Czy dzieci naprawdę zapomniały o moich urodzinach? – od samego rana Maria nie mogła pozbyć się smutnych myśli. Miała dziś jubileusz, a ani syn, ani córka nie tylko nie przyjechali, ale nawet nie zadzwonili, by złożyć jej życzenia. Starsza kobieta spojrzała na kalendarz stojący na stole. Strzegł go jej kot Kasper, który uwielbiał spać obok niego, jakby pilnując nadejścia wiosny. Dziś był 28. dzień miesiąca – ostatni dzień zimy, a jutro miała nadejść wiosna. Jednak nawet to, co zwykle cieszyło Marię, tym razem nie dawało jej radości, bo było jej tak przykro z powodu dzieci

Dzień mijał, a Maria nie mogła powstrzymać się od łez. Na wszelki wypadek jeszcze raz sprawdziła swój telefon, czy przypadkiem nie przegapiła jakiegoś ważnego połączenia, ale ekran był pusty. Tak samo pusto było w jej sercu.

Maria nigdy nie obchodziła swoich urodzin – nie było na to ani pieniędzy, ani czasu. Najpierw dzieci były małe i trzeba było o nie dbać, później, gdy dorastały, wydatki na nie rosły, więc na świętowanie wciąż brakowało środków.

Jedyną osobą, która nigdy nie zapominała o jej urodzinach, był jej mąż. Choć nie mieli dostatniego życia, to nawet zimą potrafił zdobyć dla niej kwiaty, jadąc po nie aż do miasteczka.

Zawsze wracał z małym bukietem goździków – innych kwiatów w tym czasie trudno było znaleźć – i razem siadali do obiadu. Stefan zawsze powtarzał, jak bardzo jest szczęśliwy, że to właśnie ona została jego żoną.

– Gdybym był bogatszy, kupiłbym ci najpiękniejszą złotą biżuterię – mawiał.

– I gdzie ja bym w tych drogich klejnotach poszła? Na pole? – żartowała Maria, ale było jej ogromnie miło, że mąż pamięta o jej święcie.

Przez całe życie wszystko robili razem – można powiedzieć, że przeżyli szczęśliwe życie, choć nie bogate. Wychowali dzieci, wyprawili je w dorosłość i dalej trzymali się razem.

Ale trzy lata temu Stefana zabrakło i Maria została zupełnie sama. Gdyby nie Kasper i sąsiadka Marta, nie miałaby nawet z kim porozmawiać.

Syn i córka przyjeżdżali, ale niezbyt często – sami mieli swoje rodziny, dzieci i mnóstwo spraw na głowie. Zawsze narzekali, że brakuje im czasu. Ale gdy trzeba było posadzić ogród albo zebrać plony, zawsze wszyscy przyjeżdżali i do wieczora uporali się z każdą pracą.

Maria nie miała żalu do dzieci, rozumiała, że mają swoje życie i nie mogą odwiedzać jej codziennie. Ale szczerze wierzyła, że o jej 70. urodzinach nie zapomną. A jednak – zapomnieli.

By jakoś się uspokoić, Maria poszła na cmentarz, porozmawiała ze swoim Stefanem, pożaliła się mu i przy okazji zauważyła, że już dawno powinni postawić mu pomnik – ale skąd wziąć na to pieniądze?

Wróciła do domu, gdy zaczynało się ściemniać. Spojrzała na telefon, ale nikt z dzieci wciąż się nie odezwał. Kasper dalej siedział przy kalendarzu, jakby przypominając swojej pani, że czas przewrócić kartkę – jutro będzie nowy dzień, a życie toczy się dalej.

Ile razy Maria mu mówiła, żeby nie wskakiwał na stół! Ale to było jego ulubione miejsce. Zawsze coś przewrócił, jakby chciał przysporzyć jej dodatkowej pracy.

Położyła się spać. Kasper w końcu zszedł ze stołu i ułożył się obok niej, jakby chciał ją uspokoić, że wszystko będzie dobrze.

Maria obudziła się wcześnie rano, a za oknem panował jakiś gwar. Spojrzała przez okno i nie mogła uwierzyć własnym oczom – jej dzieci i wnuki wszyscy przyjechali i coś żywo omawiali z sąsiadką.

Starsza kobieta zarzuciła na siebie kurtkę i wyszła do nich. A oni wszyscy rzucili się, by składać jej życzenia.

– Ale przecież moje urodziny były wczoraj! Zapomnieliście o nich! – powiedziała zaskoczona Maria.

– Wasza mama pomyliła dni i niepotrzebnie się zasmuciła – wyjaśniła sąsiadka.

Wszyscy roześmiali się serdecznie, a najstarsza córka oznajmiła, że mama ma iść się szykować, bo zaraz wszyscy razem jadą do karczmy, żeby godnie uczcić to święto. Nie chcieli, by mama w tak ważnym dniu stała w kuchni i biegała z talerzami.

– I pani Marto, niech się pani szykuje! Pojedzie pani z nami, mamy duży bus, miejsca wystarczy dla wszystkich, a mamie będzie miło, że pani z nami jest – dodał syn.

Maria wyszła z domu odświętnie ubrana – wyglądała o co najmniej dziesięć lat młodziej. A może to szczęście tak ją odmładzało?

– Mamo, czegoś tu brakuje – powiedział syn i podał jej małe pudełeczko. – To nasz prezent. Przymierz.

Maria otworzyła pudełeczko i zobaczyła przepiękny złoty krzyżyk na łańcuszku.

– Dziękuję, kochani. Nigdy nie miałam czegoś takiego – powiedziała Maria ze łzami w oczach.

Gdy świętowanie dobiegło końca, dzieci miały dla niej jeszcze jedną niespodziankę – zostają na noc, bo następnego dnia czeka ich ważna sprawa – będą stawiać pomnik tacie, który już został zamówiony i jest gotowy.

Maria była przeszczęśliwa. W domu było trochę ciasno, ale tak ciepło nie było od dawna.

Kasper znów zajął swoje ulubione miejsce na stole.

– To on jest wszystkiemu winien! – nagle zawołała wnuczka Marii. – Kasper, przyznaj się, to ty przewróciłeś kartkę w kalendarzu i sprawiłeś, że babcia się smuciła!

Wszyscy znów się roześmiali. Teraz wszystko nabrało sensu. To Kasper przypadkiem pomógł dzieciom przygotować dla mamy niespodziankę – a święto naprawdę udało się wspaniale.