Zawsze uważałam moje małżeństwo za udane i stabilne. Miałam bardzo dobrego męża, dwóch synów. Podobało mi się moje życie do tego stopnia, że czasami sama sobie zazdrościłam. Tak minęło 25 lat. Pewnego dnia w parku podeszła do mnie młoda kobieta z prośbą o rozmowę. Milczała przez dłuższy czas, było widać, że się denerwuje. A ja w tym czasie przyglądałam się jej z ciekawością. Wyglądała na 30 lat, była ładna. Tego dnia dowiedziałam się, że spotyka się z moim mężem już od roku. Kilka dni później obchodziliśmy w restauracji 25-lecie naszego małżeństwa. Zdecydowałam się na rozmowę

Bardzo zazdroszczę kobietom, które znalazły swoje szczęście w małżeństwie. Zawsze uważałam swoje za udane i stabilne. Wyszłam za mąż młodo, mając 20 lat, za chłopaka z sąsiedniej klatki. Łączyła nas wzajemna miłość i wkrótce wzięliśmy ślub. Niedługo potem na świat przyszedł Michał, a trzy lata później Andrzej.

Żyliśmy dobrze, wesoło, rzadko się kłóciliśmy. Tak bardzo podobało mi się moje życie, że czasem sama sobie zazdrościłam. Minęło 25 lat. Nasi chłopcy dorośli, ożenili się. A my cieszyliśmy się swoim towarzystwem, z niecierpliwością czekając na ukochane wnuki.

Nawet nie zauważyłam, kiedy w nasze rodzinne życie zaczęły wkradać się zmiany. Nie, mój mąż wciąż był dla mnie taki sam, ale postanowił zupełnie odmienić swój wizerunek. Jak sam mówił, chciał się odmłodzić. Zaczął chodzić do salonów piękności, kupować markowe ubrania.

Choć nie mieliśmy dużych pieniędzy, w ostatnich latach udało się nam sporo odłożyć. Dzieci nie potrzebowały już naszej pomocy – mówiły, że wyprowadziliśmy ich na prostą, a teraz możemy trochę pomyśleć o sobie. Nawet same nam pomagały, bo obaj synowie mieli dobre dochody. A kiedy mąż obchodził okrągłą rocznicę urodzin, wzniosł toast:

– Za nowe i barwne życie!

Wtedy nie zwróciłam uwagi na te słowa.

Mąż zaczął wracać późno z pracy, zawsze w doskonałym humorze. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że może chodzić o inną kobietę.

Pewnego dnia w parku podeszła do mnie młoda dziewczyna, prosząc o rozmowę. Nie znałam jej, ale zgodziłam się porozmawiać. Milczała przez chwilę, widać było, że jest zdenerwowana. Przyglądałam się jej z ciekawością. Wyglądała na około 30 lat, była ładna. Cierpliwie czekałam, aż w końcu zamiast słów pojawiły się łzy.

Wkrótce zrozumiałam, że kocha mojego męża i spotyka się z nim od około roku. Ich uczucia były odwzajemnione, ale mój mąż nic mi nie mówił, bo bał się, że będę bardzo cierpieć. Nie byłam przygotowana na jej następną wypowiedź:

– Przeżyła pani z mężem dobre życie, więc proszę pozwolić innym na takie szczęście.

Nie wiedziałam, jak na to zareagować, i wróciłam do domu w milczeniu. Nie powiedziałam mężowi ani słowa. Wyglądał na bardzo szczęśliwego.

Kilka dni później obchodziliśmy 25-lecie naszego małżeństwa w restauracji. Zdecydowałam się na rozmowę, ale od razu poprosiłam męża o prawdę. Przyznał, że bardzo kocha tę dziewczynę, a ze mną jest tylko z wdzięczności za wspólne życie i nasze dzieci.

Nie zrobiłam mu awantury, po prostu pozwoliłam mu odejść.

Z tego, co słyszałam, wciąż są razem. Ale jak długo potrwa ich sielanka, tego nie wiem. Tak właśnie zakończyło się nasze małżeństwo. Ale nie poddaję się. Za dwa miesiące urodzi się wnuczka, będę z radością pomagać synowi.

Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw po 25 latach, ale mąż postanowił zacząć nowe życie.

A ja zostanę babcią. Nie będę szukać nowego mężczyzny, bo nie chcę znowu przeżywać takiego szczęścia, które kończy się porzuceniem jak zużyty przedmiot.