Powiedziałam teściowej wprost, że nie może u nas zostać. Bo na to nie zasłużyła i nie uważam za konieczne udawać

Mój mąż jest środkowym z trzech synów. Nie wiem, może właśnie dlatego, że jego rodzice mieli troje dzieci, nigdy specjalnie nie dbali o mojego męża i nie trzymali się go szczególnie mocno. A może chodzi o mnie. Teściowa od pierwszego spotkania traktowała mnie z góry. Po ślubie zaczęliśmy szukać mieszkania do wynajęcia.

Rodzice męża mieli jednopokojowe mieszkanie po babci. Poprosiliśmy, żebyśmy mogli tam zamieszkać na jakiś czas – oczywiście nie za darmo, ale płacąc, jak zwykli najemcy. Zgoda, wpuścili nas, ale inspekcja w osobie teściowej pojawiała się dosłownie co miesiąc, sprawdzając stan mieszkania. Starałam się jej przypodobać, wszystko lśniło, ale na nic się to nie zdało. Po pół roku kazali nam się wyprowadzić, bo znaleźli bardziej korzystnych najemców. No cóż, spakowaliśmy się i znaleźliśmy inne mieszkanie.

Oboje pracowaliśmy, odkładaliśmy pieniądze i wzięliśmy kredyt hipoteczny. Na początku nie mieliśmy nawet naczyń ani ręczników, a w serwantkach i szafach u teściów aż się roiło od takich rzeczy – ale nikt nam niczego nie zaproponował. Na święta dostawaliśmy tylko suche życzenia przez telefon. Ostatecznie pomagali moi rodzice, przysyłając paczki (mieszkają w innym mieście).

Później dowiedzieliśmy się, że to jednopokojowe mieszkanie, w którym kiedyś mieszkaliśmy, teściowie podarowali najmłodszemu synowi – akurat kończył szkołę. Żeby miał swoje miejsce, bo przecież jest już dorosły. Mężowi było bardzo przykro, ale nic nie powiedział rodzicom. Kontakt stał się jeszcze rzadszy.

W tym czasie zaszłam w ciążę i urodziłam synka. Pomagała mi moja mama, chociaż teściowa mieszka w sąsiedniej dzielnicy. Wnuk w ogóle jej nie interesował – żadnych prezentów, żadnej uwagi, żadnych odwiedzin. Kilka pytań przez telefon i to wszystko.

Było mi przykro, ale pogodziłam się z tym. Od najstarszego syna teściowie mieli dwie wnuczki, więc widocznie na naszego syna nie starczyło już ani miłości, ani sił. Chociaż teściowa nie jest jeszcze starą kobietą, jest nawet młodsza od mojej mamy.

Rozrywałam się między dzieckiem, domem i pracą. W tym czasie męża zwolnili i żyliśmy dosłownie o chlebie i wodzie. Rodzice męża o tym wiedzieli. Teściowa tylko pouczała, że jej nikt nigdy nie pomagał, więc i my powinniśmy sami sobie radzić, nie licząc na niczyje wsparcie. Dobrze, poradziliśmy sobie. Kredyt hipoteczny spłacimy już niedługo. W tym roku syn poszedł do pierwszej klasy, więc jest trochę łatwiej.

Niedawno zjawiła się matka męża, co samo w sobie było wydarzeniem niezwykłym. Siedzi w kuchni i płacze. Okazało się, że teść ma młodą kochankę, wszystkie pieniądze idą do niej, a on zamierza się rozwieść i wyrzucić teściową z mieszkania – bo należy do niego jeszcze sprzed ślubu i ona nie ma do niego żadnych praw.

Najstarszy i najmłodszy syn odmówili przyjęcia matki pod swój dach. Pierwszy mieszka z rodziną (cztery osoby w dwupokojowym mieszkaniu, kupionym z pomocą rodziców), a najmłodszy prowadzi burzliwe życie uczuciowe. Więc teściowa przyszła do nas – bo przecież jest matką i syn jej nie zostawi. Tym bardziej że mamy dwupokojowe mieszkanie, więc spokojnie zmieścimy się w czwórkę, a ona obiecuje, że pomoże w opiece nad wnukiem.

Osobiście uważam, że to sprawiedliwość. I tak, powiedziałam jej, że nie może u nas zostać. Bo na to nie zasłużyła i nie uważam za konieczne udawać po tylu latach obojętności z jej strony. Mój mąż w pełni się ze mną zgadza.

Oczywiście w oczach wszystkich krewnych stałam się klasyczną złą synową. Tylko teść milczał. Rodzina męża stwierdziła, że powinnam okazać zrozumienie, wybaczyć i w ogóle, przecież urodziła i wychowała mi tak wspaniałego męża. Tak, jest wspaniały – ale to jego zasługa, nie jej. Niech pomagają jej ci synowie, którym poświęciła więcej uwagi niż mojemu mężowi.