oderwać się od gry.

Wieczorem nie wytrzymałam i zadzwoniłam do teściowej. Powiedziałam jej, że tak dalej być nie może. Ale ona oczywiście stanęła po stronie syna.

– Wiesz co, masz wzorowego męża! – powiedziała. – Nie pije, nie zdradza, zarabia, po pracy biegnie prosto do domu, zajmuje się dzieckiem. Czego ty jeszcze chcesz? Żeby siedział obok ciebie na kanapie i trzymał cię za rękę? Nie chcesz, żeby grał na komputerze? To zainteresuj go sobą, co ja ci mogę poradzić…

Ale ja jestem coraz bliższa podjęcia decyzji – musimy się rozstać, i to jak najszybciej. Znam wiele historii, gdzie mąż zaczynał od gier komputerowych, a kończyło się na tym, że przepuszczał ostatnie pieniądze w kasynie. Nie chcę do tego dopuścić. Jeśli już teraz traktuje mnie jak powietrze, to co będzie dalej?