Mieszkam z Michałem od ponad dwudziestu lat, a niedawno po raz pierwszy poważnie się pokłóciliśmy – wszystko przez spadek. Okazało się, że mąż odziedziczył mieszkanie po swojej ciotce, a nasze poglądy na to, co z nim zrobić, diametralnie się różnią

Z Michałem przeżyliśmy wiele lat w zgodzie i harmonii, a teraz, po raz pierwszy, mamy naprawdę poważny konflikt – i to przez spadek. Mamy troje dzieci. Nasza najstarsza córka niedawno skończyła dwadzieścia lat, studiuje na uniwersytecie pedagogicznym, a dwóch młodszych synów ma czternaście i pięć lat. Jesteśmy dumni z naszych dzieci i nigdy nie faworyzowaliśmy żadnego z nich.

Wszyscy razem mieszkamy w dużym trzypokojowym mieszkaniu, gdzie każdy ma swoje miejsce. Sytuacja się zmieniła, gdy mąż odziedziczył po swojej ciotce niewielkie mieszkanie niemal w centrum miasta. Mieszkanie jest bardzo ładne, w świetnej lokalizacji, ale wymagało remontu. Od razu zabraliśmy się do jego urządzania – w efekcie powstało przytulne i nowoczesne lokum.

Przez cały ten czas, kiedy zajmowaliśmy się remontem, ani razu nie poruszyliśmy kwestii, jakie mamy plany wobec tego mieszkania – a szkoda, bo okazało się, że mamy zupełnie różne wizje.

Ja, naturalnie, myślałam, że urządzamy to mieszkanie dla naszej najstarszej córki. Anna jest już dorosła, kończy trzeci rok studiów, jest niemal samodzielna – często dorabia po zajęciach w kawiarni. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby wkrótce oznajmiła nam, że wychodzi za mąż – od ponad roku spotyka się z chłopakiem.

Z Michałem niemal się pokłóciliśmy przez tę sprawę. Ja uważam, że powinniśmy przekazać to mieszkanie córce. Jest dorosła i niedługo zacznie budować własną rodzinę. Mąż twierdzi jednak, że to byłoby niesprawiedliwe wobec synów – chce sprzedać mieszkanie i podzielić pieniądze równo między całą trójkę naszych dzieci.

Dla mnie ten pomysł jest całkowicie nierozsądny. Pieniądze, które każde z nich dostałoby po podziale, nie wystarczyłyby na zakup własnego mieszkania. A jeśli mielibyśmy je po prostu trzymać na kontach przez kolejne lata, to istnieje duża szansa, że stracą na wartości. Już nie raz widziałam takie sytuacje i wiem, że sprzedaż tego mieszkania to nie jest najlepsza opcja. Córka dostałaby w najlepszym razie sumę, za którą mogłaby kupić samochód – i to nie nowy.

Dla mnie pewniejsze jest to, co mamy teraz. Przynajmniej jedno z naszych dzieci byłoby zabezpieczone mieszkaniowo, a chłopcy są jeszcze na tyle mali, że w przyszłości będziemy mogli pomyśleć także o nich. Michał obawia się, że w przyszłości między rodzeństwem pojawią się konflikty – że kiedyś sobie to wypomną, a synowie będą mieli pretensje. Ja jestem pewna, że wszystko będzie w porządku – na razie nasi synowie nawet nie rozumieją tej sytuacji, a my w przyszłości znajdziemy dla nich rozwiązanie.

Na razie nie informujemy córki o naszych rozmowach – chcemy najpierw sami dojść do porozumienia. Mąż kategorycznie sprzeciwia się mojej propozycji i nie wiemy, co dalej robić. Możemy wynająć mieszkanie, ale szkoda nam remontu, na który sporo wydaliśmy.

Od kilku tygodni prawie nie rozmawiamy. Michał uparcie twierdzi, że mieszkanie trzeba sprzedać – dostaniemy za nie dobre pieniądze, bo jest po remoncie i w centrum miasta. Ja natomiast nie chcę tego robić – nie chcę, aby nasza dorosła córka została z niczym. I naprawdę nie wiem, jak podjąć w tej sytuacji właściwą decyzję.