Szwagierka domaga się zmiany terminu urodzin, bo jej córka ma lekcje wokalu

Nasza córka miała obchodzić jubileusz – planowaliśmy wyjątkową, uroczystą imprezę w gronie najbliższej rodziny. Mieliśmy w planach spotkać się z kilkoma przyjaciółmi, głównie kolegami z klasy, a dalszych krewnych zaprosiliśmy na weekend, aby świętowanie było spokojne i uporządkowane. Mąż zaproponował, by poinformować też jego siostrę, że jej córka również jest mile widziana, bowiem u nas przygotowywana była specjalna animacja i program rozrywkowy.

Muszę przyznać, że relacje z moją szwagierką zawsze były napięte. Utrzymujemy dystans, aby nasze nieporozumienia nie przenikały na resztę rodziny. Jej córka, mająca osiem lat, niekoniecznie zyskała sympatię mojej córeczki, choć na urodziny zgodziła się przyjść. Moja teściowa wielokrotnie próbowała pogodzić obie strony, ale tym razem mieliśmy już jasno określony plan: w piątek obchodziliśmy urodziny dzieci, a dla dorosłych impreza zaplanowana była na sobotę. Niedziela miała pozostać dniem odpoczynku i porządków.

Wszystko szło zgodnie z planem – zarezerwowaliśmy przytulne kawiarenkę niedaleko domu, by goście mogli łatwo dojechać. Rodzice mieli dowozić dzieci, a mąż miał osobiście odebrać szwagierkę i jej córkę. Wszystko było starannie przygotowane: dekoracje, animatorzy, nawet wybrane sukienki dla najmłodszych.

Gdy już myślałam, że nic nie zakłóci naszego planu, zadzwoniła szwagierka. Zaskoczyła mnie jej prośba:

— Słuchaj, u nas o piątej mamy lekcje wokalu. Czy możesz przełożyć termin?

Na to odpowiedziałam stanowczo:

— Ewo, przepraszam, ale wszystko zostało już zaplanowane. Moja córeczka zaprosiła wszystkich swoich znajomych, a zmiana terminu na godzinę siódmą byłaby dla dzieci za późna. Lekcje możesz opuścić – to nie koniec świata.

Od zawsze Ewa pilnie odprowadza córkę na różne zajęcia. Po ośmiu latach próbowała wszystkiego – od boksu, przez łyżwiarstwo figurowe, malowanie, aż po taniec. Teraz nowym zamiłowaniem stał się wokal. Wszystkie te zajęcia są płatne, a Ewa nie kryje przekonania, że jej córka jest wyjątkowo utalentowana. Ja jednak widzę, że to bardziej kwestia chęci „wyciśnięcia” pieniędzy z byłego męża, niż realnych predyspozycji artystycznych.

— Co ty sobie wyobrażasz? — krzyczała przez telefon, niemalże tracąc panowanie. — Ile już wydaję na te lekcje? A ty chcesz, żeby moja córka przyszła na urodziny, gdy na stole zostaną tylko resztki?

— Nic już nie da się zmienić – odpowiedziałam. — Kawiarnia i animatorzy są już zarezerwowani. Jeśli nie zdążysz, to przyjedź później, ale nie będziemy czekać na jedną osobę.

— Czyli moja córeczka przyjdzie, kiedy wszyscy już będą się zajadać? — wykrzyczała Ewa.

Ostatecznie, córka Ewy nie pojawiła się na ustalonym czasie, a sama Ewa nie zjawiła się ani w sobotę. Na przyjęciu zaczęła się kłótnia już na progu, a moja teściowa, nie kryjąc oburzenia, stwierdziła przed wszystkimi:

— Twoja córka płakała cały wieczór, bo jej siostra świętowała bez niej. To było naprawdę nieeleganckie z waszej strony.

— To wina Ewy – odparłam stanowczo. — Mogła wcześniej poinformować o zajęciach, a nie dopiero na dwa dni przed urodzinami. Jeśli ktoś ponosi winę, to tylko ona.

Wieczór zakończył się nieprzyjemną atmosferą, a Ewa przekazała jako prezent od swojej mamy zwykły notes z jednorożcem – gest, który tylko podkreślił jej podejście do całej sytuacji. Z doświadczenia wiemy jedno – warto pamiętać, że prawdziwe świętowanie nie powinno być zakłócane przez narzucające się obowiązki. Dla nas najważniejsze pozostaje to, aby każdy mógł cieszyć się chwilą i być sobą.