– Jakże niesprawiedliwie postąpiłam wobec mojego ojca – wyrzucała sobie Anna, ale zdawała sobie sprawę, że jest już za późno. Nie mogła sobie nawet wyobrazić, że wszystko potoczy się w ten sposób. Patrzyła na dokumenty i nie mogła uwierzyć własnym oczom – praktycznie wyrzuciła własnego ojca z domu, a on mimo to zapisał jej cały swój majątek, nie chował urazy. Jej wyrzuty sumienia przyszły za późno, bo ojca już od pół roku nie było na tym świecie. A ona nawet nie pojechała, żeby go pożegnać. Uważała ojca za zdrajcę

Kiedy Anna miała 10 lat, ojciec opuścił ich rodzinę i zamieszkał z inną kobietą.

Anna była wtedy jeszcze zbyt mała, by zrozumieć, co tak naprawdę działo się między jej rodzicami. Po dziecięcemu było jej po prostu przykro, bo ojciec, którego tak bardzo kochała, odszedł na zawsze. A matka tylko dolewała oliwy do ognia, ciągle powtarzając, że ojciec jej nie kocha, dlatego odszedł, bo przecież kochający tata nigdy by nie porzucił swojej rodziny.

Jej ojciec, Jarosław, był bardzo pracowitym człowiekiem, wszyscy na wsi go znali, bo miał złote ręce. Sam wybudował dom, więc zamiast starej, rozpadającej się chaty na podwórzu teściowej stanął piękny, dwupiętrowy dom.

Nikt inny we wsi nie miał jeszcze takiego domu. A kiedy zaczęło brakować pieniędzy, Jarosław wyjechał za granicę do pracy. Wszystkie zarobione pieniądze przywoził do domu, wszystko dla córki i żony.

Aż pewnego dnia wrócił, spakował walizki i wyjechał na zawsze. Matka wtedy bardzo płakała, a Annie powiedziała:

– Nic się nie martw, córeczko, poradzimy sobie bez niego.

Oficjalna wersja wydarzeń była taka, że Jarosław zakochał się w innej kobiecie i dla niej porzucił rodzinę.

Ojciec nigdy więcej nie pojawił się na wsi. Tymczasem Anna dorosła, a jej matka, Stefania, wyjechała do pracy do Włoch, kiedy na podwórzu zaczął rządzić zięć.

Minęło długie 20 lat. Anna zajmowała się gospodarstwem, kiedy nagle furtka się otworzyła i na podwórze wszedł starszy, schorowany mężczyzna, w którym od razu rozpoznała swojego ojca. Ale nie rzuciła mu się w ramiona – zaczęła go wyganiać.

Jarosław nie zdążył nawet nic powiedzieć, kiedy córka kazała mu wynosić się tam, skąd przyszedł. Twierdziła, że przez 20 lat pracował na inną rodzinę, a teraz nagle się pojawił.

Anna tak głośno krzyczała, że zbiegli się wszyscy sąsiedzi, żeby zobaczyć, co się dzieje.

Ojciec zrozumiał, że nie jest tu mile widziany, więc bez słowa odwrócił się i odszedł w nieznanym kierunku. A w sercu Anny nic się nie poruszyło – była pewna, że postępuje właściwie.

Ale starsi sąsiedzi ganiąc ją mówili, że tak nie należy postępować z własnym ojcem – nie zaproponowała mu nawet szklanki wody po drodze. Od razu było widać, że jest chory.

Anna nie zmiękła nawet wtedy, gdy zadzwoniła do niej ciotka, siostra ojca, i powiedziała, że Jarosław leży w szpitalu, a jego stan jest bardzo ciężki.

Nie pojechała do ojca do szpitala, tak samo jak nie pojechała na jego pogrzeb, mimo że ciotka ją o tym poinformowała.

A kilka miesięcy później Anna otrzymała list, w którym napisano, że została jedyną spadkobierczynią całego majątku ojca.

A było tego niemało – duży dom, samochód i trzypokojowe mieszkanie. To był dla niej prawdziwy szok.

Okazało się, że przez całe 20 lat ojciec mieszkał i pracował za granicą, do kraju przyjeżdżał rzadko. Kupił mieszkanie, samochód, później wybudował dom.

Cały czas marzył o tym, że przyjadą do niego wnuki – dzieci Anny, bo nigdy nie miał innej rodziny ani innych dzieci.

Ale nie zdążył ich tam zaprosić, bo zachorował. Wszystko zapisał jedynej córce, Annie, o której pamiętał przez całe życie.

„Wiesz, tata wtedy przyjechał, żeby się z tobą pożegnać. Szkoda, że tego nie zrozumiałaś” – napisała ciotka w wiadomości.

„A jeszcze jedno, Anno, powinnaś wiedzieć, że to nie ojciec was porzucił, ale matka go wyrzuciła, bo była o niego chorobliwie zazdrosna i oskarżała go o zdrady, których nigdy nie było.”

Anna, teraz już dorosła kobieta, matka dzieci, gorzko żałowała, że wszystko potoczyło się w ten sposób, ale niczego nie dało się już cofnąć. W jej głowie wciąż brzmiały słowa starszej sąsiadki:

– Niedobrze zrobiłaś, że nie wpuściłaś ojca za próg. Niezależnie od tego, jaki był, to twój rodzony ojciec, a odrzucenie własnych rodziców to wielki grzech.