Mąż marzył o drugim dziecku. Ale ja nie mogłam się na to odważyć. Miałam swój własny powód, o którym nigdy mu nie powiedziałam. Tak mijały lata. A po 15 latach zrozumiałam, że bardzo się myliłam
Moja historia może wydać się komuś bardzo dziwna. Ale uwierzcie, chciałam być naprawdę dobrą matką, dlatego starałam się wszystko dokładnie przemyśleć.
Wiecie, jakoś tak się złożyło, że przez bardzo długi czas nie mogłam się zdecydować na drugie dziecko. Powodem nie było to, że bałam się, iż nie będziemy mieli z czego je utrzymać czy wykarmić – bo mąż zarabiał bardzo dobrze – ale to, że bałam się, iż zabraknie mi miłości. Myślałam o mojej córce, która wypełniała całe moje życie, i martwiłam się, że jeśli pojawi się kolejne dziecko, będę musiała dzielić tę miłość na pół, a wtedy zamiast jednej szczęśliwej osoby będą dwójka nieszczęśliwych dzieci.
Nikomu nie mówiłam o swoich obawach, a jedynie znajdowałam kolejne wymówki, głównie materialne: niestabilna sytuacja w kraju, niewielkie zarobki. Bo gdybym powiedziała prawdę, mąż by mnie nie zrozumiał. Przecież ludzie rodzą dzieci i nie zastanawiają się, czy wystarczy im miłości, bo najważniejsze, żeby dziecko miało dobre warunki i było zdrowe.
I tak nadszedł czas, kiedy moja starsza córka skończyła 15 lat i wyjechała na naukę do sąsiedniego miasta, coraz rzadziej bywała w domu. Wtedy zrozumiałam, że teraz jest odpowiedni moment. Córka jest już duża, więc nawet jeśli dostanie ode mnie mniej uwagi i troski, nie będzie to dla niej aż tak bolesne.
Urodziło się moje małe słoneczko i natychmiast, w tej samej chwili, zrozumiałam, że to najcudowniejsze dziecko na świecie, choć, szczerze mówiąc, było malutkie i trochę nieforemne. I wtedy moja miłość popłynęła w nowym kierunku. Jakie było moje zdziwienie, gdy po kilku dniach uświadomiłam sobie, że rzeka miłości do mojej starszej córki wcale nie zmalała.
Okazało się, że przez te wszystkie lata bardzo się myliłam i martwiłam się zupełnie niepotrzebnie. Myślałam, że miłość dzieli się na wszystkich, a okazało się, że jest zupełnie inaczej. Po prostu wraz z pojawieniem się nowego dziecka, wewnątrz mnie narodziło się nowe źródło miłości i dobra.
I wreszcie zrozumiałam, że jeśli kobieta ma pięcioro czy dziesięcioro dzieci, kocha je wszystkie – ale każde w inny, wyjątkowy sposób!
Przecież nie da się odpowiedzieć na pytanie, którą z córek kocham bardziej – obie są dla mnie tak samo cenne i bliskie. Teraz śmieję się sama z siebie, ale jestem bardzo szczęśliwa, a moje córeczki również!
