Dziś skończyłem pięćdziesiąt lat i nagle uświadomiłem sobie jedną gorzką prawdę

Moja córka Wiktoria ma dużą rodzinę – sześcioro dzieci, jedno po drugim, w odstępie roku lub dwóch. Wyszła za mąż wcześnie, a kiedy jeszcze się uczyła i zdawała egzaminy, to ja zajmowałem się jej maluchami.

Gdy dzieci chorowały, również byłem przy nich. Patrząc wstecz, rozumiem, że niemal cała odpowiedzialność spoczywała na moich barkach, a Wiktoria po prostu rodziła kolejne dziecko. Przyznam, że kiedyś mi to odpowiadało – cieszyło mnie uczestnictwo w życiu wnuków, obserwowanie, jak dorastają.

Życie potoczyło się tak, że wkrótce po ślubie córki opuściła mnie żona. Narodziny pierwszego wnuka pomogły mi poradzić sobie z tym ciosem. Potem pojawił się drugi wnuk, potem trzeci… W tym czasie przeszedłem na rentę inwalidzką – od urodzenia mam jedną nogę krótszą od drugiej. Wciągnąłem się w rutynę i całkowicie zapomniałem, że mam prawo również do własnego życia.

Kilka dni temu zebrało mi się mnóstwo osobistych spraw, które odkładałem miesiącami, bo byłem całkowicie pochłonięty opieką nad wnukami. Postanowiłem powiedzieć Wiktorii, że chcę wrócić do swojego domu i że to ona powinna zajmować się dziećmi. Jednak jej słowa uderzyły mnie jak policzek:

— Jak to „do domu”? Mam spotkanie z przyjaciółkami, a maluchy nie mają z kim zostać. Nigdzie nie pójdziesz! Siedź i pilnuj, przecież i tak nie masz nic innego do roboty. Patrzcie go, „ważne” sprawy ma…

Byłem w szoku. Po prostu się odwróciłem i wyszedłem. Niech po raz pierwszy sama zajmie się swoimi dziećmi – w końcu to ona je urodziła, nie ja!

Te słowa dotknęły mnie do głębi. W pewnym sensie Wiktoria miała rację – wygląda na to, że rzeczywiście nie mam żadnych zajęć. W domu tylko sprzątam i piorę. Zaniedbałem czytanie, przestałem spotykać się ze znajomymi, bo tyle razy im odmawiałem z powodu wnuków, że w końcu przestali mnie zapraszać. A przecież mogłem chociaż raz w miesiącu poświęcić dzień tylko dla siebie…

Tak niepostrzeżenie minęło pięćdziesiąt lat mojego życia. Ale podjąłem decyzję – koniec z życiem tylko dla innych. Nikt nie przeżyje mojego życia za mnie. Oczywiście kocham wnuki i pomogę, gdy naprawdę będzie to konieczne. Ale teraz nadszedł czas, by żyć również dla siebie.

Już postanowiłem: zadzwonię do starych znajomych, wybiorę się na długi spacer, może nawet wrócę do mojego ulubionego hobby. Przecież mam swoje pasje, swoje małe i wielkie radości. Kocham te maluchy, ale muszę zadbać też o siebie – by ani jeden dzień nie minął na próżno, w cudzym cieniu.