Tydzień temu skończyłam 45 lat. Mam wspaniałą córkę, dobrego zięcia. Niedawno w naszej rodzinie pojawił się wnuk. A wkrótce czeka mnie ślub z ukochanym mężczyzną, 39-letnim Piotrem. Po długiej rozłące znowu jesteśmy szczęśliwi

Jestem jedną z tych kobiet, które czekały na swoje szczęście – i się doczekały. Tydzień temu skończyłam 45 lat. I teraz jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. Mam wspaniałą córkę, dobrego zięcia. Niedawno w naszej rodzinie pojawił się mały aniołek – wnuk. A wkrótce czeka mnie ślub z ukochanym mężczyzną, 39-letnim Piotrem. Uwielbiamy się nawzajem i znów jesteśmy szczęśliwi po długiej rozłące.

Piotra poznałam wiele lat temu, będąc już mężatką. Wyszłam za mąż za swojego przełożonego, bez większej miłości. Myślałam – porządny człowiek, kulturalny, dobrze zarabia, daje prezenty. Jednak jako małżonkowie byliśmy zbyt różni. Mąż, jako kierownik, lubił wydawać rozkazy nie tylko w pracy, ale i w domu. A ja tak bardzo pragnęłam ciepłego, pełnego zaufania związku. Nawet narodziny córki nas nie zbliżyły. Mąż był zirytowany dosłownie wszystkim.

Kiedy nasza córeczka podrosła, wróciłam do pracy. Pomimo trudności, praca dawała mi satysfakcję i spokój.

I wtedy pojawił się on – niespodziewanie. Przystojny nowy pracownik przyciągnął uwagę wszystkich koleżanek z biura, w tym także moją. Z czasem zauważyłam, że nie jestem Piotrowi obojętna. Potem zaczęliśmy wspólny projekt, spędzaliśmy godziny na rozmowach. Tak narodziła się miłość. I ukrywać jej się już nie dało. Kiedy mąż dowiedział się o romansie, Piotr został zwolniony.

Oczywiście nasze życie rodzinne, i tak dalekie od ideału, zaczęło się rozpadać. Zaczęły się ciągłe kłótnie. A do tego jeszcze zaczęli dzwonić rodzice Piotra, których mój mąż poinformował o wszystkim. Krzyczeli, żebym zostawiła ich syna w spokoju, że nie mam za grosz wstydu.

W końcu rozstałam się z Piotrem, ale sytuacja w moim małżeństwie wcale się nie poprawiła. Po prostu byliśmy sobie obcy. Żyliśmy tak jeszcze dwa lata. A potem mąż oznajmił mi, że ma inną kobietę. Poprosił o rozwód, zostawiając mnie praktycznie bez niczego. Razem z córką wróciłam do domu mojej mamy.

Mój były mąż praktycznie nie uczestniczył w wychowaniu naszej córki. Udało mi się wychować ją na dobrą osobę, a niedawno Anna podarowała mi największe szczęście – wnuka. Przez te wszystkie lata nie wyszłam ponownie za mąż. Zawsze zadawałam sobie pytanie – gdyby nie tamta sytuacja z Piotrem, czy nasze małżeństwo by przetrwało? Najpewniej nie, bo do szczęścia w rodzinie potrzebne są wsparcie i wzajemne zrozumienie, a tego nie mieliśmy od samego początku.

I nagle, po 14 latach, spotkaliśmy się ponownie. Przypadkowo, na ulicy. Okazało się, że Piotr także zawsze o mnie pamiętał. Nigdy się nie ożenił. Na początku rozmawialiśmy jak dobrzy znajomi, ale z czasem zrozumieliśmy, że musimy być razem. Piotr mi się oświadczył, a ja się zgodziłam. Anna tylko się ucieszyła, bo od dawna mówiła mi, że powinnam pomyśleć także o sobie.

Obawiałam się, jak na nasze relacje zareagują jego rodzice – przecież czternaście lat temu byli kategorycznie przeciwni. Ale teraz mama Piotra całkowicie zmieniła zdanie. Jej syn ma już trzydzieści dziewięć lat, straciła nadzieję, że kiedykolwiek się ożeni. Przyszła teściowa w końcu uwierzyła, że nasze uczucia są szczere, więc zaakceptowała mnie w ich rodzinie.

Teraz jestem szczęśliwa, ale na to szczęście musiałam czekać wiele lat.